Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ciasteczka z kawałkami czekolady- Magnolia Bakery


Czasem jest tak, że kupuję jakąś książkę kulinarną, przeglądam ją z wypiekami na twarzy i mam ochotę spróbować dosłownie każdego przepisu, bo tak bardzo przypadają moim upodobaniom smakowym. I niestety nierzadko na takim przeglądaniu się kończy... Dlaczego? Nie umiem się zdecydować na żaden przepis, bo każdy następny podoba mi się tak samo. I trwają sobie te wspaniałości na papierze zamiast urzeczywistniać się w kuchni przez kilka tygodni lub nawet miesięcy, dopóki nie zlituję się nad nimi (i samą sobą), wybierając deser losowo. 

Tak było z tymi ciasteczkami. Mam swoją wypróbowaną recepturę, której trzymam się już dobre kilka lat i nie spieszno mi do eksperymentów. Jednak jakiś czas temu nabyłam książkę z przepisami osławionej nowojorskiej cukierni Magnolia, gdzie co rusz napotkać można klasyczne amerykańskie słodkości. Ślepy traf zaprowadził mnie do ciasteczek z kawałkami czekolady, bez wahania upiekłam je i... nie pożałowałam. Zupełnie różnią się od tych moich tradycyjnych, mają zupełnie inną strukturę, a nawet smak. Nie są zbyt słodkie, a ilość soli doskonale równoważy "ciężkość" czekolady. Są chrupiące i delikatnie... lepkie (chewy), jak cukierki. Świetnie smakowały mi, gdy były tylko odrobinkę zrumienione na brzegach, a w środku pozostały lekko niedopieczone. No cudo, po prostu! 

                                                                   ~

Zapraszam na przegląd wszystkich ciasteczek z kawałkami czekolady, jakie do tej pory upiekłam:



Ciasteczka z kawałkami czekolady 
~ Magnolia Bakery
przepis z książki "The Magnolia Bakery Cookbook" Jennifer Appel i Alissy Torey,
proporcje na ok. 15 sporych ciasteczek

  • 185g mąki pszennej,
  • 1 1/2 łyżeczki (7ml) sody,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) soli,
  • 150g masła o temp. pokojowej,
  • 100g cukru białego,
  • 115g cukru trzcinowego, najlepiej muscovado,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 1 łyżeczka (5ml) naturalnego ekstraktu z wanilii (opcjonalnie),
  • 85g mini drobinek/groszków czekoladowych*.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Blachę o niskich brzegach wyłóż papierem do pieczenia.

W miseczce wymieszaj mąkę, sodę i sól. W dużej misce utrzyj (ręcznie lub mikserem) masło z cukrem białym i brązowym. Dodaj jajko i ekstrakt z wanilii (jeśli używasz), dokładnie wymieszaj. Wsyp mąkę z sodą i solą, połącz składniki niezbyt dokładnie, a następnie dodaj czekoladę i rozmieszaj ją równomiernie w cieście. Na blasze układaj porcje ciasta (najlepiej zrobić to gałkownicą do lodów- wtedy ciasteczka są jednakowej wielkości i pieką się w tym samym czasie, a Tobie łatwiej nakłada się ciasto) pozostawiając między nimi 2-3cm odstępu i piecz ok. 10 minut, aż brzegi zarumienią się delikatnie. Wyjmij blachę z piekarnika i pozostaw na niej ciasteczka przez około 3 minuty. Nie próbuj zdejmować ich wcześniej, bo są zbyt miękkie. Ciasteczka wspaniale smakują niedługo po wyjęciu z pieca, gdy są jeszcze dość mięciutkie, aż rozpadają się. Ale jak ostygną, to też są cudowne :)

Enjoy!

* Piekłam te ciasteczka zarówno z drobinkami, jak i posiekaną czekoladą. Obie wersje wypadły bardzo dobrze, chociaż mi bardziej smakowały te z drobinkami. Jednak rzadko udaje mi się je zdobyć, więc opcja ze zwykłą czekoladą mnie też zadowala. Trzeba jednak pamiętać, żeby posiekać ją dość drobno (ja posiekałam każdą kostkę na 6 kawałków). I nie ulegaj pokusie zwiększenia jej ilości w przepisie! Ja raz tak zrobiłam i to była kompletna katastrofa...






poniedziałek, 9 grudnia 2013

Domowe pianki marshmallows


Czy może być coś bardziej amerykańskiego niż pianki marshmallows? Widok tych białych poduszeczek wbich na koniec kija i opalanaych nad ogniskiem prześladuje mnie od dzieciństwa. Chyba w każdym szanującym się amerykańskim filmie, gdzie są sceny kempingowo-ogniskowe taki obrazek musi się pojawić. Przez bardzo długi czas marzyłam o tym, by móc tak, jak te dzieciaki zatopić zęby w tym dziwnym przysmaku. Problem polegał na tym, że pianki u nas dostępne (Jojo?) smakowały ohydnie. Dziwiłam się więc, że innych może TO wręcz zachwycać.  A kiedy już dorosłam i nauczyłam się kilku rzeczy w kuchni, postanowiłam sama przygotować marshmallows, by udowodnić sobie, że takie słodycze mogą dobrze smakować.

Takie pianki można zrobić na kilka sposobów. Klasycznie- z białek jaj, cukru, syropu kukurydzianego i żelatyny, albo nieco bardziej współcześnie- z samego syropu, cukru i żelatyny. Kiedyś próbowałam przerobić przepisy tak, by od razu przygotować wersję wegańską, czyli bez jajek i na agarze. Ale nie bardzo wyszedł mi ten eksperyment, dlatego też na długo porzuciłam myśli o domowych piankach. Tym razem jednak dopadły mnie te wszystkie zagraniczne obrazki, gdzie marshmallows pływają sobie w gorącej czekoladzie i ponownie zamarzyły mi się te poduszeczki. Użyłam białek, cukru i agaru- bez żelatyny i okropnego syropu kukurydzianego, i... udało się! Pianki wyszły mięciutkie, puszyste, rozpływające się ustach. Tysiąc razy lepsze od tych sklepowych! Nie mają co prawda tej przewagi nad żelatynowymi odpowiednikami, które po podgrzaniu ciągną się guma, ale nadrabiają smakiem i charakterem ;) A jak nabije się je na patyczek i podpiecze nad palnikiem kuchenki (taki miejski odpowiednik ogniska), to można z wrażenia odlecieć. Tworzy się taka cudna chrupiąca skórka, jak przy creme brulee, a środek pozostaje wciąż miękki i puszysty. Mniam!


Domowe pianki marshmallows


  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 1/4 szklanki + 2 łyżki (90ml) wody,
  • 1 łyżeczka (5ml) agaru w proszku + 1.5-2 łyżki zimnej wody,
  • białko z 3 jaj o temperaturze pokojowej,
  • szczypta soli,
  • ok. 1 szklanki (250ml) cukru pudru.

Zacznij od przygotowania formy. Ja użyłam kwadratowej o boku ok. 20cm, ale ty możesz użyć dowolnej. Pamiętaj jedynie, że od jej wielkości i kształtu zależy to, jak wysokie i duże będą Twoje pianki. Foremkę wyłóż całkowicie papierem do pieczenia, a na jej dno przesiej 1-2 łyżki cukru pudru.
Z podanej ilości cukru odłóż do osobnej miseczki 2 łyżki. Resztę wsyp do garnka o grubym dnie i podgrzewaj na średnim ogniu. W czasie, gdy syrop podgrzewa się, wymieszaj agar z zimną wodą i odstaw na bok. Kiedy cukier w garnku osiągnie temperaturę ok. 95-100 st.C, dodaj namoczony agar, wymieszaj i podgrzewaj dalej. Następnie zacznij ubijać białka z solą. Gdy piana będzie coraz sztywniejsza, zacznij dodawać stopniowo odłożone wcześniej dwie łyżki cukru. Ubijaj mikserem, aż będą sztywne. Odstaw i sprawdź temperaturę cukru w garnku. Od czasu do czasu zamieszaj miksturę, bo agar lubi czasem przywierać do dna. Gdy syrop cukrowy osiągnie temperaturę 115 st.C, wyłącz palnik. Od razu zacznij ponownie ubijać białka, a syrop wlewaj cienkim strumieniem do piany, cały czas miksując. Kiedy wlejesz już całą zawartość garnka, miksuj jeszcze ok. 1-2 minut, a następnie przełóż masę do przygotowanej foremki (trzeba działać dosyć szybko, bo agar ścina się niemal od razu). Rozsmaruj masę dokładnie i wyrównaj wierzch, a następnie posyp go 1-2 łyżkami cukru pudru. Odstaw do całkowitego wystudzenia. 
Kiedy pianki ostygną kompletnie, możesz je delikatnie pokroić. Najlepiej robić to szerokim nożem "maczanym" w cukrze pudrze. Każdą piankę obtocz ze wszystkich stron w przesianym cukrze pudrze i odstaw na kratkę (jeśli nie masz specjalnej kratki użyj takiej, która zazwyczaj dołączona jest do piekarnika. A jeśli nie masz też takiej, możesz układać pianki na papierze do pieczenia, ale po ok. godzinie przewróć każdą z nich do góry dnem. Ścianki pianek muszą się delikatnie obsuszyć, by nie kleiły się do rąk.). Przechowuj w suchym i chłodnym miejscu. 
Zjadaj tak po prostu albo opalane, albo dodaj je do gorącej czekolady. Albo zrób z nich jakiś fany deser. Cokolwiek wymyślisz, na pewno będzie smaczne ;)

Enjoy!






środa, 4 grudnia 2013

Rolada dyniowa z bitą śmietaną



Dynia- moja wielka miłość, którą odnalazłam doipiero zeszłego roku. I muszę przyznać niestety, że tym razem zaniedbałam nasz związek, bo nie tak często ta pomarańczowa panna lądowała na moim talerzu. Ale w porę opamiętałam się i zamierzam nadrobić straty póki jeszcze można dostać różne jej odmiany. Zamierzam zrobić trochę puree z pieczonej dyni i (ku uciesze Mamy, zapewne) zamrozić w niewielkich porcjach. Tak, żeby można było w środku szalejącej zimy wyciągnąć pakuneczek, rozmrozić i wykorzystać jako bazę do zupy czy gulaszu. Ale przede wszystkim czaję się na te wszystkie desery, które są zazwyczaj nieziemsko smaczne. Chociaż za oceanem od kilku dni dynia jest już dawno passe (po Święcie Dziękczynienia można od razu przejść do Świąt Bożego Narodzenia, więc od teraz królują wyłącznie pierniki, eggnogi i kakao z piankami marshmallows), to u mnie dopiero kiełkują pomysły na jej wykorzystanie. Wciąż mam w pamięci przepyszną zeszłoroczną dyniową babkę drożdżową, więc tak łatwo nie odpuszczę.

Jako pierwsza na tapecie ląduje więc rolada z bitą śmietaną. Cudowna! Na prawdę. Wilgotna, aromatyczna, mięciutka i całkiem nietypowa w smaku. Mogę śmiało powiedzieć, że skardła nasze serca. Nadzienie to po prostu lekko posłodzona bita śmietana, ale oryginalnie powinien znajdować się w środku krem z twarożku. Dla tych, którzy wolą lżejsze desery można przygotować wersję z dobrym dżemem lub powidłami. Ja zaś mam ochotę na wypróbowanie niezawodnego połączenia dynia-czekolada, gdzie wypełnienie stanowiłby gęsty i ciężki ganache albo lekka jak puszek czekoladowa bita śmietana. Co wybierzecie- i tak będzie pysznie, zaufajcie mi ;) Moja nie wyszła tak idealnie okrąglutka i piękna, jak na oryginalnym zdjęciu do przepisu, ale następnym razem to naprawię. Teraz już wiem, że ciasto trzeba skrupulatnie rozsmarować na blasze...


Rolada dyniowa z bitą śmietaną
przepis na ciasto ze strony My Baking Addiction

ciasto:

  • 3/4 szklanki (180ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1/2 łyżeczki sody,
  • 1 łyżka przyprawy do pierników lub "ciasta dyniowego" (ja pominęłam i dodałam jedynie 1 łyżeczkę mielonego cynamonu),
  • szczypta soli,
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 łyżeczka naturalnego ekstarktu z wanilii,
  • 1 szklanka (250ml) cukru (ja dodałam nieco mniej, ok. 220ml)
  • 2/3 szklanki (160ml) puree z pieczonej dyni*,
  • ok. 1/4 szklanki (60ml) cukru pudru.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 190 st.C. Dużą blachę (najlepiej o wymiarach 25x40cm) wyłóż papierem do pieczenia, a ten posmaruj dodatkowo olejem.

Do miseczki przesiej mąkę z proszkiem, sodą, cynamonem i solą. W dużej misce zacznij ubijać mikserem jajka z wanilią i cukrem. Kiedy kogel-mogel będzie gęsty i puszysty, dodaj puree z dyni i krótko zmiksuj. Wsyp mąkę z przyprawami i wymieszaj tylko do połączenia składników (ja zrobiłam to mieszadłami od miksera, bez włączania go). Przelej masę do przygotowanej foremki i dokładnie, równo rozsmaruj ciasto. Wstaw do piekarnika na ok. 13-15minut. Ciasto będzie gotowe, kiedy wierzch stanie się lekko sprężysty przy dotyku. Możesz dodatkowo wbić w środek wykałaczkę- jeśli wyjdzie sucha, ciasto jest gotowe. W czasie kiedy ciasto spokojnie piecze się w piekarniku, Ty naszykuj czystą ściereczkę kuchenną. Ważne, żeby była większa od blachy, w której piecze się ciacho. Rozłóż ją na dużej desce do krojenia lub w innym miejscu tak, by cała była rozłożona. Posyp jej powierzchnię cukrem pudrem. Gdy wyjmiesz ciasto z piekarnika, odczekaj 1-2 minuty, a następnie przełóż (a właściwie- ostrożnie wywróć do góry nogami) na przygotowaną ściereczkę z cukrem pudrem. Zdejmij blachę, następnie papier do pieczenia. Od razu zacznij zwijać ciasto w roladę, zaczynając od węższego brzegu (ale tak na prawdę nie ma to znaczenia jaki bok wybierzesz). Zwijaj tak, by ściereczka weszła do środka rolady (jeśli masz za małą ścierkę lub boisz się, że ciasto poskleja się, przed całą procedurą zwijania przykryj powierzchnię ciasta dodatkową ścierką- wtedy na pewno pozostanie ona w środku). Taki zawijaniec pozostaw do całkowitego wystudzenia.

nadzienie:
  • 400ml śmietanki 36%, mocno schłodzonej,
  • 2 łyżki (30ml) cukru pudru,
  • 2 łyżki (30ml) śmietanki do kawy w proszku lub drobniutko mielonego mleka w proszku.
Śmietankę ubij z cukrem pudrem na prawie-sztywno. Dodaj mleko/śmietankę w proszku i zmiksuj, aż będzie sztywna. 

Ostudzoną roladę odwiń ze ściereczki. Rozsmaruj na powierzchni ciasta bitą śmietanę, pozostawiając ok. 0.5cm margines po bokach i przy końcu. Delikatnie zwiń ciasto. Przykryj folią lub zamknij w szczelnym pjemniku i odstaw do lodówki na co najmniej 1 godzinę . Odetnij "nieładne" końce, poczęstuj się nimi- to Twoja nagroda za ciężką pracę. Resztę rolady pokrój na plastry i posyp cukrem pudrem. Śmitanka powinna wytrzymać w takiej formie do 2 dni, a może i dłużej- ale nie było mi dane tego doświadczyć, bo zjedliśmy całe ciacho wcześnie :)

Enjoy!






wtorek, 1 października 2013

Blondies, czyli brownies z białą czekoladą


No i doczekałam się... Moje pierwsze w życiu blondies! Może to głupie i dziecinne, ale ja zawsze bardzo cieszę się, gdy próbuję nowych deserów :) A że przypadkiem w domu znalazło się troszkę białej czekolady (która gości u nas niezwykle rzadko), to nie mogłam powstrzymać się od przygotowania białej wersji brownies. Bo tak na prawdę tym właśnie blondies są- delikatnie gliniastymi w konsystencji i słodkimi w smaku odpowiednikami amerykańskiego murzynka, który zamiast ciemnej czekolady kryje w sobie białą. Natknęłam się też na informacje, że takie "blondynki" można upiec pomijając czekoladę kompletnie, byle by pozostał odpowiedni kształt i barwa batoników. Nigella pisała nawet, że nazwa to tylko podstęp, dzięki któremu dzieciaki z chęcią zjedzą taki deser, chociaż ma w sobie płatki owsiane czy inne niekoniecznie lubiane przez najmłodszych dobroci. Ja zdecydowałam się na opcję klasyczną i nie żałuję tej decyzji. Batoniki wyszły przepyszne! Jedyną wadą jest to, że są dość słodkie, więc nie da się zjeść ich zbyt dużo. W oryginalnym przepisie zaleca się dodatek połamanych cukierków krówek lub toffi, co już totalnie podwyższyłoby poziom cukru we krwi. Ja dodałam więc posiekaną czekoladę. A gdyby ktoś chciał przełamać jednak tą słodycz, to warto zamienić te dodatki na suszoną żurawinę czy inne kwaśne owoce.


 Blondies z białej czekolady
przepis Anny Olson, zmodyfikowany



  • 80g masła,
  • 180g białej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1/3 szklanki (80ml) cukru białego,
  • 1 szklanka + 1 łyżka (265ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) proszku do pieczenia,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) ulubionych dodatków, jak: pokruszone cukierki krówki, posiekana czekolada, suszone owoce, orzechy.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Kwadratową foremkę o boku 20cm wyłóż papierem do pieczenia tak, by wystawał nieco ponad jej brzegi.

W misce ustawionej na nad garnkiem z niewielką ilością gotującej się wody umieść masło. Kiedy roztopi się, dodaj białą czekoladę i mieszaj od czasu do czasu, aż się rozpuści (biała czekolada jest bardzo delikatna, łatwo przypala się i waży. Dlatego najlepiej jest rozpuścić najpierw masło, które ochroni czekoladę przed tymi wszystkimi katastrofami). Zdejmij miskę znad garnka i odstaw na chwilę, by czekolada z masłem trochę przestygły. W tym czasie ubij mikserem jajka z cukrami, aż staną się gęste i utworzy się puszysta piana. Dodaj czekoladę z masłem i wymieszaj łyżką lub szpatułką. Następnie wsyp  mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i solą, zamieszaj. Na koniec dorzuć do masy Twoje ulubione dodatki i połącz składniki. 

Ciasto przelej do foremki i piecz przez ok. 40 minut, aż wierzch zarumieni się solidnie. Ostudź i pokrój na kwadraciki. Możesz posypać je cukrem pudrem lub polać roztopioną czekoladą.

Enjoy!




czwartek, 19 września 2013

Brownies z masłem orzechowym i precelkami


Od pewnego czasu bardzo mocno promuje się czekoladę z różnymi "dziwnymi" dodatkami. Dość popularne stało się połączenie czekolady z papryczką chilli czy solą morską. Próbowałam też zestawu z lawendą, słyszałam o bekonie... I chociaż kakao z chilli odrzucają mnie na kilometr (drażni mnie ta ostra papryczka, bo zakłóca  naturalny aromat mojego przysmaku, zamiast go podkreślać), za bekon też serdecznie podziękuję, tak słodko-słone desery totalnie uderzają w moje kubki smakowe. Czekolada posypana płatkami soli, masło orzechowe w cieście czy ciasteczkach, no i najwspanialszy solony karmel.

Te brownies od dawna mnie kusiły, bo oprócz klasycznego i niezawodnego zestawu kakao + masło orzechowe kryły w sobie pecelki. Co prawda w oryginalnym przepisie występują słone paluszki, ale przecież to jedno i to samo, tylko kształt nieco inny. I jaki był efekt tej wybuchowej mieszanki? Wspaniały! Na spodzie intensywne w smaku brownie, później delikatnie słodkie masełko i na wierzachu niespodzianka w postaci kruchego precelka. Czy można chcieć czegoś więcej?



Brownies z masłem orzechowym i precelkami
przepis z bloga Joy the Baker, delikatnie zmodyfikowany


brownies:

  • 115g masła,
  • 170g gorzkiej czekolady,
  • 1 łyżeczka (5ml) kawy rozpuszczalnej w proszku,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru,
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 łyżeczka (5ml) naturalnego ekstarktu z wanilii,
  • 2/3 szklanki (80ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) proszku do pieczenia,
  • szczypta soli.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 160 st.C. Kwadratową foremkę o boku 20cm wyłóż papierem do pieczenia tak, by brzegi wystawały ponad krawędź blaszki (ułatwi to później wyciągnięcie ciasta z formy).

W misce umieszczonej na garnku z niewielką ilością gotującej się wody umieść masło, czekoladę i kawę. Podgrzewaj na niewielkim ogniu (tak, by woda jedynie mrugała, delikatnie gotowała się), od czasu do czasu mieszając, aż całość rozpuści się i połączy. Zdejmij miskę znad garka i odstaw na chwilkę, by czekolada nieco przestygła. Następnie wsyp cukier i dokładnie wymieszaj trzepaczką. Dodawaj po jednym jajku, za każdym razem dobrze mieszając. Do tej mieszanki wlej ekstrakt z wanilii, a potem wsyp mąkę wymieszaną z proszkiem i solą. Wymieszaj łyżką lub szpatułką, przełóż do przygotowanej foremki.

warstwa orzechowa:

  • 60g rozpuszczonego masła,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru,
  • 3/4 szklanki (180ml) gładkiego masła orzechowego,
  • garść precelków lub słonych paluszków.
Wszystkie składniki (oprócz precelków) wymieszaj dokładnie. Następnie nakładaj nadzienie na przygotowane ciasto brownie porcjami, a na koniec zrób nożem lub patyczkiem marmurkowy wzorek (nie, nie jest to konieczne :) ). Na wierzchu ułóż precelki lub słone paluszki.

Wstaw do piekarnika na ok. 35-40 minut. Pamiętaj, żeby nie piec brownies zbyt długo, bo będą suche! Lepiej pzostawić je niedopieczone.







 

wtorek, 17 września 2013

Czekoladowe whoopie pies z masłem orzechowym



O tym, że czekolada i masło orzechowe to starzy dobrzy kumple, wie chyba każdy, kto kiedykolwiek spróbował tego połączenia. Lekko słone masełko wspaniale dopełnia smak ziaren kakaowych. Najwspanialesze jednak jest to, że trzymając się tej konkretnej kombinacji można stworzyć niezliczoną ilość deserów. Tym razem padło na klasykę w amerykańskim wydaniu, czyli whoopie pies.

Te małe słodkie kanapeczki wyglądają jak markizy, stworzone z kruchych ciasteczek i nadzienia w środku. Ale to tylko pozory, bo tak na prawdę są to dwa blaty ciasta przełożone kremem- w wersji mini, oczywiście. Troszkę tak, jakby ktoś pomniejszył tort, by móc wygodnie zjeść go wtedy, gdy o talerzykach i sztuccach można jedynie pomarzyć. W Ameryce trwają spory co do tego, jak powstały te kanapeczki, bo w różnych stanach królują odmienne teorie na ten temat. Jedni uważają, że to dzieło przypadku (lub gospodarności)- ponoć pewnej pani w jednej piekarni zostało nieco surowego ciasta, z którego postanowiła upiec małe ciasteczka. A po wystygnięciu przełożyła je kremem, którego też nie było na tyle dużo, by użyc go do tortu. Inna wersja jest taka, że amiszowe panie domu piekły małe ciasta dla swoich pociech i mężów, by stanowiły część ich lunchboxów. Legenda głosi, że gdy dzieci/panowie otwierali pudełeczka i widzieli, jakie słodkie skarby się w nich kryją, na znak radości wołali: "whoopie!". Jest jeszcze wiele historii, które teoretycznie wskazują na to, jak whoopie pies powstały i pewnie nigdy nie dojdziemy prawdy. Faktem jest natomiast to, jakim uwielbieniem darzą te ciasteczka Amerykanie. Tworzą przeróżne kombinacje smakowe, przerabiają ulubione smaki tortów na ich miniaturki i zajadają się nimi na potęgę.

Sama długo zabierałam się za tworzenie whoopie pies, aż w końcu się doczekałam. Nie wiedziałam dokładnie, czego się spodziewać, bo przecież nigdy dotąd ich nie kosztowałam. I jakie są moje wrażenia? Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia... Z jednej strony trochę mnie zawiodły i nie zwaliły z nóg, jak przewidywałam. A z drugiej- są bardzo intrygujące i na prawdę dają spore pole do popisu. Ich główną zaletą jest chyba to, że łatwo je przetransportować albo zabrać ze sobą na przekąskę, jako alternatywę dla tradycyjnej drożdżówki czy ciasteczek. Te, które zrobiłam bardzo mi smakowały, choć było w nich za mało kremu. Przeważał jednak smak ciasta, a nie masełka orzechowego. Ale następnym razem będę wiedzieć, jak się z tymi kanapeczkami obchodzić ;)



Czekkoladowe whoopie pies z masłem orzechowym
przepis na ciasteczka (bez kremu) pochodzi z książki Joy Wilson "Joy the Baker Cookbook"


ciasteczka:

  • 2 szklanki (500ml) mąki,
  • 1/2 szklanki (125ml) gorzkiego kakao,
  • 1 1/4 łyzeczki (6ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka (5ml) rozpuszczalnej kawy w proszku,
  • 115g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru białego (u mnie domowy waniliowy),
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) maślanki.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Blachę (najlepiej z niskimi brzegami) wyłóż papierem do pieczenia.

Do miski przesiej mąkę, kakao, sodę, sól i kawę. W osobnej misce utrzyj masło z cukrami na jasną, puszystą masę. Dodoaj jajko i dokładnie zmiksuj. Dodaj połowę mieszanki z mąką i miksuj na wolnych obrotach. Wlej maślankę, a następnie wsyp resztę mąki i krótko zmiksuj. Łyżką lub szpatułką przemieszaj masę, by upiewnić się, że składniki dobrze się połączyły.

Nakładaj na blachę porcje ciasta wielkości łyżki, pozostawiając nieco miejsca między nimi (urosną delikatnie). Piecz przez ok. 12 minut. Bądź bardzo uważny, bo trzeba "wstrzelić się" w idealny moment, kiedy ciasteczka nie są już surowe, ale nie są jeszcze wysuszone. Trzeba tutaj działać podobnie, jak przy brownie, czyli nie przesuszyć. Pierwsza partia moich ciasteczek piekła się o 1-2 minuty za długo i niestety dało się to wyczuć, za to następna była już idealna. Wyjmij z pieca, po ok. 2-3 minutach zdejmij je z blachy, by przestygły.

krem*:
  • 1 szklanka (250ml) dowolnego masła orzechowego,
  • 60g masła o temperaturze pokojowej,
  • 1/2-1 szklanki (125ml-250ml) cukru pudru.
Masła utrzyj na gładką, puszystą masę. Dodaj cukier puder i zmiksuj ponownie, by dokładnie połączył się z resztą składników. Skosztuj kremu i jeśli to konieczne, dodaj więcej cukru (weź też pod uwagę to, jak slodkie są ciasteczka).

Ciasteczko posmaruj solidną porcją kremu i przykryj drugim ciasteczkiem.

Kanapeczki przechowuj w lodówce, najlepiej owinięte folią spożywczą.

* Ten krem przygotowałam w pośpiechu- to takie najprostsze nadzienie z masła orzechowego. Jeśli jednak masz nieco więcej czasu, to gorąco polecam przygotowanie mojego najlepszego na świecie kremu z masła orzechowego . Sprawdziłby się tutaj o niebo lepiej.







wtorek, 3 września 2013

Marzenie pożeracza masła orzechowego




Chyba nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że własne urodziny to jeden z najlepszych dni, jakie przypadają w ciągu roku. Nie tylko dostaje się wtedy masę miłych słów i uśmiechów, ale też coś, czego nie potrafię przecenić- możliwość stworzenia deseru tylko dla siebie. Chociaż mam to szczęście, że bliscy dają mi na prawdę dużą swobodę w wyborze słodkości, to i tak zawsze z tyłu głowy kołacze mi się pytanie "czy aby na pewno to zasmakuje wszystkim?". Nie każdy lubi to samo, niektórzy wolą desery lżejsze, inni przeciwnie, ktoś tam wogóle nie przepada za słodyczami i przez to ciężko jest jednym ciastem uszczęśliwić wszystkich. Ale kiedy na horyzoncie pojawiają się urodziny- nie ma zmiłuj. Można wybrać dokłądnie to, na co ma się akurat ochotę, a inni powinni to uszanować. Tak przynajmniej jest w naszym domu. Dlatego też nikogo nie dziwi, że dla siebie przeważnie wybieram coś konkretnego, kremowego i tłustego, a i ja nie obrażam się, gdy większość ciasta zjadam sama.

Jednak najdziwniejsze jest to, że tego roku na moich urodzinach zabrakło tortu. Uwielbiam rozmaite przekładańce. Tworzenie ich to przyjemność, która narasta podczas ich konsumpcji. Ale tym razem wogóle nie miałam ochoty na tort, za to masło orzechowe chodziło za mną od dawna. I bardzo szybko zdecydowałam się na deser, który wydaje się być dość popularny za oceanem- Peanut Butter Pie. I na prawdę nie dziwię się, że cieszy się dobrą sławą. Dla mnie to był strzał w dziesiątkę i nie żałuję, że zastąpił mi w tym roku tradycyjny tort. Pomyślcie sami, czy może być coś wspanialszego? Spód z pokruszonych ciasteczek Oreo, cienka warstwa kajmaku okraszonego solonymi fistaszkami, pokrytymi grubą warstwą delikatnego musu z masła orzechowego, a wszystko to zwieńczone rozpływającym się w ustach czekoladowym ganache. Ach, cudo! Najlepsze w tym paju jest to, że dominuje w nim aromat masełka fistaszkowego. I jest go na prawdę sporo! Jak wszystkie moje ulubione desery, jest bardzo intensywny w smaku i obfituje w kalorie :) Ale nie potrzeba dużego kawałka, wytraczy cienki plasterek, by pojawił się uśmiech na twarzy. A jeśli to Was jeszcze nie przekonało, to dodam tylko, że nie potrzebujecie piekarnika, by stworzyć to arcydzieło. Wystarczy tortownica, kilka półproduktów i dobre chęci, a efekt na prawdę niesamowity ;)



Paj z masłem orzechowym
(Peanut Butter Pie)

spód:
  • 35 ciasteczek Oreo,
  • 7 łyżek (105ml) roztopionego masła,
  • 3/4 szklanki (180ml) kajmaku*,
  • 1/2 szklanki (125ml) solonych orzeszków ziemnych.
Ciasteczka przełóż do robota kuchenngo i rozkrusz na najdrobniejsze okruszki (jeśli nie masz robota, możesz zrobić to ręcznie, np. wałkiem do ciasta, jednak zajmie to nieco więcej czasu). Dodaj masło i zmiksuj wszystko dokładnie, by składniki dobrze się połączyły. Przełóż masę do tortownicy o średnicy ok. 24cm i palcami ugnieć z niej spód i brzeg deseru. Wstaw do lodówki na 15-20 minut, aż masło stężeje.
Następnie wyjmij z lodówki i na dnie rozsmaruj masę kajmakową, by później rozłożyć na niej orzeszki. Wstaw do lodówki na czas, kiedy będziesz przygotowywać mus.

mus orzechowy:
  • 250g (1 małe opakowanie) serka mascarpone,
  • 1 szklanka (250ml) kremowego masła orzechowego,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru,
  • 1 szklanka (250ml) śmietanki 30%, schłodzonej.
Serek zmiksuj z masłem orzechowym i cukrem pudrem tylko do połączenia się składników na jednolitą masę. W osobnej misce ubij śmietankę na sztywno. 1/3 bitej śmietany przełóż do masy orzechowej i wymieszaj (nie musisz być specjalnie ostrożna/y, bo na razie potrzebne jest delikatne rozluźnienie masy, a dopiero później ważne jest zachowanie bąbelków powietrza). Potem dodaj resztę śmietanki i teraz zdecydowanymi, ale delikatnymi ruchami zmieszaj obie masy, by zachować jak najwięcej puszystości. Przełóż mus do tortownicy i dokładnie rozsmaruj. Wstaw do lodówki.

ganache:
  • 100g czekolady deserowej,
  • 100g czekolady mlecznej,
  • 100ml śmietanki 30%.
Czekolady połam na kawałki i umieść w miseczce. Śmietankę zagotuj, a następnie wlej ją do miseczki z czekoladą. Odstaw na 1-2 minuty, potem dokładnie wymieszaj, aż masa będzie jednolita i gładka. Odstaw do ostudzenie, a potem wyłóż na mus orzechowy i rozsmaruj. Pozostaw do zastygnięcia w lodówce.

Paj możesz udekorować siekanymi orzeszkami ziemnymi, kleksem bitej śmietany lub czymkolwiek, co tylko przyjdzie Ci do głowy. Deser najlepiej kroi się i smakuje schłodzony. Ze względu na mascarpone i bitą śmietanę należy go przechowywać w lodówce. gdy dłużej postoi w temperaturze pokojowej zaczyna nieco rozpływać się, ale nie traci na puszystości, ani tym bardziej na smaku :) Ach, no i dodam jeszcze, że naj-naj-najlepiej ten paj smakuje, gdy się go lekko zmrozi- smakuje wtedy jak najcudowniejszy tort lodowy.


* Kajmak to karmelowa masa z mleka skondensowanego. Możesz kupić gotową masę kajmakową w puszce lub przygotować ją samodzielnie. Należy puszkę słodzonego mleka skondensowanego (całą, zamkniętą) gotować w wodzie przez ok. 2-3 godziny (im dłuższy czas gotowania, tym gęstsza i bardziej karmelowa jest masa), następnie wyjąć z wody i ostudzić kompletnie przed otworzeniem (to bardzo ważne! Taka gorąca puszka przy otwieraniu najprawdopodobniej wybuchnie, co oprócz spektakularnego zabrudzenia kuchni może spowodować niemały uszczerbek na Twoim zdrowiu).











A tak cieszyłam się na swój pierwszy urodzinowy torcik (do dziś co roku reaguję tak samo!):




piątek, 19 lipca 2013

Ciasteczka z kawałkami czekolady na brązowym maśle


Eksperymenty z brązowym masłem już dawno mnie do siebie przywoływały. Nie umiałam wyobrazić sobie ich smaku, ale domyślałam się, że muszą być dobre, skoro obecnie panuje prawdziwy szał na to cudo. I okazało się, że to na prawdę pyszna sprawa!

Wbrew pozorom, żeby zdobyć brązowe masełko nie trzeba wcale wydać fortuny albo wybierać się od razu na wycieczkę po najbardziej snobistycznych delikatesach w kraju. Wystarczy wyskoczyć do najbliższego spożywczaka, kupić kostkę prawdziwego masła, stopić je w garnuszku lub na patelni i na chwilę o nim zapomnieć. Dzięki temu, że w maśle oprócz tłuszczu znajdują się drobiny mleka, kiedy podgrzejemy je przez dłuższy czas, zaczną przypiekać się i smażyć, dając bardzo głęboki i specyficzny, niemal orzechowy posmak. Mówiąc szczerze, nie wyglądają one zbyt apetycznie i można odnieśc wrażenie, że coś poszło nie tak i masło po prostu spaliło się. Ale zapach szybko odwiedzie Was od tych negatywnych myśli. Jest wspaniały i bardzo uzależniający!

Ciasteczka przygotowałam tego samego dnia, co te kokosowe. I albo to ja miałam bardzo dobrą passę albo moi testerzy byli na prawdę spragnieni słodkośći tego dnia, bo każdy je chwalił. Zniknęły równie szybko, co te drugie, a ja nie mogłam wyjść z szoku :-) Ale trzeba przyznać, że wyszły na prawdę bardzo smaczne. Nie za słodkie, kruche, z odpowiednią ilością czekolady i nutką czegoś niezwykłego. To coś to oczywiście brązowe masłeko, które po upieczeniu smakowało i pachniało zupełnie inaczej niż to, które rumieniło się na patelni. Dzięki niemu ciasteczka miały nieco głębszy aromat i nie smakowały jak "zwykłe" chocolate chip cookies. No, co ja będę owijać- trzeba ich spróbować i już! ;-)



Ciasteczka z kawałkami czekolady na brązowym maśle
przepis Joy Wilson z "Joy the Baker Cookbook", zmodyfikowany
wychodzi z niego duuużo, ok 30 ciastek



  • 250g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 łyżeczka (5ml) melasy z trzciny cukrowej,
  • 1 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 1 żółtko o temp.pokojowej,
  • 2 1/4 szklanki (560ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • 1 do 1 1/2 szklanki ulubionej czekolady, posiekanej lub "groszków" czekoladowych.

130g masła umieść w garnku o grubym i jasnym dnie. Wiem, że to głupie wymagać naczynia o jasnym dnie, ale Joy w swojej książce pisze, że to pomaga zobaczyć, kiedy masełko jest już brązowe, a nie przypalone- i to jest dla mnie logiczne wytłumaczenie ;-) Tak więc, jak już umieścisz masło w jasnym garnku, podgrzewaj je na średnim ogniu, aż się roztopi. Następnie tłuszcz zacznie pienić się, a potem bulgotać. Może nawet zacząć strzelać, ale to normalne- woda wyparowuje. Od czasu do czasu przemieszaj masło drewnianą łyżką albo po prostu zakołysz lekko garnuszkiem. Kiedy tłuszcz przestanie strzelać, zacznij mu się uważnie przyglądać- od teraz sarwy potoczą się już w miarę szybko. Dalej podgrzewaj garnek z masłem, a kiedy zauważysz, że tłuszcz staje się kasztanowo-brązowy i zaczyna pięknie pachnieć, natychmiast przełóż zawartość naczynia do osobnej miseczki, żeby zatrzymać proces smażenia. Upewnij się, że wyksrobałaś/eś wszystkie (nawet najdrobniejsze) kawałeczki i resztki masła z garnka, bo to one są takie pyszne. Odstaw masło na bok, żeby nieco przestygło.

Pozostałe 120g masła utrzyj mikserem z cukrem na jasną i puszystą masę. Dodaj melasę i wanilię, wymieszaj. Następnie wlej przestudzone brązowe masełko i  dokładnie zmiksuj przez ok. 2 minuty. Dodaj jajko i żółtko, i ponownie zmiksuj. W osobnej misce przesiej mąkę z solą i sodą. Dodaj całą tą mieszankę do miski z masłem i cukrem oraz jajkami, zamieszaj na wolnych obrotach miksera (lub ręcznie) tylko do wymieszania składników. Następnie wrzuć czekoladę i ręcznie wymieszaj całość. Miskę z ciastem przykryj dokładnie plastikową folią i wstaw do lodówki na ok. 30 minut.

Piekarnik rozgrzej do temp. 185-190 st.C. Płaskie blachy do ciasteczek wyłóż papierem do pieczenia. 
Nakładaj na nie porcje ciasta wielkości nieobranego orzecha włoskiego, pozostawiając ok. 4cm odstępy między nimi (ciasto nieco spłaszczy się i rozpłynie podczas pieczenia). Ciasteczka piecz ok. 12 minut, aż będą rumiane i przypieczone na brzegach, a w środku nadal pozostaną nieco miękkie. Wyjmij z piekarnika i odczekaj 2-3 minuty zanim zdejmiesz je z blaszki, by ostygły (najlepiej na kratce).

Ciasteczka wytrzymają kilka dni (wg książki 5, ale u nas po 3 dniach nie został nawet okruszek) w szczelnie zamkniętym pojemniczku, w temperaturze pokojowej.




wtorek, 4 czerwca 2013

Cookie Dough Nutella Bars




O tym, że kreatywność kulinarna Amerykańców nie zna granic przyzwoitości, wie chyba każdy z nas. Kanapki wielkości twarzy, ociekające tłuszczem i tak napakowane dodatkami, że połowa z nich ląduje na ubraniu albo ciasto pokryte grubą warstwą kremu maślanego zmieszanego z przeróżnymi batonikami, cukierkami i innymi słodkościami- nie robią już na mnie wrażenia. Prawdę mówiąc, właśnie to mnie w naszych przyjaciołach zza oceanu najbardziej ujmuje i wywołuje u mnie natychmiastowy uśmiech na twarzy. Uwielbiam wszystkie te dziwaczne desery, które może nie grzeszą elegancją i wyrafinowanym smakiem, ale są po prostu dobre. I w dodatku nierzadko są ucieleśnieniem wszelkich marzeń o tym, jak znakomicie musiałaby smakować babeczka, która zawiera wszystkie ulubione słodycze, a już na pewno nie kojarzy się ze zdrowym odżywianiem. Ale jedna rzecz niekonieniecznie budziła mój zachwyt, gdy tak beztrosko przeglądałam zagraniczne blogi i strony kulinarne. Cookie dough, czyli surowe ciasto, z którego przygotowuje się ciasteczka. Nie tylko bałam się rozstroju żołądka, ale też zastanawiałam czy TO COŚ może dobrze smakować w ilości większej niż pół łyżeczki (którą większość z nas skubnie podczas ciasteczkowego pieczenia). Na szczęście przepisy z wykorzystaniem cookie dough nie zawierają jaj (w ich miejscu zazwyczaj pojawia się mleko), więc problem salmonelli i innych okrepieństw mamy z głowy. Pozostaje jednak kwestia surowej mąki, która skutecznie odciągała mnie od tego wynalazku przez bardzo długi czas.

Ostatnio jednak przyszła do mnie wena i ochota na jakiś wypaśny "amerykański" deser, a masa ciasteczkowa jako pierwsza zakołatała się w głowie. You only live once, pomyślałam... :) I w ten sposób stworzyłam sobie sama takie oto batoniki, które łączą jedne z najbardziej lubianych przeze mnie smaków. Jest spód z pokruszonych herbatników zbożowych, zmieszanych z roztopionym masłem, na którym rozsmarowałam nieco mojej ukochanej Nutelli. Na niej spoczęła gwiazda deseru- cookie dough, który to przykryłam rozpuszczoną czekoladą. Całość odłożyłam do lodówki na noc, by wszystkie aromaty dobrze się połączyły, a masa zgrabnie kroiła. A kiedy skosztowałam moich batoników... zamarłam z wrażenia. Pyszotka! Wyszła mi niezła gratka dla wszystkich miłośników czekolady i ciasteczek- słodka, intensywna w smaku, po prostu idealna. Gdybym nie była twórczynią tego cuda, na pewno nie zorientowałabym się, że jest w nim surowa mąka. Od dziś Cookie Dough Nutella Bars znajduje się u mnie na drugim miejscu na liście uwielbianych słodyczy, zaraz za Nanaimo Bars . A w planach mam wykorzystanie masy ciasteczkowej w innych deserach. Już nie mogę się doczekać!



Cookie Dough Nutella Bars
przepis na cookie dough zaczerpnięty z bloga Cukrowa Wróżka, reszta pomysłu własnego

spód:

  • 1 1/2 szklanki (375ml) drobniutko pokruszonych ciasteczek zbożowych (np. owsianych albo pszennych razowych),
  • 45g masła, roztopionego,
  • 1/2 szklanki (125ml) Nutelli.
Ciasteczka wymieszaj dokładnie z masłem i rozłóż na spodzie kwadratowej foremki o boku 20cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Przyklep dłońmi, by utworzyć równą powierzchnię i wstaw na chwilkę do lodówki, by masło nieco stężało. Następnie rozsmaruj na utworzonym spodzie Nutellę i ponownie włóż foremkę do lodówki. W czasie, gdy całość chłodzi się i twradnieje, Ty przygotuj masę ciasteczkową.

cookie dough:

  • 110g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1/4 szklanki (60ml) białego cukru (ja użyłam domowego waniliowego),
  • 2 łyżki (30ml) mleka o temp. pokojowej,
  • 3/4 szklanki (180ml) mąki pszennej,
  • 1/2 szklanki (125ml) czekolady deserowej, drobno posiekanej (ja każdą kostkę przekroiłam na 6 części).
Masło utrzyj mikserem z cukrami na jasną puszystą masę. Dodaj mleko, dokładnie zamieszaj. Wsyp mąkę i posiekaną czekoladę, a następnie wymieszaj krótko mikserem. Tak przygotowaną masę ciasteczkową rozsmaruj na spodzie z Nutellą i wstaw do lodówki albo zamrażarki, aż całość nieco stężeje. W tym czasie przygotuj polewę czekoladową.

polewa czekoladowa:

  • 150g deserowej czekolady,
  • 50g masła,
  • 1 łyżeczka (5ml) mleka.
Wszystkie składniki umieść w misce ustawionej na garnku z niewielką ilością gotującej się wody (w kąpieli wodnej). Podgrzewaj, mieszając od czasu czasu, aż całość rozpuści się i dobrze połączy. Tak przygotowaną polewę rozsmaruj na wierzchu cookie dough i odstaw do zastygnięcia, a następnie przełóż do lodówki na kilka godzin (ułatwi to krojenie).

Batoniki podziel na kawałeczki (mi wyszło 20 sztuk) przy pomocy ostrego, dużego noża, ogrzanego z gorącej wodzie i otartego do sucha. 






niedziela, 5 maja 2013

Pierwsze urodziny Maple Pie!



Jak ten czas szybko leci! Moje dzieciątko, mój skarb o nazwie Maple Pie obchodzi dzisiaj swoje pierwsze urodziny :) To na prawdę niewiarygodne, że taki oto blog może przynosić tyle satysfakcji. Nigdy nie sądziłam, że dzielenie się słodyczami własnej roboty z wirtualnym światem może być tak fajnym zajęciem. W ciągu tego roku udało mi się opublikować 112 postów, z czego większość to przepisy. Nieźle, co nie? A jak pomyślę, ile deserów nie doczekało się swoich pięciu minut na blogu, to z jednej strony wychodzę na wielkiego łasucha, ale z drugiej widzę, że te godziny spędzone w kuchni nie poszły na marne i wiele mnie nauczyły. Może to źle zabrzmi, ale mam poczucie, że sporo się w tym czasie rozwinęlam kulinarnie. Za każdym razem staram się stawiać sobie poprzeczkę nieco wyżej, próbuję nowych technik, nieznanych mi smakołyków, a jednocześnie czerpię naukę z błędów popełnionych w przeszłości, co za każdym razem maksymalizuje moje szanse na sukces. Ciekawe jest to, że prowadzenie bloga zmotywowało mnie do większej staranności i dokładności, dbałości o każdy szczegół przy wykonaniu deseru. Są też takie dziedziny, gdzie nadal nie daję rady albo coś mi wycieknie czy smakuje jak gniot. Ale bez takich momentów nie byłabym w stanie docenić wypieków, które się udały. Fajnie jest też podzielić się z Kimś swoją wiedzą, a co ważniejsze pasją. Wielu ludzi nie rozumie mnie, gdy zamartwiam się konsystencją kremu do tortu albo ekscytuję nową foremką do pieczenia, a tutaj- to chyba zrozumiałe, że na blogu o pieczeniu takie "ochy" i "achy" są na porządku dziennym, więc czuję się bardzo swojsko. No, co tu dużo mówić... dobrze mi tu i tyle :)

A skoro są urodziny, to musi być jakiś pyszny deser! Dla mnie to oczywiste... Zamiast tortu postanowiłam pobawić się w amrykańsko-kanadyjskim stylu i nawiązać do nazwy bloga. Tak więc początkowo miał być paj klonowy. Ale troszkę wystraszyłam się, że samo kruche ciasto z nadzieniem z syropu klonowego i jaj/skrobi będzie zbyt intesywne dla naszych kubków smakowych. Poszłam więc o krok dalej i zdecydowałam się upiec paj klonowo-pekanowy- kwintesencję amerykańskiego Dnia Dziękczynienia i tamtejszej kuchni wogóle. Szarpnęłam się na pekany, a co! Pyszne, kruchutkie, słodkie i pozbawione charakterystycznej goryczki odpowiedniki orzechów włoskich. Zatopiłam je w zalewie klonowej umoszczonej na niesamowicie kruchym niesłodkim cieście. Istne cudo! Na prawdę, bardzo mocno przypadły mi do gustu. Każdy smak idealnie się przenika i dopełnia, tworząc unikatową mieszankę takich aromatów, jakie moje podniebienie lubi najbardziej. Owszem, są słodkie, ale nie jest to przeraźliwie gryząca w język słodycz, którą zazwyczaj niesie biały cukier. Poza tym, składniki są tak intensywne, że nie potrzeba zjeść wiele, by zaspokoić swój apetyt na słodycze. Swoje mini paje (zrobiłam małe tartaletki wielkości muffinek z czystej oszczędności- gdybym miała kupić 2 szklanki pekanów na jeden duży placek, to chyba bym zbankrutowała) podałam z leciuteńko posłodzoną bitą śmietanką, świetnie łagodzącą tą słodycz. Chętnie wypróbuję wkrótce wersję z orzechami włoskimi albo nerkowcami, by nieco zmniejszyć koszty. Ale powtórki będą na pewno, bo ciacho jest cudowne!



Paj klonowo-pekanowy (maple pecan pie)
przepis Melissy Clark z książki "Cook This Now"


ciasto:

  • 1 1/4 szklanki (310ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli, 
  • 150g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałeczki,
  • 2-5 łyżek lodowato zimnej wody.
Do miski przesiej mąkę z solą. Dodaj masło i opuszkami palców delikatnie, ale szybko wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy mieszanina zacznie przypominać bardzo grudkowatą owsiankę, zacznij rozcierać (spłaszczać) te kawałki masła między dłońmi- dzięki temu uzyskasz idelanie kruche ciasto z widocznymi płatkami/listkami. Dodawaj stopniowo wodę, aż ciasto się połączy. Zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na 1 godzinę. 

Ciasto rozwałkuj na grubość ok. 0.5-0.7cm  i wyłóż nim foremkę o średnicy 23cm (ja wyłożyłam nim foremki do muffinek, wyszło mi 8 sztuk + skrawki, z których upiekłam niesamowicie kruche ciasteczka). Dno nakłój widelcem i wstaw do zamrażarki na 15 minut. 

Rozgrzej piekarnik do temperatury 200 st.C. Ciasto przykryj folią aluminiową lub papierem do pieczenia, a na to wysyp suchą fasolę, groch, soczewicę lub ryż (warto trzymać gdzieś w słoiczku taką mieszankę do "suchego pieczenia", można jej używać miliony razy- bo do gotowania i zjedzenia już się nadają). Wstaw do piekarnika na 20 minut (małe foremki 10-12). Następnie zdejmij folię z obciążeniem i dopiecz przez następne 5 minut, aż ciasto będzie leciutko rumiane. Wyjmij i ostudź całkowicie.


nadzienie klonowo-pekanowe:

  • 1 szklanka (250ml) syropu klonowego,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado*,
  • 2 szklanki (500ml) orzechów pekan (ja użyłam nieco więcej jak 3/4 szklanki),
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 60g masła, rozpuszczonego.
W garnku doprowadź do wrzenia syrop klonowy zmieszany z cukrem. Gotuj całość na małym ogniu przez ok. 15-20 minut, aż mieszanka osiągnie pojemność 1 szklanki (250ml). Zdejmij z ognia i przestudź. W tym czasie podpraż orzechy na suchej patelni. 

Piekarnik rozgrzej do 170 st.C. Pekany rozłóż na podpieczonym cieście. Lekko ciepły syrop klonowo-cukrowy wymieszaj z masłem i jajkami na gładką masę. Mieszanką zalej orzechy w cieście tak, by nie wypływała poza ścianki z kruchego ciasta (masa jest lepka, więc to, co się wyleje może się przylepić do foremki, co utrudni późniejsze wyjmowanie) i piecz ok. 35-40 minut (moje małe paje piekły się ok 25 minut). Masa będzie jędrna i bardziej stała, ale przy poruszaniu lekko dygocze. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie. 

Podawaj z niesłodzoną lub mało słodzoną bitą śmietaną.


* Myślę, żę cukier muscovado można pominąć- otrzymasz wówczas świetny deser bez cukru. Ja dodałam go do masy, bo robiłam to ciasto po raz pierwszy i nie wiedziałam, czy jego brak nie wpłynie znacząco na konsystencję deseru (pojawiał się we wszystkich przepisach na maple pecan pie). Myślę, że następnym razem go pominę i zrezygnuję z gotowania masy przed dodaniem jaj i masła.





poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Paj kokosowo-bananowy z bitą śmietaną


Dziwna sprawa z tymi pajami. Nie wiem za bardzo, czy mi się takie spolszczenie podoba. Trochę podejrzanie brzmi. Ale prawda jest taka, że nie umiałam znaleźć innej nazwy oddającej charakter tego deseru. Przecież nie powiem, że to po prostu ciasto, bo kiedy słyszę to słowo, w głowie pojawia się jednoznaczne skojarzenie- coś raczej puchatego, może nawet miękkiego, o porowatej strukturze. "Tarta" też nie pasuje, bo one są przecież rakie wyrafinowane z natury- cienka wartswa kruchego ciasta, nieco więcej nadzienia, które też jest raczej delikatne i nienachalne w smaku. Takie zgrabniutkie i nieprzesłodzone. A paj? Paj to przecież kwintesencja amerykańskiej kuchni! Czy to taki owocowy, z kratką kruchego ciasta na wierzchu, który doskonale pamiętam z bajek. Albo też klasyka- paj dyniowy z kleksem bitej śmietany na wierzchu. No i różne wariacje: orzechowe, czekoladowe, karmelowe, klonowe... Paj musi być przaśny i wypaśny- czegoś zawsze musi być duuuużo. Jak szarlotka, to trzeba władować ze 2kg jabłek na małą foremkę ciasta. A jak nie owoce, to trzeba chociaż tonę cukru wrzucić. A żeby było jeszcze lepiej- jeśli tylko się uda, najlepiej wmieszać wszystkie nasze ulubione składniki, włączając w to "nadwyżki" słodyczy z halloween. I musi być wysokie. Mniej więcej tak, by z trudem można było nabrać wszystkie składniki widelcem obiadowym. Za to właśnie kocham Amerykę- nie znają granic! :)  

Powiem wprost- ten paj jest na prawdę wypasiony. Bardzo sycący, bardzo kokosowy, delikatnie bananowy. Mega smaczny! Każdy wielbiciel kokosowych słodyczy powinien być nim zachwycony, bo wiórki są po prostu wszędzie: na spodzie, w kremie budyniowym i na wierzchu. Istna rozpsta :) Nie trzeba zjeść dużego kawałka, by się nasycyć, więc deserem można poczęstować wiele osób. Przygotowanie też nie jest kłopotliwe, ani szczególnie trudne. Jednym słowem- ideał ;)



Paj kokosowo-bananowy z bitą śmietaną
przepis Joy Wilson z książki "Joy the Baker Cookbook"



spód:

  • 1/4 szklanki (60ml) prażonych wiórków kokosowych*,
  • 1 1/2 szklanki (375ml) drobniutko pokruszonych ciasteczek (np. zbożowych, owsianych albo zwykłych waniliowych herbatników),
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (ja użyłam jedynie 1 łyżki cukru, bo uznałam, że ciasteczka są wystarczająco słodkie),
  • 1/3 szklanki (80ml=ok. 75-80g) rozpuszczonego masła.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st. C. Przygotuj "naczynie/talerz do pajów" o średnicy 23 cm. Jeśli- tak, jak ja- nie masz takiego naczynia, użyj formy do tarty o podobnym rozmiarze. Myślę, że w miarę głęboka pokrywka od naczynia żaroodpornego też dałaby radę.

W misce wymieszaj wiórki kokosowe, pokruszone ciasteczka i cukier. Wlej masło i dokładnie wymieszaj, a następnie przełóż miksturę do przygotowanego naczynia do pieczenia. Ugnieć masę na dnie i bokach formy (najlepiej zrobić to rękami lub dnem miarki). Piecz ok. 12 minut, aż całość pięknie się zrumieni. Wyjmij i ostudź.

nadzienie:

  • 1 1/2 szklanki (375ml) śmietanki 30% lub 36%,
  • 1 1/2 szklanki (375ml) mleka,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/3 szklanki (80ml) skrobi kukurydzianej,
  • szczypta soli,
  • 3 żółtka o temp. pokojowej,
  • 1 łyżeczka (5ml) naturalnego ekstarktu z wanilii (pominęłam),
  • 2 łyżki (30ml) zimnego masła,
  • 1 1/4 szklanki (310ml) prażonych wiórków kokosowych*,
  • 2 dojrzałe banany, pokrojone w kostkę lub plasterki.
Do garnka o grubym dnie wlej śmietankę i mleko, zagotuj.
W misce wymieszaj trzepaczką cukier, skrobię, sól, żółtka i wanilię, jeśli używasz. Kiedy mieszanka w garnku zawrze, dodaj odrobinę do kogla-mogla i szybciutko zamieszaj. Wlewaj pły stopniowo, cały czas mieszając. Następnie przelej całość ponownie do garnka i stale mieszając, podgrzewaj na średnik ogniu do momentu, gdy masa zgęstnieje i zacznie bulgotać. Zdejmij garnek z palnika i szybciutko dodaj zimne masło, wymieszaj dokładnie (zimne masło zatrzyma proces gotowania, dzięki czemu żółtka nie zetną). Przelej budyń do sitka ustawionego nad miską i przetrzyj masę, by pozbyć się ewentualych grudek. Krem przykryj folią spożywczą w taki sposób, by bezpośrednio dotykała powierzchni budyniu, a następnie ostudź kompletnie, by potem schłodzić go w lodówce. Do chłodnego kremu dodaj wiórki kokosowe i pokrojone banany, dokłądnie wymieszaj i wylej na przygotowany spód. 
Jeśli zamierzasz jeść paj od razu, przygotuj  śmietanę teraz. Jeśli nie, przykryj ciasto folią i wstaw do lodówki, a wierzch ubij tuż przed podaniem.

na wierzch:

  • 1 1/2 szklanki (375mnl) śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru pudru,
  • 1/2 szklanki (125ml) prażonych wiórków kokosowych*,
  • 1 dojrzały banan, pokrojony na plasterki.
Schlodzoną śmietankę ubij z cukrem pudrem mikserem, aż będzie sztywna (jeśli chcesz, by zachowała swoje kształty na dłużej, dodaj pod koniec ubijania 1 łyżkę mleka w proszku, które wchłonie nadmiar wilgoci). Bitą śmietanę rozmsaruj na kremie, posyp wiórkami kokosowymi i udekoruj bananem (no chyba, że jesteś mną i zapomnisz o tym całkowicie). 

Paj jest dość delikatny i kroi się dość niezgrabnie, ale smak wynagradza wszystko. Przechowuj go w lodówce, gdzie powinien wytrzymać 2 dni. O ile Ty jesteś w stanie tak długo się od niego powstrzymywać :)


* Wiórki kokosowe możesz uprażych na dwa sposoby. Pierwszy (który ja preferuję): wsyp wiórki na suchą patelnię i podgrzewaj na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu. Drugi: wsyp wiórki na blachę do pieczenia i piecz w 180 st.C, co 2-3 minuty wyjmując ją z pieca, by przemieszać kokos. Bez względu na to, jaką metodę zastosujesz, pamiętaj, że wiórki są bardzo tłuste i rumienią się w mgnieniu oka. Trzeba mieszać je często i nie pozostawiać bez kontroli, bo zamiast rumianych kawałeczków otrzymasz malutkie węgielki.




poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Blondies z masłem orzechowym i kawałkami czekolady



Długo mnie tutaj nie było... Stęskniłam się :) 

Powracam więc z przepisem na amerykański od stóp do głów wypiek, który mocno przypadł mi do gustu.   Upiekłam w końcu swoje pierwsze blondies, czyli jasny odpowiednik brownies. Poszperałam trochę w internecie, trochę w swoich książkach i większość z nich jest zgodna co do jednej kwestii- blondies niekoniecznie muszą być zrobione z czekolady. Choć logika podpowiada, że wystarczy podstawowy przepis na brownies zmodyfikować, podmieniając jedynie ciemną czekoladę na białą, okazuje się, że wcale tak być nie musi. Od składników ważniejsza jest tutaj testura ciasta. Ma być ciężkie, zwarte, najlepiej ciągnące i lepkie. Takie wypieki uwielbiam! Dobrze, jak w składzie jest masło orzechowe, płatki owsiane albo słodkie mleko skondensowane. I jak w wielu amerykańskich ciastach typu bars & squares można wrzucić do nich wszystko, co tylko w glowie zagości- kawałeczki czekolady, ciasteczka Oreo, drażetki M&M's, orzechy, a nawet precelki. Te, które ja upiekłam są dość mocno orzechowe w smaku, całkiem słodkie i tłuste, przeplatane drobinkami deserowej czekolady. Nie mogłam się powstrzymać i posmarowałam je kremem orzechowym- to jest opcja nieobowiązkowa i bez niej blondies też smakowałyby wybornie. Wszystkim tym, którzy uwielbiają ciężkie wypieki, zupełnie różniące się od wyrafinowanych makaroników i czekoladowych musów rodem z paryskiej cukierni, powinny bardzo przypaść do gustu ;)



Blondies z masłem orzechowym i kawałkami czekolady
przepis na ciasto autorstwa Anny Olson
krem własny


ciasto:
  • 1/2 szklanki (125ml=ok. 115g) masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru (pominęłam),
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 2/3 szklanki (160ml) dowolnego masła orzechowego,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) mąki pszennej,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1/4 łyżeczki (1ml) sody,
  • szczypta soli (jeśli masło orzechowe jest solone, pomiń ten składnik),
  • 1 szklanka (250ml) ulubionej czekolady, posiekanej (ew. groszki czekoladowe).

Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C. Kwadratową foremkę o boku 20cm wyłóż papierem do pieczenia tak, by delikatnie wystawał ponad krawędzie.

Utrzyj masło z cukrem na jasny, gładki i puszysty krem. Dodaj masło orzechowe, zmiksuj. Następnie dodawaj po jednym jajku, za każdym razem dokłądnie mieszając. Do miski przesiej mąkę, proszek, sodę i sól i wymieszaj całość. Wsyp czekoladę i łyżką lub szpatułką zamieszaj. Przełóż masę do foremki, rozsmaruj i piecz ok. 30 minut, aż brzegi pięknie się zarumienią, a całość dość mocno urośnie. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie, zanim dobierzesz się do blondies (ciasto opadnie, ale nie przejmuj się- tak ma być). 


krem:
  • 1/4 szklanki (60ml) masła o temp. pokojowej,
  • 3/4 szklanki (180ml) dowolnego masła orzechowego,
  • 3-4 łyżki cukru pudru.
Wszystkie składniki zmiksuj mikserem na gładką, puszystą masę. Jeśli potrzeba dodaj więcej cukru. A gdyby Twoim zdaniem krem okazał się zbyt sztywny, możesz dodać kilka kropli mleka o temp. pokojowej dla roluźnienia masy.
Krem rozmaruj na cieście i wstaw do lodówki, by nieco stężał, zanim pokroich blondies na kawałeczki. Wierzch udekoruj rozpuszczoną czekoladą i orzeszkami ziemnymi.


środa, 13 lutego 2013

Tort czekoladowy z solonymi fistaszkami w karmelu (wegański)



Ta dam! Post numer 100! Wow... ale ten czas szybko leci...

Ekhm... do rzeczy, czyli do ciasta :) Supersłodkiego, pysznego tortu, o którym wciąż nie mogę przestać myśleć. Historia tego przepisu bardzo mnie ekscytuje (nie mam pojęcia dlaczego, ale takie błahostki wprawiają mnie w taki stan, że mogę fruwać nad ziemią). Otóż zaczęło się od jednego pytania, jakie na swoim fanpejdżu fejsbukowym zadała moja ukochana Anna Olson. Dotyczyło ono ciasta z okazji urodzin Jej męża- jeden spośród  czterech zaproponowanych tortów miał uświetnić przyjęcie solenizanta, a przepis miał być opublikowany w sieci. Mi najbardziej do gustu przypadło ciasto czekoladowe z solonym karmelem i nerkowcami. I na szczęście zwyciężył w tym zacnym plebiscycie! Anna na bieżąco dzieliła się z nami rezultatami swoich działań w kuchni i po trzech próbach w końcu opracowała ten jeden jedyny, idealny przepis. Receptura wkrótce trafiła na oficjalną stronę Anny, a ja z wrażenia omal nie spadłam z krzesła. Gdy tylko go ujrzałam, wiedziałam na pewno, że niebawem zagości też w naszej kuchni. Potrzebowałam tylko odpowiedniej okazji do tego, żeby upiec taki tort. A jak nie ma okazji, to trzeba ją sobie stworzyć. Każdy dzień jest odpowiedni, by celebrować życie, nieprawdaż? Postanowiłam jednak postawić sobie poprzeczkę nieco wyżej i uznałam, że tym razem spróbuję totalnie zweganizować przepis. Po tym, jak upiekłam wegańskie babeczki czekoladowe , które były nieziemsko smaczne, ośmieliłam się nieco bardziej w kwestii wyrzucania zwierzęcych składników z wypieków. Odnajduję w tym na prawdę ogromną radość, kiedy zupełnie roślinne wypieki nie tylko ładnie wyglądają, ale też smakują tak, że niejednemu wszystkożercy zawróciłyby w głowie. No, tym razem też się nie zawiodłam :)

Od razu uprzedzam, że tort jest bardzo słodki. To taki typowy amerykański wypiek, do którego ładuje się tonę cukru (a tak dla uściślenia- tylko do kremu). Ale na swoje usprawiedliwienie przyznam, że specjalnie nie zmniejszałam jego ilości w polewie. Taki rodzaj "frostingu" bywa nazywany krówkowym, więc ze swej natury ma przypominać słodki ulepek. Wiedziałam więc, że cukier puder pełni w nim rolę nie tylko słodzika, ale także decyduje o konsystencji kremu. Bałam się troszkę mieszać w przepisie aż nadto, więc liczyłam się z tym, że efekt może być średnio zjadliwy. Ale wcale tak nie jest. Mimo całej tej słodyczy tort nie jest moim zdaniem mdły. Czuć w im wyraźnie czekoladę i cudowne orzeszki z tą dodatkową krówkową słodyczą. Myślę, że jest to taki rodzaj ciasta, którego nie zjada się całego na raz, ale delektuje się jednym kawałkiem przez godzinę, co jakiś czas sięgając po kęs, by za chwilę przełamać jego aromat łykiem delikatnej herbaty. Samo ciasto natomiast jest po prostu GENIALNE! Właśnie trafiło u mnie na pierwsze miejsce listy najlepszych wegańskich ciast, o ile nie najlepszych ciast wogóle. Jest delikatne i wilgotne, mięciutkie, idealnie słodkie i czekoladowe. Nie ma takiej możliwości, żeby ktokolwiek odgadł, że jest bez jajek czy masła, nie wspominając nawet o obecności siemienia lnianego. Zachwycam się nim nieustająco, gdy tylko jego odrobinka dotyka mego podniebienia- cudo! A kolejnym fantastycznym akcentem w tym torcie są słone orzeszki w karmelu. Przyznam szczerze, że gdyby ich zabrakło, tort nie byłby tak urzekający. Niesamowite (jedne z moich ulubionych w ostatnim czasie) połączenie słodkiego karmelu i słonych fistaszków jest tak dobre, że aż ciężko to opisać.  Kiedy je przygotowałam, nie mogłam się powstrzymać od ciągłego podjadania! Fantastyczne! Oryginalnie przepis przewiduje użycie orzechów nerkowca, jednak ja miałam pod ręką orzeszki ziemne i zdecydowałam się je wykorzystać. Efekt bardzo mnie zadowolił, więc mogę się jedynie domyślać, jak niebiańsko smakowałoby ciasto z maślanymi nerkowcami. Jak już wspominałam, to wszystko jest dopełnione tym słodkim kremem czekoladowym, który też jest bardzo smaczny. Jeśli tylko uda mi się zredukować ilość cukru, nie tracąc przy tym idealnej konsystencji, na pewno będę chciała go wykorzystywać w różnych innych konfiguracjach tortowo-przekładańcowych.

Jednym słowem-  istna eksplozja smaków, okraszona sporą ilością cukru. Jeśli się go nie boicie, spróbujcie tego tortu. Albo przynajmniej samego ciasta. I do tego te orzeszki. Warto!



Tort czekoladowy z solonymi fistaszkami w karmelu (wegański)
zweganizowany i zmodyfikowany przepis Anny Olson
jego oryginalną wersję można znaleźć tutaj 


ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (Anna Olson pisała, że jeśli są grudki, to nie ma tragedii i jest to całkiem dopuszczalne, choć moja mieszanina była idealnie gładka). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

Sos karmelowy:
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) wody,
  • 1 łyżeczka (5ml) soku z cytryny,
  • 1/4 szklanki (60ml) mleka kokosowego (można zastąpić roślinną śmietanką- czymś w miarę gęstym i tłustym, by nie zważyło się pod wpływem temperatury).
W garnku o grubym dnie umieść cukier z wodą i sokiem z cytryny. Całość doprowadź do wrzenia i gotuj dalej. W pogotowiu miej przygotowane mleko kokosowe i trzepaczkę. Kiedy cukier w garnku nabierze karmelowej/bursztynowej barwy, zdejmij go z ognia, wlej mleko i zamieszaj (uwaga! Masa jest bardzo, bardzo gorąca i po dodaniu płynu zaczyna mocno parować, warto więc odsunąć twarz znad garnka i ostrożnie wykonywać wszystkie czynności). Pogotuj masę przez kolejne 2 minut, a następnie ostrożnie przelej do miseczki i ostudź kompletnie (niech Cię nawet nie kusi oblizywanie łyżki- chyba, że totalnie poparzony język Ci niestraszny).

Karmelizowane słone orzeszki:
  • 2 szklanki (500ml) solonych, prażonych orzeszków ziemnych,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  •  2 łyżki (30ml) wody.
Orzeszki wysyp na blachę i włóż do ciepłego piekarnika (jego temperatura nie jest istotna, ważne, by fistaszki nie trafiły chłodne do karmelu- wówczas doszłoby do szoku termicznego i zbiłby się on w grudki. Orzeszki mają być po prostu ciepłe. Ja wstawiłam moje do piekarnika, który był jeszcze ciepły po pieczeniu ciasta). Cukier i wodę doprowadź do wrzenia, a następnie gotuj, aż masa nabierze koloru karmelu/bursztynu. Wsyp ciepłe orzeszki i na małym ogniu dokładnie wymieszaj je drewnianą łyżką z karmelem. Kiedy wszystkie będą pokryte sosem, wyłóż je blachę i rozprowadź po jej powierzchni, jak bardzo jest to możliwe. Zostaw do ostudzenia.

Krem czekoladowy:
  • 2 szklanki (500ml) cukru pudru,
  • 1/3 szklanki (80ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 115g wegańskiej margaryny (takiej, która konsystencją przypomina masło, jest dość stała, a nie miękka i "smarowna"),
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 2/3 szklanki (160ml) gęstego mleka kokosowego (na prawdę gęstego! Ma ono zastępować tutaj kwaśną śmietanę, więc powinno mieć podobną konsystencję. Moje takie właśnie było, ale jeśli Twoje jest dość rzadkie, radziłabym użyć "śmietanki", która zbiera się na powierzchni puszki po kilku godzinach chłodzenia w lodówce lub zmiksowanie go z tofu, by uzyskać podobny efekt).
Do miski przesiej cukier puder i kakao.
Masło i czekoladę rozpuść w dużej misce umieszczonej nad garnkiem z parującą wodą. Póki masa jest jeszcze ciepła wmiksuj do niej cukier puder z kakao, a następnie mleczko. 

Składanie tortu:

Połowę orzeszków posiekaj i wymieszaj z sosem karmelowym. Dodaj do tego 1/2 szklanki kremu czekoladowego, dokładnie zamieszaj. Resztę orzeszków połam na mniejsze kawałeczki.
Z ostudzonych blatów ciasta odetnij wystające czubki, by wyrównać powierzchnię (nie jest to konieczne, ale ładnie wygląda. Ja z gapiostwa wyrównałam tylko jeden blat, a z drugiego odcięłam tylko tą część, która bardzo wystawała ponad krawędzie. Przez to warstwy tortu wyszły nierówne i doprowadza mnie to do szaleństwa, ale cóż... takie życie). Na jednym blacie rozsmaruj masę karmelowo-orzechowo-czekoladową i przykryj drugim plackiem. Na wierzchu i po bokach rozsmaruj krem czekoladowy, pozostawiając część do dekoracji szprycą (mi i tak zostało ok. 1/2 szklanki kremu. Poza tym, nie trzeba grubej warstwy polewy, bo jest ona bardzo słodka). Jeśli masa wydaje Ci się nieco zbyt miękka, by dekorować lub smarować nią ciasto wstaw ją na chwilę do zamrażarki, potem dokładnie przemieszaj i użyj według planu. Na wierzchu tortu ułóż połamane orzeszki w karmelu. Ciasto wstaw do lodówki, by stężało i tam też je przechowuj. Tort bardzo ładnie się kroi, choć orzeszki na wierzchu mogą momentami stanowić wyzwanie dla noża :) 






Wiem, że ostatnie zdjęcie może przeczyć stwierdzeniu "ładnie się kroi", ale oczywiście było robione zanim tort stężał, tuż po jego złożeniu. Po wstawieniu do lodówki masa w środku ścięła się delikatnie i nie wypływała.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...