Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakalie. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Makowiec z wiśniami



Zawsze jest tak samo... Za każdym razem, gdy upiekę makowiec, obiecuję sobie, że od teraz będę regularnie używać maku w wypiekach. Przecież ja mak uwielbiam, jest przepyszny i bardzo dobrze nam się współpracuje. A i tak nieustająco o nim zapominam. Biedaczek...

Dlatego po raz tysięczny podejmuję próbuję wprowadzenia go na nasze salony. Tym razem w wersji dla nas nieco odmiennej, nieznanej, ale równie smacznej, jak tradycyjny makowiec lub strucla. Wpadło mi do głowy połączenie maku z wiśniami i siedziało w niej tak długo, że postanowiłam spróbować urzeczywistnić ten pomysł. Zaczęłam oczywiście od kruchego ciasta. Takiego, które zazwyczaj stanowi bazę do wszelkich pajów i innych owocowych ciast. Zależało mi na tym, żeby było "wodoodporne", nie nasiąknęło za bardzo wilgocią z wiśni oraz by pozostało kruche i stabilne przez długi czas. I takie właśnie było. Przygotowałam też nadzienie makowe, a jakże! Nie szukałam daleko, nie kombinowałam, po prostu zrobiłam takie, jakie zawsze robiła Babcia do strucli. Nie miałam wątpliwości, że będzie wilgotne i pyszne. Ale zanim ułożyłam je na cieście, najpierw wylądowała na nim solidna warstwa konfitury wiśniowej. A całość przykryłam jeszcze kratką kruchego ciasta, które po upieczeniu stało się niesamowicie chrupiące.

Ten makowiec na prawdę nam posmakował. Był wiglotny i kruchy. Nie za słodki, tu i ówdzie przełamany naturalną cierpkością wiśni. Mniam!


Makowiec z wiśniami
proporcje na okrągłą foremkę o średnicy ok. 20cm

ciasto:

  • 2 1/3 szklanki (580ml) mąki pszennej,
  • 2 łyzki (30ml) cukru,
  • szczypta soli,
  • 230g zimnego masła, pokrojonego w niedużą kostkę,
  • 1 zimne jajko,
  • 2 łyzki (30ml) lodowatej wody,
  • 2 łyżeczki (10ml) octu lub soku z cytryny.
Do dużej miski przesiej mąkę, wsyp do niej cukier i sól, i wymieszaj. Dodaj masło i opuszkami palców, szybko, ale delikatnie wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy masło będzie mniej więcej wmieszane, tworząc większe i mniejsze grudki, postaraj się szybko rozetrzeć i rozpłaszczyć je między dłońmi. Następnie wlej do tej miski jajko zmieszane z wodą i octem. Szybko połącz płyny z mączną mieszanką. Ciasto powinno być mniej więcej połączone, na dnie miski zostanie pewnie trochę okruchów. Podziel masę na dwie części. Każdą z nich zawiń w folię spożywczą. Po zawinięciu postaraj się jeszcze chwilkę "zebrać" ciasto i okruchy ze sobą, ale nie rób tego zbyt długo, by masło nie rozmiękło. Spłaszcz ciasto, aby utworzyło dysk. Wstaw obie porcje do lodówki na co najmniej godzinę. 

nadzienie:
  • 100g mielonego maku (ja swój drobniutko zmieliłam w młynku do kawy),
  • 1 szklanka (250ml) mleka,
  • 40g masła,
  • 3 łyżki (45ml) miodu,
  • 50g drobno posiekanych migdałów, wcześniej podprażonych na suchej patelni,
  • 1 jajko,
  • ok. 1/2 szklanki (125ml) dobrej konfitury wiśniowej,
  • 1 roztrzepne widelcem jajko + 1 łyżka cukru, do posypania wierzchu.
Mak i mleko umieść w małym garnuszku, doprowadź do wrzenia i gotuj, aż cały płyn zostanie wchłonięty (ok. 10-15 minut). Dodaj masło, miód i migdały, i smaż całość ok. 15 minut, cały czas mieszając. Zdejmij z palnika i ostudź kompletnie. Następnie dodaj jajko i dokładnie wymieszaj.

Okrągłą foremkę o średnicy ok 20cm oprósz delikatnie mąką. Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C.

Wyjmij z lodówki ciasto, pougniataj je przez chwilę w dłoniach, aby nieco je ogrzać- dzięki temu łatwiej będzie Ci z nim pracować. Na lekko oprószonym mąką blacie rozwałkuj jeden dysk ciasta na grubość 0.5cm. Wylep nim dno i boki foremki, odetnij nadmiar ciasta. Na dnie rozsmaruj solidną porcję konfitury wiśniowej, starając się równomiernie rozmieścić owoce. Na konfiturę wyłóż nadziedzie makowe, wyrównaj. Rozwałkuj drugi dysk ciasta na podobną grubość, wycinaj paski o szerokości ok. 1cm i układaj na nadzieniu makowym we wzór kratki. Posmaruj ją rozkłóconym jajkiem przy pomocy pędzelka i posyp cukrem. Wstaw do piekarnika na ok. 30 minut- aż ciasto na wierzchu będzie bardzo rumiane. Wyjmij i ostudź.

Mi najlepiej ciasto smakowało zimne, wyjęte prosto z lodówki. Ale w temperaturze pokojowej też jest świetne :)

P.S. Z resztek ciasta możesz upiec kruche ciasteczka albo ponownie rozwałkować je, nadziać konfiturą i zlepiać, jak pierożki. Mmmmm...

Enjoy!





wtorek, 11 lutego 2014

Panforte



Od dawna planowałam upiec panforte, bo słyszałam o nim wiele dobrego i wielu smakoszy rozpływało się na samo brzmienie tego słowa. W końcu przygotowałam ten włoski przysmak, trochę po namowach Taty. Zrobienie go było bardzo proste i zajęło dosłownie kilka chwil. Nieco dłużej trzeba było czekać, aż panforte upiecze się i wystygnie, ale to już zupełnie inna historia...

Po pierwszym kęsie byłam lekko rozczarowana, bo zupełnie inaczej wyobrażałam sobie smak tego "ciasta". Ale z każdym kolejnym gryzem uświadamiałam sobie, jakie to dobre. I bardzo uzależniające. A do tego super słodkie i syte. Tak więc jeśli bardzo lubicie bakaliowe słodkości z owocową nutką i aromatycznymi przyprawami, to jest to wypiek dla Was.


Panforte di Siena
przepis z bloga White Plate


  • 1 szklanka (250ml) orzechów laskowych, 
  • 3/4 szklanki (180ml) migdałów ze skórką,
  • 2/3 szklanki (160ml) mąki pszennej,
  • 2 łyżki (30ml) kakao,
  • 2 1/4 łyżeczki nasion kopru włoskiego, lekko ugniecionych w moździerzu (pominęłam),
  • 1/2 łyżeczki cynamonu,
  • 1/8 łyżeczki mielonych goździków,
  • 1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu,
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru,
  • 1/4 łyżeczki nasion kolendry, drobno utłuczonych w moździerzu,
  • 1/4 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej,
  • skórka otarta z 1 pomarańczy (tylko pomarańczowa część, bez białej błonki!),
  • 230g suszonych fig, posiekanych na cienkie plasterki,
  • 2/3 szklanki (160ml) miodu,
  • 2/3 szklanki (160ml) cukru.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 150st.C. Dno i boki tortownicy o średnicy 20 cm wyłóż papierem do pieczenia, a następnie wysmaruj go olejem.

Do dużej miski wsyp wszystkie składniki, oprócz miodu i cukru. Dobrze je wymieszaj i odstaw. Cukier i miód umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia. Gotuj, aż masa osiągnie temp. 120 st.C (jak pisze autorka bloga, od momentu wrzenia minie jakieś 15 sekund). Wylej gorący syrop do miski z pozostałymi składnikami i szybko wymieszaj. Masa będzie gęsta, lepka i ciężka do wymieszania (ale nie poddawaj się!). Przełóż ją do przygotowanej tortownicy i piecz 45 minut. Wyjmij z piekarnika i ostudź.

Po ostudzeniu pokrój panforte, najlepiej na nieduże kawałki, bo jest bardzo syte i słodkie. Zawinięte w folię możesz je przechowywać nawet do kilku tygodni lub miesięcy.

Enjoy!



wtorek, 4 grudnia 2012

Czekoladowy przekładaniec daktylowo-jaglany z nutką cynamonu


Idą Święta. A jeśli ktokolwiek ma co do tego jakieś wątpliwości, to chyba przez ostatni tydzień nie wychodził z domu, pozostając jednocześnie całkowicie odciętym od telewizji, radia i internetu.
I skoro już nawet Mariah Carey wesoło podśpiewuje do mnie "All I want for Christmas is you" za każdym razem, gdy włączam brytyjskie MTV (na którym w przeciwieństwie do polskiego można jeszcze zobaczyć teledyski), to znaczy, że czas zakasać rękawy i upiec coś wykwintnego. Przecież nie od dziś wiadomo, że zimowe Święta to w kuchni przepych (mak, bakalie...) i cudowne przyprawy ukryte w piernikach.

Tak więc włączyłam sobie moich ukochanych chłopaków z U2 i ich trochę niedoceniane "Christmas (Baby please come home)", co natychmiast natchnęło mnie do stworzenia aromatycznego, przepysznego i (przypadkiem) zdrowego wypieku. No, czy może być coś smaczniejszego niż warstwy czekoladowego ciasta, przekładane słodką masą z daktyli i mojej ukochanej kaszy jaglanej, zwieńczone twarożkowym "lukrem"? Pewnie znajdą się takie łakocie, co przebiją mojego przekładańca, ale ja  go i tak uwielbiam. I gdybym była na tyle muzycznie utalentowana, to z czystym sumieniem zaśpiewałabym mu "All I want for Christmas is you" :)  



Czekoladowy przekładaniec daktylowo-jaglany z nutką cynamonu

ciasto:
  • 1 szklanka (250ml) mąki orkiszowej razowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) mąki orkiszowej jasnej,
  • 3 łyżki (45ml) ciemnego kakao w proszku,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) sody,
  • 1/3 szklanki (80ml) ksylitolu (można zastąpić cukrem białym lub trzcinowym, a jeśli lubisz słodkie wypieki, to zwiększyłabym jego ilość do 1/2 szklanki),
  • 2 łyżki (30ml) musu jabłkowego,
  • 1/3 szklanki (80ml) puree z dojrzałego awokado,
  • 1 szklanka (250ml) mleka (najlepiej naturalnie słodkiego- ja użyłam ryżowego),
  • 1 łyżka (15ml) łagodnego octu.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dużą blachę (mniej więcej o wymiarach 25x30cm) wyłóż papierem do pieczenia.
Do miski przepiej mąki, kakao, sól, proszek, sodę. W osobnym naczyniu wymieszaj ksylitol, mus jabłkowy, papkę z awokado, mleko i ocet tak, by słodzik rozpuścił się. Wlej mokre składniki do suchych i dokładnie wymieszaj za pomocą trzepaczki. Przelej masę do foremki i dobrze rozprowadź po całej jej powierzchni (warstwa ciasta nie będzie gruba, więc postaraj się zrobić to tak równomiernie, jak to tylko możliwe). Wstaw do piekarnika i piecz ok. 10-12 minut (patyczek lub wykałaczka wbite w środek wyjdzie suche). Wyjmij i ostudź, a w tym czasie przygotuj masy do przełożenia.

masa daktylowo-jaglana:
  • 1/3 szklanki (80ml) suchej kaszy jaglanej,
  • 1/2 szklanki (125ml) daktyli bez pestek,
  •  1 kora cynamonu (ewentualnie można zastapić cynamonem w proszku, dostosowując jego ilość do własnych upodobań),
  • 1 szklanka (250ml) wody.
Kaszę podpraż w rondelku, aż zacznie pięknie pachnieć, a jej powierzchnia delikatnie wyblaknie. Dodaj gorącą wodę, daktyle i cynamon, i gotuj, aż ziarenka wchłoną większość płynu (ok. 20 minut).  Wyjmij korę cynamonową, a kaszę zmiksuj blenderem na gładko.

Ostudzone placki ciasta pokrój na trzy kawałki (ja przycięłam je do rozmiarów talerza, więc zostało mi trochę skrawków). Na talerzu/paterze połóż pierwszy placek, posmaruj połową jeszcze ciepłej masy jaglanej. Na niej ułóż drugi blat ciasta, na nim rozsmaruj resztę kaszy i przykryj ostatnim plackiem. Lekko dociśnij i odstaw, by przygotować "lukier".

"lukier" twarożkowy z tofu:
  • 125g tofu,
  • 2-3 łyżki (zależnie od upodobań, trzeba kosztować) syropu z agawy,
  • kilka łyżek mleka (u mnie domowe słonecznikowe),
  • 1 łyżeczka (5ml) agaru w proszku.
  • ew. kilka kropel soku z cytryny, jeśli twarożek sojowy ma mdły lub "trocinowaty" posmak.
Serek pokrusz do misy/kielicha blendera, dodaj syrop z agawy i na początek 2-3 łyżki mleka (oraz ewentualnie sok z cytryny). Zmiksuj całość na gładką masę i skosztuj, by ocenić, czy konieczne jest dalsze dosładzanie. Dolej tyle mleka, by otrzymać 250ml masy i zmiksuj. Przełóż ją do rondelka, zmieszaj z agarem i zagotuj. Po 2-3 minutach bulgotania, zdejmij masę z palnika, odczekaj chwilkę (ok. 3 minuty) i ostrożnie nałóż "lukier" na wierzch ciasta, uważając, by nie spłynął po bokach. Zostaw na kilka minut, by masa zastygła, a następnie pokrój i delektuj się aromatem swojego małego dzieła sztuki kulinarnej ;)      


             

Co prawda weganką nie jestem, ale chętnie w taki właśnie sposób się odżywiam i pomyślałam, że mój przekładaniec może być ciekawą propozycją na "100% roślinne Święta". Tak więc zgłosiłam ciacho w akcji "Wegańskie Święta" :) 


wtorek, 16 października 2012

Strucla drożdżowa z makiem


Uwielbiam mak pod każdą postacią. Zarówno ten, którym posypuje się obwarzanki i precle (niezmielony, niesłodzony), jak i ten, który został przemielony na słodką masę napakowaną orzechami i suszonymi owocami. I choć moja miłość do tego niezwykle zdrowego ziarenka nie słabnie od lat, tak nigdy jeszcze nie upiekłam makowca w okresie innym niż Boże Narodzenie. Ale postanowiłam to zmienić i chcę, by makowe wypieki częściej wychodziły spod mojej ręki :)

Tak więc na pierwszy ogień poszła strucla, która od dobrych kilku lat regularnie pojawia się na naszym Świątecznym stole. Przepis dała mi Babcia (ta od murzynka ) i jak zwykle nie zawiodłam się ;) Strucla jest bardzo łatwa w przygotowaniu i pochłania nie tak dużo czasu, jak mogłoby się zdawać. Warto jednak przygotować większość farszu trochę wcześniej, by dać mu szansę ostygnąć. Dzięki temu ciasto krucho-drożdżowe nie zaparzy się, nie popęka i nie utworzy się pusta przestrzeń między nadzieniem a warstwą ciasta (wiem, że to niezwykle irytujące zjawisko, bo moje pierwsze strucle takie właśnie wychodziły). Masy makowej jest w tym wypieku bardzo dużo, na co nikt do tej pory nie narzekał :) Farsz jest wilgotny, nie za słodki, a tu i ówdzie odnajdziemy w nim kawałki migdałów i rodzynki. Dopełnia go otoczka z pysznego ciasta, które jednocześnie jest chrupkie i kruche na zewnątrz, a miękkie i pachnące drożdżami wewnątrz. Myślę, że najlepszą rekomendacją dla tego ciasta jest fakt, że zjedliśmy je całe w jedno niedzielne popołudnie :) No cóż...



Strucla drożdżowa z makiem
przepis na 2 strucle


nadzienie:
  • 400g maku,
  • 1 litr mleka,
  • 150g masła,
  • 3/4 szklanki (180ml) miodu,
  • 100g drobno posiekanych migdałów lub ulubionych orzechów,
  • 100g rodzynek,
  • 3 jajka,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru (ja użyłam 1/2 szklanki-125ml).
Sposób przygotowania maku nr 1 - tradycyjny, wg Babci (dla tych, co posiadają maszynkę do mielenia):

Mak zalej wrzącym mlekiem i gotuj na małym ogniu ok. 30 minut tak, by tylko lekko "mrugał". Następnie odsącz i zmiel trzy razy w maszynce o najdrobniejszych oczkach.

Sposób przygotowania maku nr 2- mój (dla tych, co nie mają maszynki, ale posiadają młynek do kawy/przypraw):

Mak zmiel najdrobniej, jak to tylko możliwe w młynku. Następnie wsyp do wrzącego mleka i gotuj, aż ziarenka wchłoną prawie cały płyn (zajęło mi to ok. 10-15 minut). 

W garnku rozpuść masło, dodaj miód i bakalie oraz mak. Smaż ok. 15 minut stale mieszając, a następnie ostudź. 
Żółtka utrzyj z cukrem na jasną masę i dokładnie wymieszaj z masą makową. Białka ubij z solą na sztywną pianę i delikatnie zmieszaj z resztą składników.   Farsz odstaw, a w tym czasie przygotuj ciasto.

ciasto krucho-drożdżowe:
  • 400g mąki pszennej,
  • 50g drożdży (do tej pory używałam świeżych w tej ilości, ostatnio jednak dodałam paczuszkę drożdży suchych, które odpowiadają 25g świeżych i ciasto wyszło równie dobre),
  • 3 łyżki mleka,
  • 2 łyżki cukru,
  • 2 jajka,
  • 150g chłodnego masła,
  • szczypta soli.
 Drożdże wymieszaj dokładnie z ciepłym mlekiem (ale nie gorącym! Jeśli włożysz palec do mleka i jesteś w stanie utrzymać go w nim przez 10 sekund, temperatura najprawdopodobniej jest odpowiednia) i cukrem. W czasie, gdy drożdże będą pracować, przesiej do miski mąkę z solą, dodaj masło posiekane na mniejsze kawałki i opuszkami palców wgnieć tłuszcz w mąkę. Dodaj jajka i zaczyn drożdżowy, zagnieć jednolite ciasto. Na dwóch oprószonych mąką  arkuszach pergaminu rozwałkuj dwa placki mniej więcej przypominające prostokąt, o wymiarach mniej więcej 20x25cm. Na każdym z nich rozłóż nadzienie, pozostawiając z każdej strony margines 2cm. Przy pomocy pergaminu zwiń niezbyt ciasno strucle, podwiń końce, by nadzienie nie wypłynęło. Każdą roladę owiń luźno pergaminem, a następnie przedziuraw zarówno papier, jak i ciasto nożem w kilku miejscach (dzięki temu para będzie miała ujście i strucle nie popękają) i pozostaw do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (bez obaw- raz o tym zapomniałam i ciasto też wyszło pyszne). Piecz ok. 40-50 minut w temperaturze 190 st.C- ciasto będzie rumiane i chrupkie z wierzchu (trzeba rozerwać papier, by się o tym przekonać). 
Można zjadać na ciepło- prosto z blachy albo cierpliwie poczekać, aż wystygnie, a następnie polukrować polewą przygotowaną z kilku łyżek mleka i cukru pudru.

* Jeśli zostanie Ci trochę nadzienia, które nie chce się zmieścić w strucli, możesz je upiec w silikonowych foremkach lub foremkach wyłożonych papierem- uzyskasz przysmak (makowiec bez spodu) szefa kuchni, o którym nikt inny nie musi wiedzieć i nikt poza Tobą nie musi go zjeść ;)  



 

środa, 5 września 2012

Murzynek Babci Kazi


Po urodzinowej bombie kaloryczno-tłuszczowej przyszedł czas na nieco lżejsze wypieki. Takie bez kremów i innych tłuściochów- proste, a jednocześnie smaczne. Tym razem padło na murzynka (kolejnego po tym pysznym razowym ), który gości na naszych talerzach (żeby nie powiedzieć, że nas prześladuje) od bardzo dawna, w wielu najróżniejszych konfiguracjach. Można powiedzieć, że to przepis rodzinny przekazywany kolejnym pokoleniom kobiet przy niemal każdej możliwej okazji. Ciasto to namiętnie piekły (i niektóre pieką nadal) cztery siostry, spośród których jedna to moja Babcia. Każda z nich zna go na pamięć i piecze zawsze, gdy mają zjawić się goście. Trudno się dziwić- pyszne, wilgotne, puszyste i... wielozadaniowe. Nie ma w nim jaj, a wymaga kefiru czy kwaśnego mleka, którego niegdyś nie mogło zabraknąć w każdym porządnym wiejskim gospodarstwie. Za jednym pieczeniem otrzymujemy dużą blachę, którą nakarmić można niemały tłum i który może przybrać taki charakter, na jaki akurat mamy ochotę. A jest to zasługa takich dodatków, jak orzechy, suszone owoce, czekolada, twaróg  czy przyprawy. Modyfikacje tego dzieła wśród wspomnianych sióstr doszła już do takiego stopnia, że nierzadko zdarza mi się prosić którąś ciotkę o przepis na "ten wyśmienity piernik" czy "kokosowy przekładaniec", a w efekcie otrzymuję tą samą recepturę, powiększoną jedynie o długą listę dodatków i porad. O walorach smakowych tego murzynka najlepiej poświadczy jednak fakt, że moja Babcia Kazia zapisała go w swoim notesie na przepisy PIĘĆ razy, w pięciu różnych miejscach oczywiście. A przy wszystkich ten sam komentarz: "Bardzo dobre, piekłam wiele razy. Teresa zamiast dżemu daje 2 jajka" :)



Murzynek Babci Kazi (bez jajek)

  • 3 szklanki (750ml) mąki pszennej,
  • 2 szklanki (500ml) kefiru lub kwaśnego mleka*,
  • 2 łyżki (dodaję bez dokładnego odmierzania, więc zapewne to więcej niż 30ml) dowolnego dżemu,
  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 2 łyżeczki (10ml) sody,
  • 3 łyżki (45ml) ciemnego kakao,
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju,
  • aromat waniliowy lub inne dodatki (orzechy włoskie, kawałki czekolady, rodzynki, skórka pomarańczowa, przyprawa do piernika etc.).
Piekarnik rozgrzej do temp. 180 st.C. Dużą blachę (moja ma wymiary mniej więcej 25x30cm) wyłóż papierem do pieczenia lu wysmaruj tłuszczem i wysyp bułką tartą. 
Wszystkie składniki umieść w misce i dokładnie zmiksuj lub wymieszaj trzepaczką. Przelej do foremki i piecz ok. 40 minut (czas pieczenia zależy od wielkości foremki. Babcia zapisała, by piec 1 godzinę, ale moje ciasto było gotowe już po 40 minutach- wbiłam patyczek w środek i wyszedł suchy). 
Ciasto zjedz tak po prostu (mmmm, jeszcze ciepłe prosto z blachy) albo polej je polewą (ja tym razem zastosowałam tą samą polewę i metodę wylewania jej na ciepłe ciasto, jak przy razowym murzynku ).

* Jeśli nie masz akurat w domu kefiru (zwykłego lub wyprodukowanego przez grzybka tybetańskiego) czy kwaśnego mleka, możesz przygotować je w ten sposób:
2 szklanki mleka (może być sojowe) wymieszaj z 2 łyżkami soku z cytryny i odstaw na kilka minut, by nieco się ścięło.

  

środa, 20 czerwca 2012

Kuleczki sezamowo-owsiane


Co zrobić, kiedy żar leje się z nieba i nie można sobie wyobrazić włączania piekarnika, a ochota na słodkości nie odpuszcza? Kuleczki! Nie wymagają pieczenia, wystarczy wrzucić kilka składników do garnka, podgrzać, wymieszać ze zbożowymi dodatkami- i gotowe! Od kilku dni jestem szczęśliwą posiadaczką tahini (pasty ze zmielonego sezamu, która konsystencją przypomina naturalne masło orzechowe), więc w myślach i w sieci pilnie poszukiwałam przepisu na słodkości z jej użyciem (wiadomo- hummus już w planach jest). Wszędzie jednak ten piekarnik... W pamięci miałam jednak ulubione kuleczki mojej Mamy i moje, które zawsze robiła Babcia. Owsiano-kakaowe, czasem z dodatkiem orzechów włoskich. Najlepsze. Postanowiłam więc odnaleźć przepis na ciasteczka z masłem orzechowym bez pieczenia i go przerobić. Tak też się stało ;)

Kuleczki są mięciutkie. Jeśli Ktoś nigdy nie jadł tego typu słodkości, może być nieco zaskoczony ich konsystencją. Nie są to trufle- przyjemnie rozpływające się z ustach. Nie są chrupiące. Są... dziwne. Ale smaczne, słodziutkie, o lekkim aromacie chałwy. I aż trudno uwierzyć, że są takie zdrowe, a takie słodkie! Nie dodałam do nich cukru, jedynie odrobinka powędrowała do obtoczenia kuleczek. Płatki owsiane też można zapewne zamienić- ryżem dmuchanym, amarantusem ekspandowanym, płatkami jęczmiennymi albo kukurydzianymi, pokruszonymi herbatnikami... Możliwości jest całe mnóstwo :)


Kuleczki sezamowo-owsiane
  • 1/2 szklanki (125ml) mleka zagęszczonego niesłodzonego (myślę, że można zastąpić mleczkiem kokosowym),
  • 1/4 szklanki (60ml) płynnego miodu,
  • 2 łyżeczki (10ml) melasy (u mnie z trzciny cukrowej),
  • 1/2 szklanki (125ml) daktyli bez pestek,
  • 1/2 szklanki (125ml) tahini,
  • 2 łyżki (30ml) masła,
  • 3 szklanki (750ml) płatków owsianych (użyłam górskich, można pewnie zastąpić całość lub część innymi zbożami lub ciasteczkami),
  • do obtoczenia: mielone migdały, posiekane orzechy, podprażone wiórki kokosowe, mielony sezam, kakao, cukier puder.
W garnku wymieszaj wszystkie składniki, poza płatkami. Podgrzej masę i doprowadź do wrzenia, pogotuj chwilkę (2 minuty). Jeśli daktyle nie zdążyły się rozpaść, zmiksuj masę blenderem (najlepiej ręcznym). Wrzuć do niej płatki i wymieszaj. Póki masa jest ciepła, formuj z niej kuleczki i układaj na papierze do pieczenia (przygotuj sobie wcześniej miseczkę z wodą, w której będziesz zwilżać dłonie- dzięki temu kuleczki łatwiej się formują i nie przylepiają się do rąk). Obtocz je w wybranych posypkach (ja użyłam: mielonych migdałów; prażonych wiórków kokosowych; mielonego sezamu wymieszanego z odrobiną cukru pudru; gorzkiego kakao wymieszanego z odrobiną cukru pudru). Kuleczki możesz jeść od razu lub wstawić je do lodówki albo zamrażarki i podać chłodne lub zmrożone.




 

piątek, 1 czerwca 2012

Cud, miód i orzeszki


Dzień Dziecka jest suuuuuper! Wszyscy są dla siebie mili, odnajdują nagle w sobie "wewnętrzne dziecko", pozwalają sobie na mniejsze i większe grzeszki- zwłaszcza te kulinarne :) Każdy lubi poczuć smak beztroski, jaką przepełnione było dzieciństwo. Dla mnie takimi smakami są wszelkie mączne produkty (przygotowywane przez Babcię lub Mamę), czyli racuszki z jabłkiem i cynamonem, serowe pączki-oponki z dziurką, lane kluski i- mój ponadczasowy faworyt- naleśniki. Cóż więc innego mogłam sobie wymarzyć na dzisiejszy obiad, jeśli nie te płaskie pszenne placki? Ale żeby nie było tak zwyczajnie chciałam usmażyć też naleśniki z innego przepisu, niż zwykle- przypadkowo znalezione razowe naleśniki z orzechami. Spojrzałam na listę składników- cud! Mąka razowa, moje ulubione mielone orzechy laskowe i miód- to musi być znak z niebios, skoro wszystkie te produkty tak bardzo lubię. Zakasałam rękawy, wyciągnęłam wszystko, co było potrzebne, wzięłam się do roboty i... klapa! No, może nie taka totalna, ale jednak- dla mnie, starej naleśnikowej wygi (tak, śmiem się właśnie tak nazywać nie bez powodu- napisałam pracę zaliczeniową na studia o tej właśnie tematyce), był to szok. Placuszki rwą się niemiłosiernie, raz się przypalają, a chwilkę później okazują się być niedopieczone- jak rozkapryszona panienka! Wiem, że mąka razowa zachowuje się inaczej, niż biała, ale nie od dziś zajadam się pełnoziarnistymi odpowiednikami. Próbowałam wszystkiego, co tylko mi przyszło do głowy (łącznie z czułymi słówkami), byle tylko się w końcu udało- na nic. Ale co tam! Nie będę się przecież poddawać :) Na pewno jeszcze kiedyś zmierzę się z przepisem Hanny Szymanderskiej i dam Wam znać, jak mi poszło. Mogę za to podzielić się niezawodnym, uniwersalnym, milion razy wypróbowanym przepisem na zwykłe naleśniki. Są świetne, bo można użyć ich do dań słodkich i wytrawnych. Nie używam żadnego spulchniacza (proszku, sody czy wody gazowanej), bo uznaję to za zbędne- puchate placuszki nie są moim marzeniem. Mimo wszystko te wychodzą lekkie i cieniutkie, smażone na suchej patelni. Przygotowuję je także w wersji razowej (najczęściej miksując kilka rodzajów i typów mąk). Gorąco polecam!

A skoro już nie wyszły mi te orzechowe naleśniki, postanowiłam pofolgować sobie bakaliową bombą kaloryczną. W końcu Dzień Dziecka jest raz w roku! Pomyślcie tylko- orzechy, rodzynki, żurawina i słodzone mleko skondensowane- to musi być pyszne. Doskonałe solo, jak i w towarzystwie Pana Naleśnika (zarówno tego białego przystojniaka, jak i pokiereszowanego mulata)

P.S. Bez obaw, Nutella też odegrała niemałą rolę w dzisiejszym naleśnikowym przedstawieniu ;) Czy to danie mogłoby obejść się bez mojej kakaowo-orzechowej przyjaciółki? :)


Naleśniki
przepis na ok. 17 naleśników
  • 3 szklanki mąki,
  • duża szczypta soli,
  • 4 jajka, 
  • 2 łyżki oleju,
  • 2 szklanki mleka,
  • 2 szklanki wody.
Mąkę przesiej do miski, dodaj sól, jajka, olej i jedną szklankę mleka. Dokładnie wymieszaj tak, by pozbyć się wszystkich grudek. Stopniowo dolewaj resztę płynów, aż uzyskasz gładką masę. Przykryj miskę i wstaw do lodówki na co najmniej pół godziny.
Mocno rozgrzej patelnię. Wyjmij miskę z lodówki. Zamieszaj masę (rób to przed każdym wlaniem masy na patelnię) i jeśli za bardzo zgęstniała dolej nieco mleka lub wody (powinna mieć konsystencję gęstej śmietanki). Na środek patelni wlej chochelką ciasto, a następnie rozprowadź je kołysząc naczyniem na boki, okrężnymi ruchami, aż do samych brzegów. Kiedy powierzchnia naleśnika zrobi się matowa, a brzegi ciasta zaczną odchodzić od boków patelni, podważ delikatnie łopatką placuszek i przewróć na drugą stronę. Smaż jeszcze chwilkę i przełóż na talerz. Podawaj na ciepło, na zimno, z dżemem, Nutellą, lodami, serkiem, owocami, bakaliami, cukrem pudrem, miodem, syropem klonowym i... czymkolwiek jeszcze, co tylko przyjdzie Ci do głowy. Ach! I skoro o wspomnieniach z dzieciństwa mowa- kiedy byliśmy mali zdarzało się, że zostawało kilka niezjedzonych naleśników po obiedzie czy kolacji. Mama kroiła je na paseczki i podsmażała na patelni na odrobinie masła, na koniec posypując cukrem. Pyszota!

Uwagi:   
  1. Mówi się, że pierwszy naleśnik jest zawsze nieudany. Nie do końca. W miarę, jak będziesz zdobywać doświadczenie, coraz mniej znajdzie się okazji, by skubnąć tego nieudanego ciasta. Tak więc nie poddawaj się i trenuj!
  2. Dość spore znaczenie ma odpowiednia patelnia- najlepiej, żeby była teflonowa (nie trzeba używać wtedy tłuszczu) i nie taka całkiem nowa, zużyta ;).
  3. Żeby zminimalizować ryzyko porażki, pierwszego naleśnika smażę na kilku kroplach oleju (tak na wszelki wypadek), ale resztę przygotowuję na suchej patelni.
  4. Patelnia powinna być bardzo dobrze rozgrzana (no, dobrze, dymić nie musi, ale jednak lepiej, by była gorąca). Z mojego doświadczenia wynika też, że utrzymywanie stałej temperatury patelni pomaga osiągnąć sukces.
  5. Naleśniki razowe to trochę wyższa szkoła jazdy. Są dość wymagające, ale jak tylko nauczysz się pewnych reguł, jakimi się rządzą, nie będzie to stanowiło dla Ciebie problemu. Trzeba dodać trochę więcej wody (otręby wciągają jej więcej) i odstawić na co najmniej pół godziny (to raczej oczywista oczywistość, takie z białej mąki też należy odstawić, by gluten mógł odpocząć, dzięki czemu otrzymasz delikatniejszy produkt końcowy). Warto też mieszać różne typy i rodzaje mąk, by uzyskać ciekawszy smak i zwiększyć ryzyko powodzenia (np. zmieszaj mąkę orkiszową razową z żytnią typ 720  lub pszenną razową z mielonymi płatkami owsianymi). Razowe naleśniki (wyłącznie z mąki razowej) kurczą się delikatnie na patelni oraz potrzebują spędzić na niej więcej czasu niż tradycyjne białe- pamiętaj o tym! 











A tak wyglądała moja orzechowa zmora naleśnikowa


Nadzienie bakaliowe 
  • ok. 1 szklanki różnych orzechów (u mnie nerkowce, fistaszki, orzechy laskowe, migdały w całości i w płatkach- lekko podprażone),
  • ok. 1/3 szklanki suszonych owoców ( u mnie rodzynki zwykłe i sułtanki oraz żurawina),
  • kilka łyżek słodzonego mleka skondensowanego (takiego z tubki)- wydaje mi się, że można je zastąpić płynnym miodem.
Orzechy i owoce posiekaj na mniejsze lub większe kawałeczki- tak, jak lubisz. Dodaj taką ilość mleka, by składniki zlepiły się. Masę możesz lekko podgrzać lub dodać więcej mleczka, by była bardziej płynna.


  


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...