Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muscovado. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muscovado. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2014

Kokosowo-brzoskwiniowy kopiec kreta




Pewnie znacie ciasto kopiec kreta. A jeśli nawet nigdy go nie jedliście, to domyślam się, że przynajmniej wiecie, jak wygląda. Jeszcze kilka lat temu taki kopiec z z pudełka cieszył się w naszym domu niesamowitym powodzeniem. Na tyle dużym, że przed postawieniem ciasta na stole, dzieliłyśmy je z Mamą na taką ilość równych porcji, ilu było głodomorów w pobliżu. Bez tego zabiegu zdolni byliśmy wyrywać sobie pozostałe kawałki z rąk :) 

Ten kopiec różni się od tradycyjnego w wielu elementach, ale ten najważniejszy- czyli wygląd- pozostał niezmieniony. Na spodzie odnajdziecie warstwę dobrego czekoladowego ciasta, pokrytego solidną porcją masy kokosowej i odrobiną brzoskwinek, a na nich ogromną czapę bitej śmietany. Wierzch stanowią oczywiście okruchy ciasta, przypominające usypaną ziemię. Jak smakuje? Dobrze, oj dobrze :)



Kokosowo-brzoskwiniowy kopiec kreta
przepis na ciasto czekoladowe pochodzi z książki "Baked Explorations" Matta Lewisa i Renato Poliafito,
przepis na masę kokosową pochodzi z książki "Magnolia Bakery Cookbook" Jennifer Appel i Allysy Torey,


ciasto:

  • 3/4 szklanki (180ml) ciemnego kakao w proszku,
  • 2/3 szklanki (160ml) kwaśnej śmietany 12% lub 18%,
  • 2 2/3 szklanki (660ml) mąki pszennej,
  • 2 łyżeczki (10ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 300g masła o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) cukru białego,
  • 1 szklanka (250ml) cukru trzcinowego,
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 łyżka (15ml) naturalnego ekstraktu z wanilii (opcjonalnie).
Rozgrzej piekarnik do temperatury 160 st.C. Trzy foremki* o średnicy ok. 20cm wysmaruj masłem lub innym tłuszczem, wyłóż papierem do pieczenia i natłuść też papier. Następnie oprósz formy mąką (jeśli użuwasz silikonowych foremek wystarczy, że wyłożysz ich dno papierem).

W średniej wielkości misce wymieszaj kakao ze śmietaną. Dodaj 1 1/4 szklanki (310ml) gorącej wody, dokładnie wymieszaj i odstaw do przestudzenia.

Do innej miski przesiej mąkę z proszkiem, sodą i solą.

W dużej misce utrzyj masło z cukrami na jasną i puszystą masę. Dalej miskując dodawaj po jednym jajku, za każdym razem dobrze mieszając składniki ze sobą. Następnie, miksując na wolnych obrotach, wsypuj na przemian suche składniki z mokrymi (zacznij od suchych i na suchych skończ). Miksuj tylko do połączenia składników. Rozłóż ciasto równo między foremki, wstaw do piekarnika i piecz ok. 35-40 minut (patyczek wbity w środek powinien wyjść suchy). Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie.

* Do tego przepisu potrzebne jest oczywiście tylko jedno ciasto i możesz podzielić składniki podane wyżej na trzy. Ale w takich sytuacjach piekę wszystkie trzy placki- używam tylko tego jednego, a pozostałe dwa zawijam dokładnie w folię spożywczą i zamrażam. Dzięki temu mogę skorzystać z czekoladowego ciasta w dowolnym momencie, bez konieczności odpalania piekarnika. Wystarczy wtedy przygotować tylko krem do przełożenia blatów i tort lub inny kulinarny wymysł gotowy. 


masa kokosowa:
  • 175ml mleka,
  • 100g cukru,
  • 2 łyżki (30ml) mąki pszennej,
  • 200g wiórków (wiórek?) kokosowych, podprażonych delikatnie na suchej patelni.
Do niedużego garnka o grubym dnie wlej mleko, dodaj cukier i mąkę, i dokładnie wymieszaj trzepaczką. Podgrzewaj masę na średnim ogniu, cały czas mieszając, aż zgęstnieje i zacznie bulgotac. Zdejmij garnek z palnika, dodaj kokos, wymieszaj. Przełóż masę do miseczki i ostudź.

dodatkowo:
  • ok. 5-6 połówek brzoswiń z kompotu (moga być też brzoskwinie w syropie z puszki),
  • 500ml śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 3 łyżki (45ml) cukru pudru (lub więcej/mniej- do smaku),
  • 3 łyżki (45ml) śmietanki do kawy w proszku (możesz zastapić jakimś śmietan-fixem, ale ja nigdy nie mam tego typu wynalazków pod ręką, więc używam śmietanki w proszku dla tego samego efektu).
Ostudzone ciasto wyjmij z formy i przełóż na płaski talerz lub paterę. Nożykiem zaznacz na górnej powierzchni ciasta 1cm margines. Łyżką wydrąż środek (do zaznaczonego marginesu, natomiast nie zbyt głeboko- staraj się pozostawić ok. 1cm ciasta na dnie). W wydrążonym cieście rozsmaruj gęstą masę kokosową. Na niej ułóż brzskwinie pokrojone w kostkę. Odłóż na bok i przygotuj śmietanę- schłodzoną ubij na sztywno z cukrem pudrem. Pod koniec ubijania wsyp śmietankę w proszku. Bitą śmietanę wyłóż na brzoskwinie i postaraj się rozsmarować ją tak, by przypominała półkole/kopiec. Wierzch posyp wydrążonymi okruchami ciasta. 

Ciasto przechowuj w lodówce. Najlepiej prezentuje i kroi się tego samego dnia, w którym zostało przygotowane. Później też smakuje wybornie, tylko śmietanka troszkę  opada ;)

 Enjoy!



środa, 18 grudnia 2013

Babeczki piernikowe z bitą śmietaną



Pierniki nierozerwalnie kojarz się z zimą. I nie ma w tym nic dziwnego- naładowane są przecież wspaniałymi przyprawami, które rozgrzewają nawet w największe mrozy. Nie mam jednak zbyt dużego doświadczenia w pieczeniu pierników, nadal poszukuję tego idealnego. Tym razem skusiłam się na wypróbowanie ciasta na bazie kawy zbożowej i powideł śliwkowych, a zamiast tradycyjnej foremki zdecydowałam się na formę do muffinek. Wyszło całkiem nieźle. Ciasto jest wilgotne, nieco słodkie i aromatyczne. A żeby te mocne smaki nieco złagodzić, przykryłam każdą babeczkę czapą z delikatnej bitej śmietany. Dla efektu zaskoczenia dodatkowo ukryłam w środku troszkę czekolady, by w pełni zadowolić swoje kubki smakowe. Mmmm... było na prawdę smacznie!


Babeczki piernikowe z bitą śmietaną
przepis na ciasto pochodzi ze strony Kwestia Smaku, reszta jest mojego pomysłu

ciasto:

  • 125g masła,
  • 250g brązowego cukru (użyłam muscovado),
  • 2 łyżki (30ml) miodu,
  • 2 łyżki (30ml) powideł śliwkowych,
  • 4 łyżeczki (20ml) przyprawy do piernika (wybierz taką, która nie zawiera mąki),
  • 1 łyżeczka (5ml) mielonego cynamonu,
  • 2 łyżeczki (10ml) sody,
  • 2 łyżki (30ml) rozpuszczalnej kawy zbożowej,
  • 1 szklanka (250ml) mleka,
  • 2 jajka,
  • 300g mąki pszennej.
Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C. Formę do muffinek wyłóż papierowymi papilotkami (ja z podanych proporcji ciasta upiekłam 12 standardowej wielkości babeczej i jeden nieduży placek- piekłam go w formie okrągłej o śr. 20cm, był wysoki na ok. 2-3cm).

W dość dużym i szerokim garnku rozpuść masło. Dalej podgrzewając dodaj cukier, miód, powidła, przyprawy. Dobrze wymieszaj i podgrzewaj jeszcze chwilę, aż składniki dobrze się połączą. Wyłącz palnik, dodaj sodę, kawę, mleko i roztrzepane jajka. Wymieszaj energicznie. Następnie cały czas mieszając, wsypuj mąkę. Kiedy składniki połączą się, podziel ciasto między foremki i wstaw do piekarnika. Babeczki pieką się ok. 13-15 minut, a placek ok. 20-25. Aby sprawdzić, czy ciasto upiekło się, wbij wykałaczkę w środek i jeśli wyjdzie sucha, możesz wyjąć formy z pieca. Ostudź kompletnie.

nadzienie czekoladowe (lub polewa do ciasta):
  • 150g ulubionej czekolady bez dodatków (ja użyłam deserowej),
  • 4 łyżki (60ml) śmietanki 36%.
Czekoladę połam do miseczki, dodaj śmietankę. Miskę ustaw nad garnkiem z niewielką ilością gotującej się wody. Podgrzewaj, aż czekolada się rozpuści. Zdejmij miseczkę znad garnuszka i wymieszaj oba składniki ze sobą na gładki, jednolity krem.

W ostudzonych babeczkach wytnij przy pomocy małego nożyka środek- taki jakby niewielki stożek, szerszy na górze, a wąski na dole babeczki. Wlej do wyciętej dziury nadzienie i odstaw, a w tym czasie ubij śmietankę.

bita śmietana:
  • 400ml śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 1-2 łyżki (do smaku) cukru pudru,
  • 1 łyżka śmietanki do kawy w proszku. 
Schłodzoną śmietankę ubij z cukrem pudrem. Gdy masa będzie już prawie sztywna, wsyp śmietankę w proszku i ubijaj dalej, aż będzie sztywna.

Dekoruj babeczki bitą śmietaną, najlepiej tuż przed podaniem- wtedy wyglądają i smakują najlepiej. Ale udekorowane kapkejki "wytrzymają" w lodówce, zamknięte w szczelnym pojemniczku do 2 dni. No chyba, że nie zależy Ci na tym, by wyglądały cały czas, jak przed chwilą kupione w cukierni i nie przeszkadza Ci nieco oklapnięta bita śmietana ;)

Enjoy!






poniedziałek, 16 grudnia 2013

Domek z piernika


Nigdy nie sądziłam, że uda mi się samodzielnie zrobić taki domek! Myślałam, że to zadanie niemal niewykonalne. Ale okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Przecież umiem upiec ciasteczka, wiem jak zrobić lukier królewski, a nawet zdarza mi się używać rękawa cukierniczego od czasu do czasu. Czemu więc nie połączyć tych wszystkich umiejętności, by stworzyć taką słodką chatkę dla piernikowego ludzika?

Zrobienie samego ciasta, to pikuś. Szybko łączymy składniki, zawijamy w folię i odkładamy do lodówki na kilka godzin, by w tym czasie wyciąć szablon i obmyślić wzór naszego domku. Z resztą szablon też nie jest problematyczny, o ile macie w domu formkę keksówkę, trochę zbędnego kartonu (albo innego grubego materiału) i linijkę (albo przynajmniej jakiś patyczek o długości ok. 10cm). A jak już wszystkie elementy wytniemy i upieczemy na rumiano, a następnie pomalujemy ścianki w ludowe wzorki, możemy zabawić się w architekta-amatora. Przyznam, że składanie domku sprawiło mi nieco trudu i bez pomocy Mamy raczej nie prezentowałabym Wam teraz tej chatki. Ale udało się!  Co prawda niektóre elementy nie wyszły tak piękne i schludne, jakbym sobie tego życzyła, ale i tak uważam, że jak na pierwszą próbę wyszło całkiem nieźle. Za rok pokażę Wam prawdziwe cacko ;)


Domek z piernika
przepis Anny Olson z książki "Back to baking", zmodyfikowany

ciasto:

  • 225g masła o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 szklanka (250ml) miodu,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 3 łyżki (45ml) przyprawy do piernika,
  • 4 2/3 szklanki (1160ml) mąki pszennej,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli.
Masło utrzyj z cukrem i miodem. Dodaj jajka i dokładnie zmiksuj. Do osobnej miski przesiej przyprawę do piernika, mąkę, sodę i sól. Wsyp sypkie składniki do masy maślanej w trzech porcjach, za każdym razem dobrze mieszając. Dość miękkie ciasto podziel na trzy części, każdą zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny.

W tym czasie, gdy ciasto chłodzi się, przygotuj szablon. Weź foremkę keksówkę. Odrysuj na kartonie dno foremki (powinno mieć wymiary ok. 20cm x 10cm)- to będą ścianki boczne Twojego domku. Teraz odrysuj górę foremki (o wymiarach ok. 23cm x 12cm) i wytnij- to będzie dach. Teraz do kartonika przyłóż ten najkrótszy bok (koniec) foremki (powinien mieć ok. 10cm na dole i 12cm na górze) i odrysuj do. Weź linijkę i zaznacz środek tego wzoru licząc od góry (czyli zmierz z boku 6cm, zaznacz i od tego punktu do drugiego końca powinno być też 6cm). Od tego punktu narysuj linię o długości ok. 9cm w górę. Z tego punktu poprowadź linie do boków tak, by utworzyć jakby trójkąt połączony z kwadratem (nie wiem, czy wyrażam się jasno, ale inaczej nie umiem tego opisać :) ). Wytnij szablon.

Pierkanik rozgrzej do temperatury 160 st.C. Blachę o niskich brzegach wyłóż papierem do pieczenia.

Schłodzone ciasto rozwałkuj na lekko oprószonym mąką blacie na grubość ok. 6mm. Wytnij po dwie sztuki z każdego szablonu. Piecz od razu, kiedy ciasto jest chłodne, bo gdy mięknie znacznie trudniej przenieść elementy na blachę i tracą one swój kształt. Największe cześci domku pieką się ok. 20-25 minut. Powinny być rumiane. Jeśli po wyjęciu z pieca i ostygnięciu okazało się, że ciastka są zbyt miękkie, możesz wstawić je ponownie do piekarnika i dopiec na chrupko. Mi zostało jeszcze sporo ciasta, więc upiekłam spód pod domek, wycinając duże koło na wzór formy do tarty. Z pozostałości upiekłam ciasteczkowe ludziki :) 
Zanim zaczniesz sklejanie domku, ostudź ciasteczka całkowicie.

lukier:
  • 2 białka jaj,
  • ok. 2 szklanek (500ml) przesianego cukru pudru.
Białka zmiksuj najpierw z 1 szklanką cukru pudru. Nastepnie stopniowo dosypuj cukier, co jakiś czas sprawdzając gęstość lukru (czasem trzeba sypnąć mniej, a czasem więcej- zależy to od wilgotności powietrza czy wielkości jaj). Kiedy lukier będzie gęsty, ale nadal łatwo dający się wyciskać szprycą, przełóż go do rękawa cukierniczego z wąską końcówką i narysuj na każdym elemencie domku wzorek, odstaw do całkowitego zastygnięcia. Do reszty lukru, dodaj trochę cukru pudru i dobrze wymieszaj. Lukier do sklejania ścianek pownien być gęstszy, niż ten do ozdabiania, by wszystkie części dobrze się trzymały. Na papierze do pieczenia sklejaj ze sobą ścianki domku i dostaw je na ok. 1 godzinę, by trochę zastygły. Następnie przyklej dach i zostaw całość do zaschnięcia na co najmniej pół dnia, a najlepiej cały dzień. Oprósz wierzch cukrem pudrem, by przypominał śnieg.

Enjoy!







sobota, 27 lipca 2013

Wilgotne babeczki czekoladowe


Pyszne babeczki! Wyglądają może niepozornie, ale są bardzo wilgotne i bardzo czekoladowe (byłam na prawdę zdziwiona, że tak mała ilość czekolady może dać tyle smaku!). Przepis zaczerpnięty tym razem od Nigelli. Oryginalnie jest to przepis na ciasto, ale podano też opcję babeczkową, więc to właśnie z niej skorzystałam (krócej się piecze, czyli szybciej można zjeść). Nie zawiodłam się, a nawet byłam mile zaskoczona, że są tak dobre mimo, że nie miały żadnego nadzienia, ani kremu. Babeczki mają intensywny smak czekolady, nie kruszą się, są mięciutkie i pozostają wilgotne przez długi czas.

Do dzieła!



Wilgotne babeczki czekoladowe
przepis z "How to be a domestic goddess" Nigelli Lawson


babeczki:

  • 110g masła o temp. pokojowej,
  • 200g cukru trzcinowego muscovado (ja użyłam 100g),
  • 1 jajko,
  • 50g gorzkiej czekolady, roztopionej i przestudzonej,
  • 100g mąki,
  • szczypta soli,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) sody,
  • 125ml wrzącej wody.
Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C. Foremki na babeczki (12 sztuk) wyłóż papierowymi papilotkami.

Masło utrzyj z cukrem na jasną i puszystą masę, a następnie dodaj jajko i dobrze je wmieszaj. Wlej przestudzoną czekoladę, wymieszaj tylko tyle, by składniki połączyły się ze sobą. Mąkę wymieszaj z solą i sodą. Dodawaj ją naprzemiennie z gorącą wodą do masy, aż uzyskasz gładkie, dość rzadkie ciasto. Rozlej ciasto między przygotowane foremki i wstaw do piekarnika na ok. 30 minut, aż patyczek wbity w środek wyjdzie suchy, ale przylepią się do niego okruchy. Wyjmij z pieca i ostudź. (to jest opcja dla tych, co chcą jeszcze polewę. A jeśli nie jest Ci ona do szczęścia potrzebna, to wcinaj babeczki i na ciepło, i na zimno- obie wersje są pyszne).

polewa:
  • 125g ulubionej czekolady (ja użyłam deserowej),
  • 100ml śmietanki 30% lub 36%,
  • opcjonalnie posypka lub drażetki do dekoracji.
Śmietankę wlej do garnuszka i zagotuj. Kiedy zawrze, wylej ją na połamaną czekoladę i odstaw na 2-3 minuty. Po tym czasie dobrze wymieszaj całość i deliktanie przestudź, by nie dekorowac babeczek gorącą polewą. Następnie rozsmaruj polewę na babeczkach i posyp ulubioną posypką lub np. Lentilkami albo wiórkami czekolady. I gotowe! Teraz odpoczywaj i zajadaj :) 






piątek, 19 lipca 2013

Ciasteczka z kawałkami czekolady na brązowym maśle


Eksperymenty z brązowym masłem już dawno mnie do siebie przywoływały. Nie umiałam wyobrazić sobie ich smaku, ale domyślałam się, że muszą być dobre, skoro obecnie panuje prawdziwy szał na to cudo. I okazało się, że to na prawdę pyszna sprawa!

Wbrew pozorom, żeby zdobyć brązowe masełko nie trzeba wcale wydać fortuny albo wybierać się od razu na wycieczkę po najbardziej snobistycznych delikatesach w kraju. Wystarczy wyskoczyć do najbliższego spożywczaka, kupić kostkę prawdziwego masła, stopić je w garnuszku lub na patelni i na chwilę o nim zapomnieć. Dzięki temu, że w maśle oprócz tłuszczu znajdują się drobiny mleka, kiedy podgrzejemy je przez dłuższy czas, zaczną przypiekać się i smażyć, dając bardzo głęboki i specyficzny, niemal orzechowy posmak. Mówiąc szczerze, nie wyglądają one zbyt apetycznie i można odnieśc wrażenie, że coś poszło nie tak i masło po prostu spaliło się. Ale zapach szybko odwiedzie Was od tych negatywnych myśli. Jest wspaniały i bardzo uzależniający!

Ciasteczka przygotowałam tego samego dnia, co te kokosowe. I albo to ja miałam bardzo dobrą passę albo moi testerzy byli na prawdę spragnieni słodkośći tego dnia, bo każdy je chwalił. Zniknęły równie szybko, co te drugie, a ja nie mogłam wyjść z szoku :-) Ale trzeba przyznać, że wyszły na prawdę bardzo smaczne. Nie za słodkie, kruche, z odpowiednią ilością czekolady i nutką czegoś niezwykłego. To coś to oczywiście brązowe masłeko, które po upieczeniu smakowało i pachniało zupełnie inaczej niż to, które rumieniło się na patelni. Dzięki niemu ciasteczka miały nieco głębszy aromat i nie smakowały jak "zwykłe" chocolate chip cookies. No, co ja będę owijać- trzeba ich spróbować i już! ;-)



Ciasteczka z kawałkami czekolady na brązowym maśle
przepis Joy Wilson z "Joy the Baker Cookbook", zmodyfikowany
wychodzi z niego duuużo, ok 30 ciastek



  • 250g masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 łyżeczka (5ml) melasy z trzciny cukrowej,
  • 1 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 1 żółtko o temp.pokojowej,
  • 2 1/4 szklanki (560ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • 1 do 1 1/2 szklanki ulubionej czekolady, posiekanej lub "groszków" czekoladowych.

130g masła umieść w garnku o grubym i jasnym dnie. Wiem, że to głupie wymagać naczynia o jasnym dnie, ale Joy w swojej książce pisze, że to pomaga zobaczyć, kiedy masełko jest już brązowe, a nie przypalone- i to jest dla mnie logiczne wytłumaczenie ;-) Tak więc, jak już umieścisz masło w jasnym garnku, podgrzewaj je na średnim ogniu, aż się roztopi. Następnie tłuszcz zacznie pienić się, a potem bulgotać. Może nawet zacząć strzelać, ale to normalne- woda wyparowuje. Od czasu do czasu przemieszaj masło drewnianą łyżką albo po prostu zakołysz lekko garnuszkiem. Kiedy tłuszcz przestanie strzelać, zacznij mu się uważnie przyglądać- od teraz sarwy potoczą się już w miarę szybko. Dalej podgrzewaj garnek z masłem, a kiedy zauważysz, że tłuszcz staje się kasztanowo-brązowy i zaczyna pięknie pachnieć, natychmiast przełóż zawartość naczynia do osobnej miseczki, żeby zatrzymać proces smażenia. Upewnij się, że wyksrobałaś/eś wszystkie (nawet najdrobniejsze) kawałeczki i resztki masła z garnka, bo to one są takie pyszne. Odstaw masło na bok, żeby nieco przestygło.

Pozostałe 120g masła utrzyj mikserem z cukrem na jasną i puszystą masę. Dodaj melasę i wanilię, wymieszaj. Następnie wlej przestudzone brązowe masełko i  dokładnie zmiksuj przez ok. 2 minuty. Dodaj jajko i żółtko, i ponownie zmiksuj. W osobnej misce przesiej mąkę z solą i sodą. Dodaj całą tą mieszankę do miski z masłem i cukrem oraz jajkami, zamieszaj na wolnych obrotach miksera (lub ręcznie) tylko do wymieszania składników. Następnie wrzuć czekoladę i ręcznie wymieszaj całość. Miskę z ciastem przykryj dokładnie plastikową folią i wstaw do lodówki na ok. 30 minut.

Piekarnik rozgrzej do temp. 185-190 st.C. Płaskie blachy do ciasteczek wyłóż papierem do pieczenia. 
Nakładaj na nie porcje ciasta wielkości nieobranego orzecha włoskiego, pozostawiając ok. 4cm odstępy między nimi (ciasto nieco spłaszczy się i rozpłynie podczas pieczenia). Ciasteczka piecz ok. 12 minut, aż będą rumiane i przypieczone na brzegach, a w środku nadal pozostaną nieco miękkie. Wyjmij z piekarnika i odczekaj 2-3 minuty zanim zdejmiesz je z blaszki, by ostygły (najlepiej na kratce).

Ciasteczka wytrzymają kilka dni (wg książki 5, ale u nas po 3 dniach nie został nawet okruszek) w szczelnie zamkniętym pojemniczku, w temperaturze pokojowej.




środa, 19 czerwca 2013

Deser truskawkowy z bitą śmietaną


Ileż ja się do tego deseru zbierałam, to wiem chyba tylko ja sama... A i tak wyszło mi coś zupełnie innego od tego, co sobie zaplanowałam. Bo w pierwotnym założeniu miałam tutaj teraz pisać Wam o tym, jak bardzo wszyscy w domu lubimy ser mascarpone. I że Mama kupiła duże opakowanie, i mieliśmy zjeść sobie pyszną tartę z nim w roli głównej, ale że zmieniłam zdanie i postanowiłam zrobić coś na kształt truskawkowego trifle. I nawet już wszystko (prawie wszystko) przygotowałam dzień wcześniej- ugotowałam mus owocowy, upiekłam owsianą kruszonkę. Pozostało tylko ubić kremówkę, delikatnie wmieszać ją do osłodzonego serka, by następnie złożyć wszystkie trzy komponenty w jedną całość. Ale mascarpone się na mnie wypiął i na chwilkę przed tym, jak miałam podać deser, okazał się być okropnym, skwaszonym draniem, niezdatnym do spożycia.

Miałam dwa wyjścia: albo się załamać i wyskoczyć do sklepu po lody, albo zaimprowizować. Wybrałam bramkę numer dwa i nie było w niej czarnego kota (zupełnie jak w kultowym "Idź na całość"), na szczęście :)   Okazało się, że połączenie bita śmietana + truskawki jest jednak niezawodne i ponadczasowe. Delikatna, kremowa śmietanka świetnie łagodziła wyrazisty aromat musu owocowego, a całość uzupełniały chrupiące płatki owsiane. Może deser był improwizowany, ale za to jaki smaczny!


Deser truskawkowy z bitą śmietaną
proporcje na 4 solidne pucharki


mus truskawkowy:

  • ok. 700g truskawek bez szypułek, pokrojonych "w kostkę",
  • 2 łyżki (30ml) skrobi kukurydzianej,
  • 3-4 łyżki cukru (można dodać mniej lub więcej, jego ilość zależy od tego, jak słodkie są owoce).

Do blendera wsyp 450g truskawek i zmiskuj na gładko (jeśli Twój blender ma problem, by rozpocząć miksowanie, dodaj 2-3 łyżki wody, żeby mu nieco pomóc). Powstałą masę przetrzyj przez sitko, by pozbyć się pesteczek. Wlej mus do garnka o grubym dnie, dodaj cukier i skrobię, i dokładnie wymieszaj całość trzepaczką tak, by nie było grudek. Masę zagotuj, stale mieszając, a następnie wsyp resztę truskawek i ponownie doprowadź do wrzenia. Skosztuj musu- jeśli potrzeba dodaj nieco cukru.

Masę przelej do miski lub pojemniczka i ostudź kompletnie.


owsiana kruszonka:

  • 1 1/4 szklanki (310ml) płatków owsianych,
  • 5 łyżek (75ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1/3 szklanki (80ml) mąki pszennej,
  • 100g stopionego masła.
Rozgrzej piekarnik do temp. 190 st.C.

Wszystkie składniki dobrze wymieszaj i wysyp na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Postaraj się rozłożyć masę w jednej równej warstwie. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 30 minut, aż płatki będą rumiane i chrupiące (w połowie pieczenia przemieszaj kruszonkę, by upiekła się równommiernie). Wyjmij z pieca i ostudź.

bita śmietana:
  • ok.700ml śmietanki 36%, dobrze schłodzonej,
  • 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią,
  • 1 łyżka mleka lub śmietanki do kawy w proszku.
Schłodzoną śmietankę ubij na sztywno z cukrem. Na koniec wsyp mleko/śmietankę w proszku, dobrze zamieszaj.

W pucharkach lub szklaneczkach układaj warstwy: kruszonki, następnie śmietanki, a na niej musu owocowego. I powtarzaj tak do wyczerpania składników. Podawaj od razu lub przechowuj w lodówce.

P.S. Jeśli nie masz zbyt wiele czasu, możesz zmodyfikować przepis i użyć kupnych składników: owsianą kruszonkę zastąp granolą, a zamiast musu owocowego użyj świeżych truskawek wymieszanych z dobrym dżemem truskawkowym- ale błagam, nie używaj bitej śmietany w sparyu lub (co gorsza) w proszku! Ubicie kremówki nie wymaga dużych nakładów czasu, ani pracy :) W wersji dietetycznej można ją zastąpić jogurtem naturalnym.









niedziela, 5 maja 2013

Pierwsze urodziny Maple Pie!



Jak ten czas szybko leci! Moje dzieciątko, mój skarb o nazwie Maple Pie obchodzi dzisiaj swoje pierwsze urodziny :) To na prawdę niewiarygodne, że taki oto blog może przynosić tyle satysfakcji. Nigdy nie sądziłam, że dzielenie się słodyczami własnej roboty z wirtualnym światem może być tak fajnym zajęciem. W ciągu tego roku udało mi się opublikować 112 postów, z czego większość to przepisy. Nieźle, co nie? A jak pomyślę, ile deserów nie doczekało się swoich pięciu minut na blogu, to z jednej strony wychodzę na wielkiego łasucha, ale z drugiej widzę, że te godziny spędzone w kuchni nie poszły na marne i wiele mnie nauczyły. Może to źle zabrzmi, ale mam poczucie, że sporo się w tym czasie rozwinęlam kulinarnie. Za każdym razem staram się stawiać sobie poprzeczkę nieco wyżej, próbuję nowych technik, nieznanych mi smakołyków, a jednocześnie czerpię naukę z błędów popełnionych w przeszłości, co za każdym razem maksymalizuje moje szanse na sukces. Ciekawe jest to, że prowadzenie bloga zmotywowało mnie do większej staranności i dokładności, dbałości o każdy szczegół przy wykonaniu deseru. Są też takie dziedziny, gdzie nadal nie daję rady albo coś mi wycieknie czy smakuje jak gniot. Ale bez takich momentów nie byłabym w stanie docenić wypieków, które się udały. Fajnie jest też podzielić się z Kimś swoją wiedzą, a co ważniejsze pasją. Wielu ludzi nie rozumie mnie, gdy zamartwiam się konsystencją kremu do tortu albo ekscytuję nową foremką do pieczenia, a tutaj- to chyba zrozumiałe, że na blogu o pieczeniu takie "ochy" i "achy" są na porządku dziennym, więc czuję się bardzo swojsko. No, co tu dużo mówić... dobrze mi tu i tyle :)

A skoro są urodziny, to musi być jakiś pyszny deser! Dla mnie to oczywiste... Zamiast tortu postanowiłam pobawić się w amrykańsko-kanadyjskim stylu i nawiązać do nazwy bloga. Tak więc początkowo miał być paj klonowy. Ale troszkę wystraszyłam się, że samo kruche ciasto z nadzieniem z syropu klonowego i jaj/skrobi będzie zbyt intesywne dla naszych kubków smakowych. Poszłam więc o krok dalej i zdecydowałam się upiec paj klonowo-pekanowy- kwintesencję amerykańskiego Dnia Dziękczynienia i tamtejszej kuchni wogóle. Szarpnęłam się na pekany, a co! Pyszne, kruchutkie, słodkie i pozbawione charakterystycznej goryczki odpowiedniki orzechów włoskich. Zatopiłam je w zalewie klonowej umoszczonej na niesamowicie kruchym niesłodkim cieście. Istne cudo! Na prawdę, bardzo mocno przypadły mi do gustu. Każdy smak idealnie się przenika i dopełnia, tworząc unikatową mieszankę takich aromatów, jakie moje podniebienie lubi najbardziej. Owszem, są słodkie, ale nie jest to przeraźliwie gryząca w język słodycz, którą zazwyczaj niesie biały cukier. Poza tym, składniki są tak intensywne, że nie potrzeba zjeść wiele, by zaspokoić swój apetyt na słodycze. Swoje mini paje (zrobiłam małe tartaletki wielkości muffinek z czystej oszczędności- gdybym miała kupić 2 szklanki pekanów na jeden duży placek, to chyba bym zbankrutowała) podałam z leciuteńko posłodzoną bitą śmietanką, świetnie łagodzącą tą słodycz. Chętnie wypróbuję wkrótce wersję z orzechami włoskimi albo nerkowcami, by nieco zmniejszyć koszty. Ale powtórki będą na pewno, bo ciacho jest cudowne!



Paj klonowo-pekanowy (maple pecan pie)
przepis Melissy Clark z książki "Cook This Now"


ciasto:

  • 1 1/4 szklanki (310ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli, 
  • 150g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałeczki,
  • 2-5 łyżek lodowato zimnej wody.
Do miski przesiej mąkę z solą. Dodaj masło i opuszkami palców delikatnie, ale szybko wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy mieszanina zacznie przypominać bardzo grudkowatą owsiankę, zacznij rozcierać (spłaszczać) te kawałki masła między dłońmi- dzięki temu uzyskasz idelanie kruche ciasto z widocznymi płatkami/listkami. Dodawaj stopniowo wodę, aż ciasto się połączy. Zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na 1 godzinę. 

Ciasto rozwałkuj na grubość ok. 0.5-0.7cm  i wyłóż nim foremkę o średnicy 23cm (ja wyłożyłam nim foremki do muffinek, wyszło mi 8 sztuk + skrawki, z których upiekłam niesamowicie kruche ciasteczka). Dno nakłój widelcem i wstaw do zamrażarki na 15 minut. 

Rozgrzej piekarnik do temperatury 200 st.C. Ciasto przykryj folią aluminiową lub papierem do pieczenia, a na to wysyp suchą fasolę, groch, soczewicę lub ryż (warto trzymać gdzieś w słoiczku taką mieszankę do "suchego pieczenia", można jej używać miliony razy- bo do gotowania i zjedzenia już się nadają). Wstaw do piekarnika na 20 minut (małe foremki 10-12). Następnie zdejmij folię z obciążeniem i dopiecz przez następne 5 minut, aż ciasto będzie leciutko rumiane. Wyjmij i ostudź całkowicie.


nadzienie klonowo-pekanowe:

  • 1 szklanka (250ml) syropu klonowego,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado*,
  • 2 szklanki (500ml) orzechów pekan (ja użyłam nieco więcej jak 3/4 szklanki),
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 60g masła, rozpuszczonego.
W garnku doprowadź do wrzenia syrop klonowy zmieszany z cukrem. Gotuj całość na małym ogniu przez ok. 15-20 minut, aż mieszanka osiągnie pojemność 1 szklanki (250ml). Zdejmij z ognia i przestudź. W tym czasie podpraż orzechy na suchej patelni. 

Piekarnik rozgrzej do 170 st.C. Pekany rozłóż na podpieczonym cieście. Lekko ciepły syrop klonowo-cukrowy wymieszaj z masłem i jajkami na gładką masę. Mieszanką zalej orzechy w cieście tak, by nie wypływała poza ścianki z kruchego ciasta (masa jest lepka, więc to, co się wyleje może się przylepić do foremki, co utrudni późniejsze wyjmowanie) i piecz ok. 35-40 minut (moje małe paje piekły się ok 25 minut). Masa będzie jędrna i bardziej stała, ale przy poruszaniu lekko dygocze. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie. 

Podawaj z niesłodzoną lub mało słodzoną bitą śmietaną.


* Myślę, żę cukier muscovado można pominąć- otrzymasz wówczas świetny deser bez cukru. Ja dodałam go do masy, bo robiłam to ciasto po raz pierwszy i nie wiedziałam, czy jego brak nie wpłynie znacząco na konsystencję deseru (pojawiał się we wszystkich przepisach na maple pecan pie). Myślę, że następnym razem go pominę i zrezygnuję z gotowania masy przed dodaniem jaj i masła.





środa, 27 lutego 2013

Ciasto czekoladowe z masą kokosową

Ech... można powiedzieć, że to ciasto to dzieło przypadku i nieoczekiwanych zwrotów akcji ;) Miał być murzynek z masą kokosową, o który dopominała się Mama. Ale... niekoniecznie widziało mi się przygotowywanie tej masy z białek, nie wiem czemu... I przypomniałam sobie o cieście, które zawsze siedziało sobie z tyłu mojej głowy i czekało na odpowiedni moment, żeby je upiec. Mam na myśli absolutną klasykę amerykańskiej kuchni- German Chocolate Cake (żeby nie było- german nie znaczy wcale tutaj, że to wypiek niemiecki, ale to po prostu nazwisko pewnego Pana, który wymyślił to ciasto- ale o tym kiedy indziej). Czyli czekoladowe ciasto przekładane słodką masą kokosowo-pekanową i obłożone czekoladowym kremem maślanym lub ganache. Pomyślałam nawet, że to się bardzo ładnie składa, jeśli upiekłabym je właśnie teraz, kiedy jest to wyzwanie Anny Olson na ten miesiąc. No i przeszukałam chyba cały internet w poszukiwaniu przepisu idealnego, upiekłam moje nowe ulubione ciasto czekoladowe (z tego tortu), ale w połowie gotowania kremu (który był jedną wielką mieszanką tysiąca różnych receptur) doszłam do wniosku, że nie dodam orzechów. Nie miałam pekanów, a więc użycie orzechów włoskich byłoby nie tylko profanacją, ale też niespecjalnie pasowało mi to do całości. Tak więc po tych wszystkich modyfikacjach modliłam się tylko o to, żeby ciasto było w miarę zjadliwe. Ale rzeczywistość mnie zaskoczyła- wyszło przepysznie! Niezawodne wilgotne ciasto, między nim wspaniały krem kokosowy, który można jeść bez końca, a całość zwieńczona czekoladowym ganache (a samo połączenie polewy i masy kokosowej smakuje zupełnie jak batonik Bounty). Niebo!



Ciasto czekoladowe z masą kokosową

 
ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka (tym razem użyłam domowego słonecznikowego),
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę. Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.


masa kokosowa:
  • 2 szklanki (500ml) mleka kokosowego (z puszki) lub śmietanki 30%,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru,
  • 1/4 szklanki (60ml) skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej,
  • 2 1/2 szklanki (625ml) wiórków kokosowych podprażonych wcześniej na suchej patelni.
1 1/2 szklanki mleka wlej do garnka, wsyp cukier i zagotuj. Zmniejsz ogień i pogotuj masę przez ok. 5 minut, by nieco zgęstniała. Resztę mleka wymieszaj ze skrobią tak, by pozbyć się wszystkich grudek, a następnie wlej do garnka stale mieszając masę trzepaczką. Całość zagotuj (nadal mieszając), następnie zdejmij z palnika, wsyp wiórki i wymieszaj. Przestudź.

Kiedy masa będzie jeszcze delikatnie ciepła, ale nie gorąca, rozsmaruj połowę na jednym placu czekoladowym, przykryj drugim blatem z ciasta, na którym rozsmaruj resztę masy. Wyrównaj i zostaw do zastygnięcia.

polewa:
  • 200g gorzkiej czekolady,
  • 35g cukru (można pominąć, ja dodałam, bo moje czekolady były bardzo gorzkie),
  • 115g mleka kokosowego (z puszki) lub śmietanki 30%.
Czekoladę połam na kawałki, wsyp do miseczki, dodaj cukier i całość zalej gorącym mlekiem/śmietanką. Zostaw na ok.1-2 minuty, a następnie dokładnie wymieszaj, by uzyskać jednolitą masę. Przestudź, aż osiągnie temperaturę pokojową (mniej więcej). Polej ciasto polewą- jeśli chcesz, możesz rozsmarować ją po bokach przy pomocy łopatki albo pozwolić jej skapnąć, by wyglądała bardziej "rustykalnie".


Ciasto najlepiej smakuje i przechowuje się w temperaturze pokojowej (po przekrojeniu jednak trzeba przykryć, by nic nie wysychało).




środa, 13 lutego 2013

Tort czekoladowy z solonymi fistaszkami w karmelu (wegański)



Ta dam! Post numer 100! Wow... ale ten czas szybko leci...

Ekhm... do rzeczy, czyli do ciasta :) Supersłodkiego, pysznego tortu, o którym wciąż nie mogę przestać myśleć. Historia tego przepisu bardzo mnie ekscytuje (nie mam pojęcia dlaczego, ale takie błahostki wprawiają mnie w taki stan, że mogę fruwać nad ziemią). Otóż zaczęło się od jednego pytania, jakie na swoim fanpejdżu fejsbukowym zadała moja ukochana Anna Olson. Dotyczyło ono ciasta z okazji urodzin Jej męża- jeden spośród  czterech zaproponowanych tortów miał uświetnić przyjęcie solenizanta, a przepis miał być opublikowany w sieci. Mi najbardziej do gustu przypadło ciasto czekoladowe z solonym karmelem i nerkowcami. I na szczęście zwyciężył w tym zacnym plebiscycie! Anna na bieżąco dzieliła się z nami rezultatami swoich działań w kuchni i po trzech próbach w końcu opracowała ten jeden jedyny, idealny przepis. Receptura wkrótce trafiła na oficjalną stronę Anny, a ja z wrażenia omal nie spadłam z krzesła. Gdy tylko go ujrzałam, wiedziałam na pewno, że niebawem zagości też w naszej kuchni. Potrzebowałam tylko odpowiedniej okazji do tego, żeby upiec taki tort. A jak nie ma okazji, to trzeba ją sobie stworzyć. Każdy dzień jest odpowiedni, by celebrować życie, nieprawdaż? Postanowiłam jednak postawić sobie poprzeczkę nieco wyżej i uznałam, że tym razem spróbuję totalnie zweganizować przepis. Po tym, jak upiekłam wegańskie babeczki czekoladowe , które były nieziemsko smaczne, ośmieliłam się nieco bardziej w kwestii wyrzucania zwierzęcych składników z wypieków. Odnajduję w tym na prawdę ogromną radość, kiedy zupełnie roślinne wypieki nie tylko ładnie wyglądają, ale też smakują tak, że niejednemu wszystkożercy zawróciłyby w głowie. No, tym razem też się nie zawiodłam :)

Od razu uprzedzam, że tort jest bardzo słodki. To taki typowy amerykański wypiek, do którego ładuje się tonę cukru (a tak dla uściślenia- tylko do kremu). Ale na swoje usprawiedliwienie przyznam, że specjalnie nie zmniejszałam jego ilości w polewie. Taki rodzaj "frostingu" bywa nazywany krówkowym, więc ze swej natury ma przypominać słodki ulepek. Wiedziałam więc, że cukier puder pełni w nim rolę nie tylko słodzika, ale także decyduje o konsystencji kremu. Bałam się troszkę mieszać w przepisie aż nadto, więc liczyłam się z tym, że efekt może być średnio zjadliwy. Ale wcale tak nie jest. Mimo całej tej słodyczy tort nie jest moim zdaniem mdły. Czuć w im wyraźnie czekoladę i cudowne orzeszki z tą dodatkową krówkową słodyczą. Myślę, że jest to taki rodzaj ciasta, którego nie zjada się całego na raz, ale delektuje się jednym kawałkiem przez godzinę, co jakiś czas sięgając po kęs, by za chwilę przełamać jego aromat łykiem delikatnej herbaty. Samo ciasto natomiast jest po prostu GENIALNE! Właśnie trafiło u mnie na pierwsze miejsce listy najlepszych wegańskich ciast, o ile nie najlepszych ciast wogóle. Jest delikatne i wilgotne, mięciutkie, idealnie słodkie i czekoladowe. Nie ma takiej możliwości, żeby ktokolwiek odgadł, że jest bez jajek czy masła, nie wspominając nawet o obecności siemienia lnianego. Zachwycam się nim nieustająco, gdy tylko jego odrobinka dotyka mego podniebienia- cudo! A kolejnym fantastycznym akcentem w tym torcie są słone orzeszki w karmelu. Przyznam szczerze, że gdyby ich zabrakło, tort nie byłby tak urzekający. Niesamowite (jedne z moich ulubionych w ostatnim czasie) połączenie słodkiego karmelu i słonych fistaszków jest tak dobre, że aż ciężko to opisać.  Kiedy je przygotowałam, nie mogłam się powstrzymać od ciągłego podjadania! Fantastyczne! Oryginalnie przepis przewiduje użycie orzechów nerkowca, jednak ja miałam pod ręką orzeszki ziemne i zdecydowałam się je wykorzystać. Efekt bardzo mnie zadowolił, więc mogę się jedynie domyślać, jak niebiańsko smakowałoby ciasto z maślanymi nerkowcami. Jak już wspominałam, to wszystko jest dopełnione tym słodkim kremem czekoladowym, który też jest bardzo smaczny. Jeśli tylko uda mi się zredukować ilość cukru, nie tracąc przy tym idealnej konsystencji, na pewno będę chciała go wykorzystywać w różnych innych konfiguracjach tortowo-przekładańcowych.

Jednym słowem-  istna eksplozja smaków, okraszona sporą ilością cukru. Jeśli się go nie boicie, spróbujcie tego tortu. Albo przynajmniej samego ciasta. I do tego te orzeszki. Warto!



Tort czekoladowy z solonymi fistaszkami w karmelu (wegański)
zweganizowany i zmodyfikowany przepis Anny Olson
jego oryginalną wersję można znaleźć tutaj 


ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (Anna Olson pisała, że jeśli są grudki, to nie ma tragedii i jest to całkiem dopuszczalne, choć moja mieszanina była idealnie gładka). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

Sos karmelowy:
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) wody,
  • 1 łyżeczka (5ml) soku z cytryny,
  • 1/4 szklanki (60ml) mleka kokosowego (można zastąpić roślinną śmietanką- czymś w miarę gęstym i tłustym, by nie zważyło się pod wpływem temperatury).
W garnku o grubym dnie umieść cukier z wodą i sokiem z cytryny. Całość doprowadź do wrzenia i gotuj dalej. W pogotowiu miej przygotowane mleko kokosowe i trzepaczkę. Kiedy cukier w garnku nabierze karmelowej/bursztynowej barwy, zdejmij go z ognia, wlej mleko i zamieszaj (uwaga! Masa jest bardzo, bardzo gorąca i po dodaniu płynu zaczyna mocno parować, warto więc odsunąć twarz znad garnka i ostrożnie wykonywać wszystkie czynności). Pogotuj masę przez kolejne 2 minut, a następnie ostrożnie przelej do miseczki i ostudź kompletnie (niech Cię nawet nie kusi oblizywanie łyżki- chyba, że totalnie poparzony język Ci niestraszny).

Karmelizowane słone orzeszki:
  • 2 szklanki (500ml) solonych, prażonych orzeszków ziemnych,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  •  2 łyżki (30ml) wody.
Orzeszki wysyp na blachę i włóż do ciepłego piekarnika (jego temperatura nie jest istotna, ważne, by fistaszki nie trafiły chłodne do karmelu- wówczas doszłoby do szoku termicznego i zbiłby się on w grudki. Orzeszki mają być po prostu ciepłe. Ja wstawiłam moje do piekarnika, który był jeszcze ciepły po pieczeniu ciasta). Cukier i wodę doprowadź do wrzenia, a następnie gotuj, aż masa nabierze koloru karmelu/bursztynu. Wsyp ciepłe orzeszki i na małym ogniu dokładnie wymieszaj je drewnianą łyżką z karmelem. Kiedy wszystkie będą pokryte sosem, wyłóż je blachę i rozprowadź po jej powierzchni, jak bardzo jest to możliwe. Zostaw do ostudzenia.

Krem czekoladowy:
  • 2 szklanki (500ml) cukru pudru,
  • 1/3 szklanki (80ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 115g wegańskiej margaryny (takiej, która konsystencją przypomina masło, jest dość stała, a nie miękka i "smarowna"),
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 2/3 szklanki (160ml) gęstego mleka kokosowego (na prawdę gęstego! Ma ono zastępować tutaj kwaśną śmietanę, więc powinno mieć podobną konsystencję. Moje takie właśnie było, ale jeśli Twoje jest dość rzadkie, radziłabym użyć "śmietanki", która zbiera się na powierzchni puszki po kilku godzinach chłodzenia w lodówce lub zmiksowanie go z tofu, by uzyskać podobny efekt).
Do miski przesiej cukier puder i kakao.
Masło i czekoladę rozpuść w dużej misce umieszczonej nad garnkiem z parującą wodą. Póki masa jest jeszcze ciepła wmiksuj do niej cukier puder z kakao, a następnie mleczko. 

Składanie tortu:

Połowę orzeszków posiekaj i wymieszaj z sosem karmelowym. Dodaj do tego 1/2 szklanki kremu czekoladowego, dokładnie zamieszaj. Resztę orzeszków połam na mniejsze kawałeczki.
Z ostudzonych blatów ciasta odetnij wystające czubki, by wyrównać powierzchnię (nie jest to konieczne, ale ładnie wygląda. Ja z gapiostwa wyrównałam tylko jeden blat, a z drugiego odcięłam tylko tą część, która bardzo wystawała ponad krawędzie. Przez to warstwy tortu wyszły nierówne i doprowadza mnie to do szaleństwa, ale cóż... takie życie). Na jednym blacie rozsmaruj masę karmelowo-orzechowo-czekoladową i przykryj drugim plackiem. Na wierzchu i po bokach rozsmaruj krem czekoladowy, pozostawiając część do dekoracji szprycą (mi i tak zostało ok. 1/2 szklanki kremu. Poza tym, nie trzeba grubej warstwy polewy, bo jest ona bardzo słodka). Jeśli masa wydaje Ci się nieco zbyt miękka, by dekorować lub smarować nią ciasto wstaw ją na chwilę do zamrażarki, potem dokładnie przemieszaj i użyj według planu. Na wierzchu tortu ułóż połamane orzeszki w karmelu. Ciasto wstaw do lodówki, by stężało i tam też je przechowuj. Tort bardzo ładnie się kroi, choć orzeszki na wierzchu mogą momentami stanowić wyzwanie dla noża :) 






Wiem, że ostatnie zdjęcie może przeczyć stwierdzeniu "ładnie się kroi", ale oczywiście było robione zanim tort stężał, tuż po jego złożeniu. Po wstawieniu do lodówki masa w środku ścięła się delikatnie i nie wypływała.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Małpi chlebek (monkey bread)

A więc sprawa wygląda tak- dziś jest jedenasty dzień lutego, co dla większości ludzkości znaczy, że za trzy doby dotrze do nas "Święto Miłości". Ja rozumiem motylki w brzuchu i cały ten stan ducha, gdy jest się zakochanym, przyznam nawet, że jest to całkiem przyjemne uczucie :) Ale pomimo mojej bezgranicznej (nomen omen) miłości do kultury amerykańskiej, po prostu tego wielkiego zamieszania nie rozumiem. Kochać powinniśmy się cały rok, a nie wyłącznie tego jednego dnia, prawda? Jednak ten cały szum wokół Walentynek nie obszedłby mnie nawet odrobinkę, gdyby nie wszędobylski atak przepisów z tej okazji. Jestem słodyczoholikiem, a co ważniejsze maniakiem wszystkiego, co związane z jedzeniem. Codziennie czytam i przeglądam czasopisma, książki albo blogi i strony o tej tematyce. I powiem szczerze, że kolory różowy i czerwony uszami mi już wychodzą. Podobnie połączenie czekolady z malinami lub w bardziej "odważnych" wersjach czekolady i buraków. Jest przecież tyle innych, równie ciekawych przepisów...

Dlatego też ja nie zamierzam tutaj chwalić się ciasteczkami w kształcie serduszek (czekoladowymi z różowym lukrem, ma się rozumieć), ani torcikiem czy naleśnikami o podobnym wzorze. Nie znaczy to, że tego dnia nic nie upiekę, wręcz przeciwnie- każda okazja jest wystarczająco dobra, by zrobić deser, a ja planuję przygotować torcik z przepisu Anny Olson. Ale generalnie moje życie będzie toczyło się tak, jak do tej pory ;)

Tak więc dzisiaj prezentuję ciasto, które skradło nasze serce. Może na zdjęciach nie wygląda zbyt zachęcająco (są dość ciemne, bo były robione bardzo szybko i bardzo późno- tak, żebyśmy mogli jak najprędzej spróbować tego cuda, póki jeszcze było ciepłe), ale na żywo prezentuje się o wiele lepiej. Nie wspominając nawet o genialnym smaku i uroczej metodzie jego przygotowania. Skąd nazwa? Tego się nie doszukałam, ale przypuszczam, że chodzi tutaj o to, że odrywa się ciasto po kawałeczku ze wspólnej michy. Może nawet troszkę przypomina to małpki iskające inne osobniki? Tak czy inaczej, ciasto jest nieziemsko smaczne. Cóż się dziwić? Aromat drożdży połączony ze sporą dawką masła, brązowego cukru i cynamonu nie może wróżyć czegoś niedobrego. Sam proces przygotowania tego chlebka jest ciekawy, bo z wyrośniętego ciasta toczy się niewielkie kuleczki, które następnie obtacza się w tłuszczu i cukrze. Całość ponownie rośnie, a potem trafia do piekarnika i znów rośnie jak szalone. Po około pięciu minutach od wyjęcia z piecyka trzeba chlebek wyłożyć na talerz, o ile chcemy by wyszedł z formy w całości. Jest z tym trochę nerwów, bo nagle dopadają mroczne myśli ("A co jeśli połowa tych kuleczek przykleiła się do dna i już nie wyjdzie?"), ale jak już wszystko potoczy się po naszej myśli, to nie można powstrzymać się od uśmiechu. Osobiście byłam bardzo dumna z tego ciasta (chociaż wszystkie drożdżowe wypieki napawają mnie dumą, jeśli się udają), a nawet Tata zwołał na tę okoliczność resztę domowników do kuchni :)  Dodam jeszcze tylko tyle, że z tego brązowego cukru tworzy się na powierzchni apetyczny sosik, który po zjedzeniu każdej kuleczki oblizuje się dźwięcznie z palców. Pyszności!

Warto też nadmienić, że ciasto z natury rzeczy przygotowuje się bez jajek. Tak więc, jeśli zastąpi się masło margaryną roślinną, otrzymamy bardzo efektowne i smaczne wegańskie ciasto.



Małpi chlebek (monkey  bread)
przepis pochodzi z bloga Katie At The Kitchen Door


  • 30g masła, 
  • 1 szklanka (250ml) mleka (miałam akurat sojowe niesłodzone),
  • 1/3 szklanki (80ml) wody,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 2 1/4 łyżeczki (ok.11ml=7g) drożdży suszonych,
  • 3 1/4 szklanki (810ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 120g masła, rozpuszczonego,
  • 1 szklanka (250ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 2 łyżeczki (10ml) mielonego cynamonu.

W rondelku umieść 30g masła, mleko, wodę i podgrzej, aż masło się rozpuści, a mieszanina będzie ciepła w dotyku, ale nie gorąca. Dodaj cukier (u mnie waniliowy), zamieszaj, a następnie wsyp drożdże i odstaw na  kilka minut- utworzą się bąbelki na powierzchni.

Do dużej miski przesiej mąkę z solą. Pośrodku zrób dołek i wlej do niego mieszankę mleczno-drożdżową. Wymieszaj całość i wyrób gładkie, elstyczne ciasto. Kiedy zacznie odchodzić od ścianek miski, przykryj je folią lub ściereczką i odstaw na ok. 1 godzinę, by wyrosło.

Po tym czasie wyjmij ciasto z miski, wyłóż na lekko oprószony mąką blat i dłońmi uformuj kwadrat o boku ok. 20cm (nie, nie mierzyłam, oceniłam na oko). Pokrój go na 8 równych pasków, a każdy z nich podziel na 8 równych części. Powinieneś/naś  otrzymać w sumie 64 kawałeczki. Każdy z nich uformuj dłońmi w kuleczkę. Przy pomocy pędzelka posmaruj delikatnie dno i ścianki foremki do babki z kominkiem odrobinką rozpuszczonego masła. Następnie w  jednej miseczce umieść rozpuszczone masło, a w drugiej cukier muscovado wymieszany z cynamonem. Każdą kulkę zanurz najpierw w tłuszczu, by potem obtoczyć ją dokładnie w cukrze (proponuję przydzielić obowiązki każdej dłoni, jak przy robieniu czekoladowych trufli. Tzn. u mnie wyglądało to tak, że prawa była maślana, a lewa zajmowała się cukrem. Dzięki temu zachowuje się większy porządek na stanowisku pracy i na własnym ciele). Kuleczki układaj w foremce, starając się tworzyć w miarę równe warstwy. Całość przykryj i odstaw do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Piecz chlebek przez ok. 35 minut (radzę sprawdzać po 30 minutach czy za bardzo się nie przypieka). Wyjmij z pieca, odstaw na 5 minut, a następnie wyłóż na talerz- jeśli zrobisz to później, możesz mieć problem w wyjęciem ciasta z foremki. A teraz podziwiaj swoje dzieło i nie zawahaj się skubnąć kilka kawałków póki jest jeszcze ciepłe- wtedy smakuje najlepiej, choć po ostudzeniu też jest niczego sobie.

Autorka bloga, z którego zaczerpnęłam przepis zaleca polukrowanie ciasta mieszaniną 1 szklanki cukru pudru i 2 łyżek mleka. Ja pominęłam ten krok, bo ciasto zupełnie tego nie potrzebuje- ani smakowo, ani estetycznie.


 



czwartek, 24 stycznia 2013

Jabłkowe crostady

Mam wrażenie, że ostatnio wiecznie piekę coś z jabłkami...

Lubię jabłka i jem je prawie codziennie, więc to taki naturalny odruch, że właśnie po nie sięgam, gdy przychodzi mi tworzenie owocowego deseru. Poza tym chyba każdy je lubi. I tak jakby sezonowych świeżych owoców brak, a o mrożonych nieustająco zapominam. Więc kiedy uświadamiam sobie, że już najwyższa pora upiec coś, co nie ma w sobie czekolady (rzadko, ale jednak zdarzają mi się takie momenty), do głowy przychodzi mi tylko szarlotka... Jako, że niekoniecznie lubię przygotowywać wciąż te same wypieki, jestem w ciągłym poszukiwaniu nowych przepisów na wykorzystanie dostępnych mi składników. Tym  razem skorzystałam z pomysłu niezastąpionej Joy Wilson, która kolejny raz odmieniła moje kulinarne życie :)

W książce znalazłam przepis na jabłkowe crostady, które niespecjalnie do mnie przemawiały, gdy przyglądałam się zdjęciu. Jakieś takie niezbyt ładne, nie wydawały mi się atrakcyjne, tym bardziej, że czekały gdzieś na ostatnich stronach, tuż przed indeksem potraw. Ale na prawdę nie chciało mi się poświęcać więcej czasu na poszukiwania, zwłaszcza, że co chwila natrafiałam na bardzo podobne przepisy. I dziękuję kulinarnym aniołom za zesłanie mi tej właśnie receptury! Bo chociaż niewyględne, te niewielkie "ciastka" zawładnęły moim sercem i podniebieniem na tyle, że już nigdy nie chcę próbować innych jabłeczników.

Crostady bardzo przypominają galette, czyli owoce owinięte chrupiącym ciastem. I to ono jest tutaj chyba najważniejsze- niezwykle kruche, o wyraźnie maślanym smaku, które chce się jeść bez końca. W środku czekają jabłka. Ale nie takie zwykłe- te są nieziemsko smaczne! Cały sekret ich przygotowania tkwi w "marynacie". Pokrojone owoce macerują się w mieszance brązowego cukru, cynamonu i soku z cytryny, dzięki czemu po upieczeniu rozpływają się w ustach. Ach, no i jest jeszcze kruszonka! Czymże byłoby ciasto jabłkowe bez kruszonki? Całość wspaniale łączy się ze sobą, rozpływa w ustach i na podniebieniu tworzy istną eksplozję aromatów. Na prawdę, za taki jabłecznik byłabym w stanie oddać wiele....




Jabłkowe crostady
przepis na 8 sztuk, które nakarmią mniej więcej 4 osoby o przeciętnym apetycie ;)
z książki "Joy the Baker Cookbook" Joy Wilson


kruszonka:
  • 1/4 szklanki (60ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru,
  • szczypta soli,
  • 1/4 łyżeczki mielonego cynamonu,
  • 1/8 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej (pominęłam),
  • 1/8 łyżeczki mielonego ziela angielskiego (pominęłam),
  • 1/4 szklanki (60ml=ok.60g) zimnego masła, pokrojonego na kawałeczki.
W misce wymieszaj mąkę, cukier, sól i przyprawy. Dodaj masło i szybko, ale delikatnie wgnieć je opuszkami palców w sypkie składniki tak, by powstała grudkowata mieszanina. Kawałki powinny być różnej wielkości, zarówno całkiem malutkie, jak i te o rozmiarach orzecha laskowego bez łupinki. Przełóż mieszaninę do miseczki lub pojemniczka, przykryj i włóż do lodówki.

ciasto:
  • 1 1/2 szklanki (375ml) mąki pszennej,
  • 2 łyżki (30ml) cukru,
  • szczypta soli,
  • 1/2 szklanki (125ml=ok.120g) zimnego masła, pokrojonego na kawałeczki,
  • 1/4 szklanki (60ml) zimnej wody.
Do tej samej miski, w  której przygotowywałaś/eś kruszonkę (po co myć? To prawie te same składniki! ;) ) przesiej mąkę, dodaj cukier i sól. Dodaj masło i ponownie, używając opuszków palców delikatnie, ale szybko wgnieć tłuszcz w sypkie składniki. I znowu- otrzymasz grudkowatą mieszaninę. Zrób w niej dołek, wlej wodę i zmieszaj składniki widelcem tak, by wszystkie stały się wilgotne. Może się wydawać, że płynu jest za mało, ale nie dodawaj więcej! Rękami połącz składniki, starając się jak najmniej "zagniatać" ciasto. Kiedy otrzymasz zwartą kulę, spłaszcz ją, owiń folią i włóż do lodówki na co najmniej 1 godzinę. W tym czasie przygotuj nadzienie, które pięknie się zamarynuje.

nadzienie:
  • 4 jabłka Granny Smith (Za pierwszym razem użyłam średnich jabłek odmiany Cortland i było ich stanowczo za dużo. Za drugim wzięłam 2 większe jabłka, było ich "w sam raz"),
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 1 łyżka (15ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu,
  • 2 łyżeczki (10ml) soku z cytryny,
  • 1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny (pominęłam).
Jabłka obierz, wytnij z nich gniazda nasienne. Każdą ćwiartkę podziel na trzy "paski", a każdy z nich pokrój w cienkie (ok.0,5cm) plasterki. Przełóż je do miski (użyłam tej samej, w której przygotowywałam kruszonkę i ciasto), dodaj cukier, mąkę, cynamon i sok z cytryny, ewentualnie skórkę. Wszystko dokładnie wymieszaj rękami i odstaw, by nadzienie macerowało się do momentu, aż będzie potrzebne (im dłużej, tym lepiej).

dodatkowo:
  • 1 jajko,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam mniej).
Rozgrzej piekarnik do temperatury 200 st.C. Płaską blachę do pieczenia wyłóż papierem.

Ciasto wyjmij z lodówki i podziel na 8 równych części. Każdy kawałek rozwałkuj na lekko oprószonej mąką stolnicy na kształt koła o grubości ok. 0,5 cm. Każdy placek posmaruj rozbełtanym jajkiem, nałóż na niego ok. 1/3 szklanki nadzienia (razem z sokiem z owoców) i posyp ok. 2 łyżkami kruszonki. Podwiń i złóż ciasto, tworząc brzegi o nieregularnych, lekko rustykalnych kształtach tak, by wierch pozostał otwarty, a kruszonka wystawała. Wierzch ciasta posmaruj jajkiem, posyp odrobinką cukru i przełóż na blachę. Piecz ok. 10-20 minut, aż ciasto stanie się rumiane i "chrupkie w dotyku", a nadzienie będzie bulgotało jak szalone.

Najlepiej podawać jeszcze ciepłe, choć w temperaturze pokojowej też smakuje dobrze. Za pierwszy razem upiekłam crostady dzień wcześniej, a potem odgrzałam je według rady Joy w piekarniku nagrzanym do 150 st.C, owinięte w folię. Za drugim razem, podałam je niemal prosto z piekarnika. Świetnie pasują do nich waniliowe lody, choć same w sobie są na tyle smaczne, że nie wymagają dodatków.

Przechowuj je w zamkniętym pojemniku w lodówce.                         



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...