Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem jajeczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem jajeczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2013

Tarty pierniczkowo-pomarańczowe


Po upieczeniu wszystkich elementów piernikowego domku zostało mi jeszcze całkiem sporo ciasta, z którym już sama nie wiedziałam, co mam począć. Upiekłam niezłą armię ciasteczkowych ludzików, ale co dalej, kiedy w dłoni leżała jeszcze solidna kula ciasta? Stwierdziłam, że wpakuję ją do foremki do tarty, bo to zawsze jest dobry pomysł na deser. Szybko przemyślałam strategię i połączyłam w głowie wszystkie smaki, jakie kojarzą mi się z zimą i przyprawami korzennymi. Co z tego wyszło? Całkiem niezła tarta z kruchego ciasta pierniczkowego- bardzo aromatycznego i rozgrzewającego, kremu pomarańczowego- orzeźwiającego i ożywiającego deser, a także bitej śmitany- lekkiej, delikatnej, łagodzącej wszystkie mocne smaki. Na prawdę dobre połączenie! Szkoda tylko, że zdążyłam jedynie skosztować kilku kęsów, zanim wszystkie mini-tarty roztrzaskały się spektakularnie na podłodze (który to już raz w tym miesiącu?!)...


Tarta pierniczkowo-pomarańczowa
z podanych proporcji uzyskasz jedną dużą lub kilka mniejszych tart

 ciasto:

  • 115g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1/2 szklanki (125ml) miodu,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 1.5 łyżki (37.5ml) przyprawy do piernika,
  • 2 1/3 szklanki (580ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) sody,
  • szczypta soli.
Masło utrzyj z cukrem i miodem. Dodaj jajko i dokładnie zmiksuj. Do osobnej miski przesiej przyprawę do piernika, mąkę, sodę i sól. Wsyp sypkie składniki do masy maślanej w trzech porcjach, za każdym razem dobrze mieszając. Dość miękkie ciasto zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Rozwałkuj ciasto na lekko oprószonym mąką blacie na grubość ok. 6mm i wyłóż nim formę/foremki. Wstaw do pieca do momentu, aż ciasto będzie rumiane (małe foremki piekły się ok. 15minut). Wyjmij i ostudź kompletnie.

oragne curd:

  • 1/2 szklanki (125ml) soku z pomarańczy,
  • 2 łyżki (30ml) soku z cytryny,
  • 3 paseczki (wielkości biletu autobusowego) skórki obranej z pomarańczy, pozbawionej białej błonki,
  • 2 jajka,
  • 2 żółtka,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru,
  • 1 1/2 łyżki (22.5ml) skrobi kukurydzianej,
  • 1 łyżka (30ml=ok.30g) zimnego masła.
  • dodatkowo: świeże borówki amerykańskie do przybrania.
Wszystkie składniki oprócz masła umieść w garnku o grubym dnie, dokładnie wymieszaj trzepaczką i ustaw na kuchence. Podgrzewaj na małym ogniu, stale mieszając, aż masa zgęstnieje i pojawią się pierwsze bąbelki. Zdejmij garnek z ognia i od razu wmieszaj zimne masło. Kiedy tłuszcz dokładnie połączy się z resztą składników, przelej krem do miseczki, przykryj folią spożywczą tak, by bezpośrednio dotykała powierzchni masy i ostudź.

Po ostudzeniu kremu, usuń z niego skórkę i dokładnie wymieszaj. Jeśli uważasz, że masa jest zbyt gęsta, możesz wmieszać do niej odrobinę soku z pomarańczy. Napełnij kremem upieczone spody z kruchego ciasta.

bita śmietana:
  • 1 szklanka (250ml) śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 1 łyżka (15ml) cukru pudru,
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki do kawy w proszku.
Schłodzoną śmietankę ubijaj mikserem do momentu, aż będzie prawie całkowicie sztywna. Dodaj cukier puder i śmietankę w proszku i zmiksuj, aż śmietanka będzie sztywna. Udekoruj nią tartaletki/tartę. Przechowuj w lodówce, najlepiej w zamkniętym pojemniku, by nie "łapała" zapachów.

Enjoy!




poniedziałek, 4 listopada 2013

Napoleonki



Babcia Kazia miała w swoim repertuarze kilka deserów nie do pobicia, za którymi wprost przepadaliśmy. To właśnie z Nią kojarzą mi się faworki, pączki angielskie czy napoleonki. I chociaż zrobiłam w swoim życiu setki ciast i ciasteczek, nawet tych bardziej skomplikowanych i pracochłonnych, tak z przygotowywania tych trzech migam się jak mogę. To nie jest tak, że mi nie smakują- wręcz przeciwnie! Ale prawda jest taka, że z legendą ciężko jest się zmierzyć.

Co roku, w dniu Wszystkich Świętych, na babcinym stole czekały na nas napoleonki. Chciałam kontynuować tradycję, więc dwa lata temu odważyłam się przygotować je sama. Jednak nie wyszły mi takie, jak te spod ręki Babci i od razu zniechęciłam się do dalszych prób. Nie chciałam ponownie przeżywać takiej porażki, a z poradą też nie mogłam się już zwrócić do mojego guru. Dopiero teraz udało mi się przełamać lęk, zaparłam się i na szczęście ta wersja okazała się według mnie trafiona.

Trochę ten babciny przepis musiałam po swojemu pozmieniać. Zamiast margaryny użyłam masła, co na początku wydawało mi się błędem, gdy skosztowałam samego ciasta. Było bardzo, bardzo maślane i bałam się, że przytłumi aromat kremu. Ale tak się na szczęście nie stało, a wszystkie smaki doskonale się uzupełniały. Jeśli chodzi o krem- tutaj zaszalałam z dodatkiem wanilii, zaś skrobię ziemniaczaną zastąpiłam kukurydzianą, by uzyskać gładki bodyń, o zwartej i przyjemnie rozpływającej się w ustach konsystencji. Nie do końca jestem może usatysfakcjonowana fakturą ciasta, bo spodziewałam się wielu listków, które częściowo przyklejają się do budyniu i nie chcą się od niego odczepić. Ale przyznam, że nie pamiętam, jak wyglądało to, które robiła Babcia, a listkowanie jakie znam z cukierni wynika zapewne z użycia ciasta francuskiego (co nie byłoby już takie wspaniałe, o ile nie użyje się ciasta własnej roboty). Mimo wszystko, jestem z siebie i tych napoleonek bardzo zadowolona. Domyślam się, że Babcia Kazia pilnowała mnie z góry i dopingowała. Teraz nie straszne mi nawet faworki i pączki angielskie! :)


Napoleonki
przepis na ok. 12 solidnych porcji

ciasto:

  • 1 1/2 szklanki (375ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 250g zimnego masła,
  • 3 łyżki (45ml) kwaśnej śmietany 12% lub 18%,
  • 1 żółtko.
Mąkę przesiej z solą do miski. Dodaj masło pokrojone na mniejsze kawałeczki i opuszkami palców, delikatnie, lecz stanowczo wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy zacznie przypominać kruszonkę, dodaj śmietanę z żółtkiem i szybko zagnieć ciasto. Podziel na dwie części, każdą zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na co najmniej godzinę. 

Dwie duże blachy (ja użyłam takich z niskimi brzegami do pieczenia np. ciasteczek, które mieszą się na całą szerokość piekarnika) wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nastaw na 200 st.C.

Każdy placek ciasta  rozwałkuj na grubość ok. 5-7mm. Nakłuj całą powierzchnię widelcem, przełóż na blachy i wstaw do piekarnika na ok. 15-20 minut, aż placki zarumienią się solidnie. Wyjmij i ostudź.

Teraz popatrz na swoje blaty ciasta i postaraj się znaleźć  pojemnik lub foremkę o podobnych wymiarach. Jeśli znajdziesz naczynie nieco mniejsze, możesz spróbować delikatnie przyciąć ciasto, ale pamiętaj, że może się pokruszyć (jest bardzo delikatne). Ja użyłam dużego pojemnika do przechowywania żywności, ale musiałam nieco przyciąć boki. To, co odcięłam, zjadłam- należało mi się za ciężką pracę. Wracjąc do meritum- jeden blat ciasta ułóż na dnie naczynia i przygotuj krem.

krem:
  • 1 litr mleka,
  • 4 żółtka o temp. pokojowej,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 laska wanilii,
  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 1/3 szklanki (80ml) mąki pszennej,
  • 1/3 szklanki (80ml) skrobi kukurydzianej,
  • 3 łyżki (ok.50g) zimnego masła.
Do szerokiego garnka o grubym dnie wlej mleko i podgrzewaj na średnim ogniu.
W misce rozmieszaj żótka z jajkami. Wanilię przetnij na pół, wyskrob z niej dokładnie ziarenka i przełóż do jajek. Strączek z wanilii włóż go garnka z mlekiem, by oddał swój aromat podczas ogrzewania. Do miski z jajkami wsyp cukier, mąkę i skrobię, wymieszaj dobrze przy pomocy trzepaczki. Kiedy mleko zagotuje się, zacznij powoli wlewać je do kogla-mogla, stale mieszając. Gdy całe mleko połączy się z resztą składników, przelej całość ponownie do garnka. Podgrzewaj na średnim ogniu, cału czas mieszając (!) trzepaczką, aż masa zgęstnieje i pojawią się pierwsze pęcherzyki powietrza (innymi słowy- zacznie się gotować). Zdejmij garnek z ognia i nie przestając mieszać, dodaj od razu zimne masło. Połącz składniki i szybko przelej budyń na przygotowany placek. Przykryj drugim blatem, lekko dociśnij i zostaw do ostudzenia. Przykryj pokrywką lub folią spożywczą i wstaw do lodówki na noc- dzięki temu ciasto zmięknie i pozowoli się pokroić. Następnie (jeszcze w pojemniku) pokrój ciasto ostrym ząbkowanym nożem na porcje. Wyjmij z pojemniczka, posyp cukrem pudrem i zajadaj, pękając z dumy, że udało Ci się wykonać coś tak wspaniałego.

Enjoy!





środa, 24 lipca 2013

Tarta z owocami lata



Dziwne to jest, na prawdę bardzo dzwine, że w tym roku mam taką ochotę na owocowe desery. To nie w moim stylu, te wszystkie leciutkie, jak puszki ciasta z obłoczkiem bitej śmietany na wierzchu i udekorowane świeżymi owocami, żeby tą "ciężkość" (?) przełamać. Nieeee... ja kocham ciasta killery- zbite, wyraziste w smaku, najchętniej tłuste, nierzadko słodkie. A najlepiej, żeby były czekoladowe. Albo orzechowe. Ewnetualnie karmelowe. Całkowicie zabronione jest natomiast połączenie czekolady z owocami- toż to profanacja!

To nie jest tak, że trzeba mnie do owocowych słodyczy przymuszać. Wręcz przeciwnie- bardzo lubię skubnąć jakąś smakowitą tartę, szarlotkę czy drożdżowe z owocami. Po prostu nie jest to typ deseru, który pozostawi mnie z tym przyjemnym odczuciem zadowolenia i satysfakcji, kiedy wygarniam ostatnie okruszki z talerzyka. Może to dlatego, że owoce są dla mnie doskonałe same w sobie i uważam, że nie potrzebują żadnych dodatków (może poza szczyptą cynamonu czy wanilii) i ozdobników, by je zjeść ze smakiem. W tym roku jednak dokonuje się chyba mała rewolucja, bo mimo, że nie mamy przecież niemożliwych upałów, które wymuszają zjadanie posiłków lekkich, orzeźwiających, a najlepiej surowych, to właśnie owoce siedzą w mojej głowie cały czas. I to głównie, jako tona pomysłów na ciasta lub wielowarstwowe desery. Tak więc nie zapeszam i korzystam z tych chwil, gdy wystarczy mi upieczenie jednego ciasta w sobotni wieczór zamiast dwóch (jedno "dla mnie" i drugie "dla reszty").

Tym razem zapragnęłam czegoś, co pozwoli zaprezentować kilka rodzajów owoców- w końcu mamy ich teraz tyle, że aż trudno zdecydować się na jeden. Poratowałam się Anną Olson (a to nowość!) i przygotowałam Summer Fruit Flan. Gdyby obok przepisu nie było zdjęcia, to byłabym pewnie nieźle zdziwona tym, co mi z tego wyszło. Dla mnie flan to ten krem o hiszpańskim charakterze, który zazwyczaj ma apetyczną warstwę karmelu na wierzchu. A tymczasem okazuje się, że można w ten sam sposób nazwać to, co ja nazywam tartą :) Przepis jest nietrudny (mam wrażenie, że nadużywam tego określenia wobec większości deserów...) i całkiem smaczny. Spód najbardziej przypadł mi do gustu, bo smakuje jak dobre, kruche maślane ciasteczko. Trochę mniej spodobał mi się krem- był mało delikatny i miał dość dziwną konsystencję. Był gładki, nie zważył się- to na pewno- ale przez użycie całych jaj zamiast samych żółtek, nie był już tak aksamitny, nie rozpływał się w ustach. Następnym razem użyłabym w jego miejscu klasycznego kremu cukierniczego ;) Na wierzchu miały znaleźć się dowolne owoce o miękkim miąższu. Były więc moje ukochane borówki amerykańskie, nektarynki i czerwone porzeczki- ale u Was może pojawić się wszystko, co macie pod ręką. Jednak mimo, że tarta jest bardzo smaczna, ma jedną wadę- trzeba ją zjeść w ciągu doby od przygotowania. Niestety po jednym dniu ciasto troszkę rozmięka i jest tak kruche, że ciężko przetransportować je z foremki na talerzyk. No i świeże owoce, zwłaszcza te jagodowe, bardzo szybko się psują. Trzeba więc zaprosić wielu smakoszy albo przygotować swój żołądek na niemałą ucztę, żeby połowa ciasta nie wylądowała w koszu. Niemniej jednak- warto upiec ten flan, który nie jest flanem ;)



Tarta z owocami lata
przepis Anny Olson z książki "Back to baking", zmodyfikowany


ciasto:

  • 115g masła o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 2 żółtka,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) ekstraktu z wanilii (pominęłam),
  • 1 szklanka (250ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 60g białej czekolady.
Masło utrzyj z cukrem na jasny, puszysty krem. Dodaj żóltka i wanilię, dokładnie zmiksuj. Przesiej mąkę z solą i wymieszaj tylko do połącznia składników. Zawiń ciasto w folię spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny (możesz przygotować ciasto dzień wcześniej i zostawić w lodówce na noc, a upiec następnego dnia).

Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C. Przygotuj foremkę do tarty o średnicy ok. 23cm.

Wyjmij ciasto z lodówki i rozwałkuj na delikatnie posypanym mąką blacie na grubość ok. 6mm. Wyłóż nim brzeg i boki formy, odetnij nadmiar ciasta. Foremkę wstaw do lodówki na 20 minut lub do zamrażarki na 10 minut. Następnie nakłuj dno ciasta widelcem i wstaw do piekarnika na 16-20 minut, aż brzegi zarumienią się, a spód  będzie suchy i wypieczony. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie.

Białą czekoladę roztop w kąpieli wodnej (misce ustawionej nad garnkiem z niewielką ilością gotującej wody) lub w mikrofali. Pędzelkiem pokryj nią dno i boki upieczonego spodu, pamiętaj jednak, że ciasto jest bardzo kruche, więc rób to ostrożnie. Pozostaw czekoladę do zastygnięcia, zanim wylejesz na nią krem.

krem budyniowy:

  • 2 szklanki (500ml) mleka,
  • 4 jajka o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 5 łyżek (75ml) skrobi kukurydzianej,
  • 2 łyżki (30ml=ok. 30g) zimnego masła.
Mleko wlej do garnka o grubym dnie i podgrzej. W misce wymieszaj jajka z cukrem i skrobią. Kiedy mleko zawrze, zacznij stopniowo wlewać je do kogla-mogla, stale mieszając trzepaczką. Gdy całość dobrze się wymiesza, przelej miksturę ponownie do garnka i podgrzewaj na średnim ogniu, nie przestając mieszać. Kiedy krem zgęstnieje i zacznie delikatnie bulgotać, zdejmij garnek z ognia i natychmiast dodaj zimne masło (zatrzyma to proces gotowania, co zapobiegnie ścinaniu się jajek do konsystencji jajecznicy). Dobrze wymieszaj całość i przelej od razu do miseczki lub pojemniczka, przykryj folią spożywczą tak, by dotykała bezpośrednio powierzchni kremu i odstaw do całkowitego ostudzenia.

dodatkowo:
  • ok. 4 szklanek (ale kto by to liczył! :) ) świeżych, miękkich owoców takich, jak: maliny, truskawki, jagody, borówki, nektarynki, brzoskwinie, kiwi, mango, banan i co tylko wpadnie Ci do głowy (pamiętaj jednak, że niektóre owoce utleniają się po przekrojeniu, przez co ich powierzchnia ciemnieje. Aby temu zapobiec, należy posmarować je delikatnie sokiem z cytryny tuż po pokrojeniu),
  • dżem/galaretka jabłkowa lub morelowa (opcjonalnie*).
Na spód tarty wyłóż krem i rozsmaruj go równomiernie. Ułóż na nim wybrane przez Ciebie owoce, tworząc ładny wzór. Jeśli używasz, posmaruj wierzch tarty rozpuszczonym dżemem. I gotowe! 

Tartę przechowuj w lodówce, choć i tak nie wytrzyma w niej dłużej niż 1 dzień.

* Użycie galaretki lub dżemu owocowego nada Twojej tarcie bardziej profesjonalnego wyglądu (zupełnie, jak z cukierni). Dzięki niej owoce nie wysychają i ładnie się prezentują, a poza tym lepiej "trzymają się razem". Ja jednak nie miałam nic takiego pod ręką, a poza tym wiedziałam, że zjemy ciacho tego samego dnia, więc nie zaprzątałam sobie głowy takimi "upiększaczami". Wybór pozostawiam Tobie ;) 








 

wtorek, 28 maja 2013

Tartaletki pomarańczowe z borówkami


Zrobiło mi się szkoda tych wszystkich pomarańczy, które smutno leżały w kącie i czekały cierpliwie, aż je ktoś w końcu zje. Wszyscy zajadają się teraz truskaweczkami, a o cytrusach już mało kto marzy o tej porze roku. Przyznam, że mi też niekoniecznie chciało się bawić w to całe obieranie i kapanie soku po brodzie. Ale  skoro już były w domu, to trzeba było z nimi coś zrobić :)

Nie bardzo wiedziałam, co począć z tymi biednymi pomarańczkami. Jedyne, co przychodziło mi do głowy, to krem podobny do lemon curd albo piegus makowy. A największy problem polegał na tym, że ogarniał mnie niewyobrażalny lęk przed tym pierwszym. No cóż... nie mam najmilszych wspomnień związanych z tym cytrynowym "budyniem". Kilka lat temu, gdy dopiero uczyłam się piec, pod wspływem zafascynowania "Na słodko" Anny Olson, zdecydowałam się upiec tartę cyrtynową z bezą. Buła z masłem, co to dla mnie- pomyślałam. I się bardzo pomyliłam. Chyba wszystko, co tylko mogło, poszło źle. Spód był okropnie twardy i nie umiałam go nawet pokroić nożem bez zarysowania foremki. Krem był przeraźliwie słodki, z przebijającą się ponad wszystko skórką cyrtynową, której nie lubi chyba nikt w naszym domu. Konsystencja kremu- gęsta zupa. A beza mocno oklapła i zamiast puszystej pianki zostało z niej rzadkie nie-wiadomo-co. Dodam jeszcze, że każdy element przy krojeniu rozchodził się w inną stronę. Teraz już chyba rozumiecie mój lęk, prawda? Ale wiem dobrze, że w kuchni warto co jakiś czas mierzyć się ze swoimi słabościami, bo doświadczenie, jakiego nabieramy z biegiem czasu, pozwala skorygować dawne błędy.

Orange curd wyszedł, mimo moich obaw, po prostu wspaniały! Zakochałam się w tym kremie na zabój. Delikatnie pomarańczowy, bez posmaku skórki, z idealnym balansem słodkości do kwasu. Wpakowałam go do upieczonych kruchych spodów z ciasta, które wzbogaciłam tym razem o ziarenka maku. Dodałam je, by uzyskać efekt podobny do wspomnianego wcześniej piegusa, ale tak na prawdę niewiele wniosły do deseru, więc możnaby je spokojnie pominąć. Na wierzchu wylądowały moje najukochańsze owoce- borówki amerykańskie. Wiem, że to jeszcze nie pora na te maleństwa i sezon na nie dopiero nadejdzie, ale gdy zobaczyłam je w warzywniaku, nie mogłam się powstrzymać. Ładnie współgrały z kremem i przypomniały, że lato zbliża się wielkimi krokami :)


Tartaletki pomarańczowe z borówkami
przepis na 10 sztuk


ciasto:

  • 75g masła o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru pudru,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 2 łyżki (30ml) mleka o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) mąki tortowej,
  • szczypta soli,
  • 1 1/2 łyżki (22,5ml) ziarenek maku (opcjonalnie).


Masło utrzyj mikserem z cukrem pudrem na gładki krem. Dodaj jajko i mleko, wymieszaj. Wsyp mąkę, sól i mak, zmiksuj krótko- tylko do połączenia składników. Ciasto zawiń w folię i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny.



Ciasto wyjmij z lodówki i podziel na 10 równych części. Każdą z nich rozwałkuj na lekko oprószonym mąką (zwykłą, nie tortową) blacie na grubość ok. 0.5cm. Wyłóż ciastem foremki (ja użyłam foremek do muffinek), przytnij brzegi, a dno nakłuj widelcem. Wstaw foremki do zamrażarki na 10 minut.

Piekarnik rozgrzej do temp. 180 st.C. Spody piecz ok. 15-20 minut, aż będą rumiane, a dno każdego z nich upieczone. Wyjmij i ostudź kompletnie.


oragne curd:

  • 1/2 szklanki (125ml) soku z pomarańczy,
  • 2 łyżki (30ml) soku z cytryny,
  • 3 paseczki (wielkości biletu autobusowego) skórki obranej z pomarańczy, pozbawionej białej błonki,
  • 2 jajka,
  • 2 żółtka,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru,
  • 1 1/2 łyżki (22.5ml) skrobi kukurydzianej,
  • 1 łyżka (30ml=ok.30g) zimnego masła.
  • dodatkowo: świeże borówki amerykańskie do przybrania.
Wszystkie składniki oprócz masła umieść w garnku o grubym dnie, dokładnie wymieszaj trzepaczką i ustaw na kuchence. Podgrzewaj na małym ogniu, stale mieszając, aż masa zgęstnieje i pojawią się pierwsze bąbelki. Zdejmij garnek z ognia i od razu wmieszaj zimne masło. Kiedy tłuszcz dokładnie połączy się z resztą składników, przelej krem do miseczki, przykryj folią spożywczą tak, by bezpośrednio dotykała powierzchni masy i ostudź.

Po ostudzeniu kremu, usuń z niego skórkę i dokładnie wymieszaj. Jeśli uważasz, że masa jest zbyt gęsta, możesz wmieszać do niej odrobinę soku z pomarańczy. Napełnij kremem upieczone spody z kruchego ciasta i udekoruj owocami. 











czwartek, 9 maja 2013

Tarta budyniowa z brzoskwiniami



Dzieło przypadku, chociaż ja jestem zwolenniczką teorii, że jednak niezły wynik mojej inwencji twórczej ;)

Tak na prawdę nie miałam konkretnego planu, co upiec na niedzielę. Wiedziałam na pewno, że będziemy próbować urodzinowych babeczek , które zapowiadały się słodko, więc szukałam czegoś lżejszego. Myślałam o jakiejś szarlotce albo innym cieście z owocami, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. W południe Tata rzucił hasło "brzoskwinie", a wieczorem tarta chłodziła się już w lodówce. Następnego dnia zwieńczyłam dzieło bitą śmiatną i prażonymi płatkami migdałowymi. Bez szperania w książkach i internecie, poleciałam na żywioł i wyszło całkiem nieźle.

Tarta była bardzo lekka w smaku i dość wiosenna/letnia. Mało słodka, kremowa od budyniu, puszysta od śmietany, orzeźwiająca od owoców i delikatnie chrupiąca od migdałów. Ładnie się kroi (co też widać na zdjęciu), nie rozpada, nie kruszy i pozostaje w takiej właśnie formie nawet przez kilka dobrych godzin poza chłodem lodówki. Smakowała! :)


Tarta budyniowa z brzoskwiniami

ciasto:

  • 75g miękkiego masła,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru pudru,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 2 łyżki (30ml) mleka o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) mąki pszennej tortowej,
  • szczypta soli.
Masło utrzyj z cukrem pudrem na jasną i puszystą masę. Dodaj jajko i mleko, dokładnie zmiksuj. Wsyp mąkę z solą i zamieszaj krótko mikserem, by składniki połączyły się ze sobą. Ciasto zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny.

Przygotuj okrągłą formę do tarty o średnicy mniej więcej 23-24cm. Oprósz ją delikatnie mąką.

Wyjmij ciasto z lodówki i rozwałkuj na lekko posypanym mąką (nie tortową, może być zwykła typ 500 lub 550) blacie na grubość ok. 5mm. Ciasto przełóż do foremki, dociśnij do brzegów i dna, a nadmiar odetnij nożem. Spód ciasta nakłuj widelcem. Foremkę wstaw do lodówki na 20 minut. W tym czasie rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C.

Foremkę wyjmij z lodówki i włóż do piekarnika na ok. 20-25 minut, aż ciasto upiecze się i zarumieni. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie.

budyń:

  • 2 szklanki (500ml) mleka,
  • 3 żółtka o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki (60ml) skrobi kukurydzianej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1 łyżka (30ml) zimnego masła,
  • 3 średniej wielkości brzoskwinie z kompotu, pokrojone w kostkę.
Do garnka wlej mleko i zagotuj. W misce wymieszaj trzepaczką żółtka, skrobię i cukier. Kiedy mleko zawrze powoli i stopniowo zacznij je wlewać do kogla mogla, stale mieszając. Następnie przelej mieszaninę ponownie do garnka i gotuj na średnim ogniu, nie przerywając mieszania, aż zgęstniej i pojawią się pierwsze bąbelki. Zdejmij garnek z palnika i od razu dodaj zimne  masło, dobrze zamieszaj i przelej gorący budyń do miski lub pojemniczka. Przykryj folią spożywczą tak, by dotykała bezpośrednio powierzchni kremu. Ostudź kompletnie, a następnie wmieszaj pokrojone brzoskwinie. Budyń wyłóż na ostudzony spód z kruchego ciasta, przykryj i wstaw do lodówki (najlepiej jest zrobić to dzień wcześniej, aby ciasto nieco zmiękło od kremu, a smaki przeniknęły się).

na wierzch:

  • 1 szklanka (250ml) śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 2 łyżki (30ml) cukru pudru,
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki do kawy w proszku*,
  • uprażone na suchej patelni płatki migdałów.
Zimną śmietankę ubij z cukrem pudrem za pomocą miksera na "prawie sztywno" (czyli tak, jakby odrobinkę mniej niż Twoja idealnie ubita śmietana, którą masz ochotę wyjadać wprost z miski). Dodaj śmietankę w proszku i ubij na sztywno. Rozsmaruj śmietankę na budyniu, posyp płatkami migdałów i... podaj!


* Śmietanka w proszku lub drobno mielone mleko w proszku działa, jak dostępne w sklepach "fixy". Dzięki nim bita śmietana zachowuje swój kształt i nie podchodzi wodą zbyt szybko. Tak przygotowana śmietanka powinna zachować swoją formę przez co najmniej 24h, ale w praktyce często okazuje się, że dłużej. Ta akurat tarta stała na stole, w temperaturze pokojowej kilka godzin i mimo tego miała świetną konsystencję. Po włożeniu do lodówki, na drugi dzień wyglądała tak samo.






wtorek, 8 stycznia 2013

Tarta z karmelizowanymi jabłkami, budyniem i orzechową kruszonką

"Dawno, dawno temu... w pewnym zupełnie zwyczajnym domostwie... w całkowicie przeciętnej lodówce... końca swego żywota wyczekiwało pudełeczko niezwykle smacznego serka mascarpone. Zapewne długo by jeszcze wspomniany serek czekał na swoją kolej, gdyby nie nadgorliwość i ciekawość świata kulinarnego pewnej dziewczyny. Chcąc uchronić kremowy, tłuściutki "twarożek" o włoskich korzeniach przed szponami daty przydatności do spożycia, zdecydowała się upiec pierwszą w swoim niedługim życiu tartę z nim w roli głównej. Przeszukała niemalże cały internet, który w owych czasach nie był jeszcze tak rozległy, by znaleźć ten jeden jedyny przepis i zaryzykować. Nie miała bowiem pewności, że jej najbliżsi docenią ten trud i rozsmakują się w tym wyjątkowym wypieku. Ryzyko jednak opłaciło się, gdyż współbiesiadnicy nie ustawali w zachwytach nad rzeczoną tartą. Szczególnym uwielbieniem natomiast obdarzył ją gospodarz domu, który od tej pory domagał się serwowania tego wypieku przy każdej możliwej okazji."

...tak mogłabym opisać moją i mojej rodziny przygodę z tartami :) Zaczęło się od tej jednej niepozornej, która tak zasmakowała moim bliskim, że dość często się o nią dopominali. Jednak to właśnie mój Tata stał się koneserem tart. A nie jest łatwo sprostać Jego wymaganiom kulinarnym! Jak sam mówi- jest to wypiek, który ma w sobie wszystko, co lubi. Jest kruche ciasto (tak przy okazji- nie znam raczej osoby nieprzepadającej za kruchym ciastem), zazwyczaj są owoce dające orzeźwienie i przełamujące mdłość innych składników, znajdzie się też jakieś smaczne nadzienie- kremowe, delikatne, wilgotne, ale nie za tłuste. A gdy kucharz dorzuci kilka ekstra kąsków oraz wykaże się pomysłowością, można stworzyć na prawdę niezłe dzieło sztuki. Tarty nie są (a przynajmniej nigdy nie powinny takie być) suche, czego mój Tata w ciastach nienawidzi, a dzięki nienagannej prezencji i łatwej podzielności nadają się na deser "dla gości".

Najbardziej jednak śmieszy mnie dialog z Tatą, gdy pytam Go o to, co powinnam upiec. Odpowiedź jest przeważnie ta sama- tartę! A kiedy chcę uściślić Jego oczekiwania wobec deseru, pytam "No dobrze, ale jaką?". A Tata rzuca nieśmiertelne: "Dobrą!".

Tym razem stanęłam przed trochę trudniejszym zadaniem. Chciałam upiec dla Taty tartę urodzinową. Wolałam eksperymenty zostawić na inną okazję i przygotować coś, co już kiedyś gościło na naszym stole i smakowało przepysznie. I od razu pomyślałam o wspomnianej tarcie-prekursorce, był jednak jeden zasadniczy problem- nie miałam serka mascaropne. Tak, wiem... skoro urodziny, to powinnam kopnąć się w tyłek i ruszyć do sklepu... Ale jakoś ciężko było mi się zebrać, a już w szczególności z tą perfidną grypą, która nie dawała za wygraną. Zmodyfikowałam więc pierwotny przepis i dostosowałam go do tego, co akurat było w domu. Upiekłam kruchy spód, skarmelizowałam jabłka na odrobince cukru muscovado, ugotowałam delikatny krem cukierniczy, a całość zwieńczyłam kruszonką wzbogaconą posiekanymi orzechami włoskimi. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Może nie tyle w smaku, co w reakcji Taty i reszty rodziny. Tarta zniknęła w mgnieniu oka, a solenizant powiedział, że to jedna z lepszych, jakie stworzyłam. W sekundę urosłam chyba dwa metry :)

Więcej rekomendacji chyba nie potrzeba, prawda? ;)


Tarta z karmelizowanymi jabłkami, budyniem i orzechową kruszonką

ciasto:
  • 150g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki= 4 łyżki (60ml) mleka o temp. pokojowej,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli.
Masło utrzyj z cukrem pudrem na jasną i puszystą masę (możesz zrobić to ręcznie lub mikserem). Dodawaj po jednym jajku oraz wlej mleko, za każdym razem dobrze łącząc składniki ze sobą. Wsyp mąkę z solą, wymieszaj. Ciasto zawiń w folię spożywczą i przełóż do lodówki na 2 godziny lub do zamrażarki na co najmniej 30 minut (ciasto powinno stwardnieć, ale nie może być zmrożone na kamień).

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Foremkę do tarty posyp delikatnie mąką.

Na oprószonym mąką blacie rozwałkuj ciasto na grubość ok. 0,5-1cm. Przełóż do foremki, wylep ją ciastem, a nadmiar odetnij (resztki ciasta możesz zamrozić i wykorzystać przy innej okazji lub od razu pociąć je na ciasteczka, które oczywiście nie mają kalorii i cukiernik może je zjeść wszystkie bez wiedzy osób trzecich ;) ). Całe dno nakłuj widelcem, a formę wstaw do lodówki na ok. 20 minut lub do zamrażarki na 10 minut. Następnie wstaw do piekarnika na 20-25 minut, aż ciasto będzie delikatnie rumiane. Wyjmij i odstaw do ostudzenia, ale nie wyłączaj piekarnika- upieczesz w nim kruszonkę.

orzechowa kruszonka:
  • 40g masła (może być zimne, może być miękkie, rozpuszczone też pewnie dałoby ra- jak wolisz),
  • 6 łyżek (90ml) mąki pszennej,
  • 3/4 szklanki (180ml) posiekanych orzechów włoskich,
  • 2 łyżki (30ml) cukru trzcinowego muscovado, 
  • malutka szczypta soli.
 Wszystkie składniki umieść w misce i dokładnie wymieszaj, tworząc mniejsze i większe grudki.
Przełóż do formy (najlepiej płaskiej, by szybciej się upiekło) i piecz ok. 10-15 minut, aż kruszonka będzie rumiana i chrupka. Wyjmij i ostudź, starając się nie wyjeść wszystkiego za każdym razem, gdy wchodzisz do kuchni.     

karmelizowane jabłka:
  • 2 średniej wielkości jabłka (takie, które zachowują swój kształt po obróbce termicznej),
  • 1 łyżka cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 łyżka masła,
  • kilka kropel wody,
  • 1 łyżka soku z cytryny.
Jabłka obierz, wykrój gniazda nasienne i pokrój w kostkę o boku mniej więcej 1,5cm. 
Na patelnię wsyp cukier, pokrop odrobinką wody (tylko tyle, by cukier się zwilżył, co zapobiegnie przypaleniu) i podgrzej. Gdy całość rozpuści się, dodaj masło, a następnie wsyp jabłka. Stale podgrzewając, mieszaj owoce na patelni tak, by pokryły się syropem i pozwól mu odparować do postaci gęstej mazi. Kiedy jabłka zmiękną, a syrop odparuje, dodaj sok z cytryny, chwilkę potrzymaj na patelni, potem przełóż jabłka do miseczki i pozostaw do ostudzenia.

krem cukierniczy/budyń:
  • 2 szklanki (500ml) mleka,
  • 3 żółtka,
  • 3 łyżki (45ml) skrobi kukurydzianej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) zimnego masła.
Mleko przelej do garnka o grubym dnie i zagotuj. Żółtka utrzyj z cukrem i skrobią do momentu, aż cukier się rozpuści. Do kogla-mogla stopniowo i powolutku wlewaj gorące mleko, stale mieszając trzepaczką. Masę przelej z powrotem do garnka i cały czas mieszając, podgrzewaj na małym ogniu. Kiedy całość zgęstnieje i niemalże zacznie wrzeć, przelej natychmiast do miski, dodaj zimne (!) masło, dokładnie wymieszaj i odstaw do całkowitego ostudzenia. Aby zapobiec powstawaniu kożucha, przykryj budyń folią spożywczą w taki sposób, by bezpośrednio dotykał powierzchni kremu lub baaardzo często mieszaj.

Na ostudzonym kruchym spodzie rozłóż jabłka. Na nich rozsmaruj krem i posyp go kruszonką. 

Tarta smakuje dobrze prosto z lodówki, ale z temperaturze pokojowej chyba jeszcze lepiej.



 
               

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...