Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z kremem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z kremem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2014

Przekładaniec czekoladowo-orzechowy


Przy pieczeniu ciast bardzo ważna jest dobra organizacja pracy. Dobrze jest przemyśleć cały proces przygotowana deseru, żeby wiedzieć, od którego komponentu zacząć, a który wymaga naszej uwagi w ostatniej chwili. Bez tego można spędzić cały dzień w kuchni, popadając przy tym w depresję i skutecznie obrzydzając sobie jakiekolwiek cukiernicze eksperymenty. Dlatego też lubię pewne elementy deseru przygotować sobie wcześniej, by później móc w spokoju złożyć je w jedną całość, bez większego stresu i zniecierpliwienia. Czasem jest to budyń do tarty ugotowany dzień wcześniej, czasem owoce zamienione w apetyczne nadzienie do pucharków lodowych, innym razem będzie to kruche ciasto przygotowane na zapas i spokojnie czekające na odpowiednią okazję w zamrażarce. Bywa i tak, że kiedy dopada mnie wena piekę blaty ciasta- waniliowego czy czekoladowego- i zamiast wykorzystywać od razu, szczelnie owijam je folią spożywczą i chowam w czeluściach tej mroźnej szafy. Dzięki temu mogę w bardzo krótkim czasie stworzyć rozmaite torty i im podobne frykasy.

Tak było właśnie z tym przekładańcem. Miałam ochotę na mocno czekoladowy deser z dużą ilością kremu. Przypomniało mi się, że w zamrażarce spokojnie wyleguje się spory kawał mojego ulubionego ciasta, pozostało więc zająć się nadzieniem. Ugotowałam prosty budyń czekoladowy, po wystudzeniu utarłam go z margaryną i efekt nie był zbyt zachwycający. Po chwili zastanowienia dodałam do masy sporą ilość masła orzechowego i... petarda! (jakby to uczestnicy Top Chefa powiedzieli). Smak- jak dla mnie- fenomenalny. Czekoladowy z aromatem i kawałeczkami orzeszków tu i ówdzie. Gęsty i nieco ciężki od budyniu, ale nie zapychający, jak zwykły krem maślany. Zaspokoiłam swoje pragnienie kremowego deseru i już żałuję, że został mi w lodówce tylko jeden kawałek... :)


Przekładaniec czekoladowo-orzechowy
przepis na dużą blachę

  ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie odetnij z każdego brzegu 1cm margines (możesz go zjeść albo wymieszać z odrobiną kremu, by przygotować cake popsy. Jeśli zaś zastąpisz krem dżemem i dorzucisz bakalie oraz pokruszone herbatniki, otrzymasz bajaderkę). Poziomo przetnij ciasto na pół i odłóż, by przygotować krem.

krem:
  • 500ml mleka (użyłam sojowego naturalnego),
  • 1/4 szklanki (4 łyżki = 60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 3 łyżki (45ml) cukru,
  • 100g gorzkiej czekolady,
  • 200g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (możesz zastąpić masłem, jeśli jesz nabiał),
  • 1 szklanka (250ml) masła orzechowego z kawałkami orzechów,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru.
Około 3/4 podanej ilości mleka wlej do garnuszka i podgrzewaj na średnim ogniu. Pozostały płyn wymieszaj dokładnie ze skrobią i cukrem. Kiedy mleko w garnku zagotuje, ciągle mieszając trzepaczką, wlej roztwór ze skrobią. Gdy masa ponownie zawrze, gotuj ją przez kolejne 1-2 minuty, następnie zdejmij z palnika i wsyp połamaną na kawałeczki czekoladę. Dokładnie wymieszaj i odstaw do całkowitego ostudzenia, od czasu do czasu mieszając (nie wstawiaj budyniu do lodówki! Ma pozostać w temperaturze pokojowej, inaczej margaryna zetnie się w grudkowatą masę). 
W misce utrzyj mikserem margarynę z masłem orzechowym na puszystą masę. Następnie dodawaj do masy po łyżce budyniu, cały czas miksując. Na koniec dodaj cukier puder, miksuj jeszcze chwilę, aż składniki dobrze się połączą.

Na jednym blacie ciasta rozsmaruj 1/3 kremu, przykryj drugim plackiem. Na nim ułóż kolejną porcję (1/3) masy. Resztę kremu rozsmaruj po bokach. Jeśli zostanie Ci trochę tej pysznej czekoladowo-orzechowej masy, możesz wykonać dekoracje przy pomocy rękawa cukierniczego lub po prostu odłożyć do pojemniczka i używać, jak Nutelli. Przygotowane ciasto wstaw na ok. 1 godzinę do lodówki, by stężało, a smaki połączyły się. Potem pokrój ciacho na porcje i rozkoszuj się jego smakiem.

Enjoy!




poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Słonecznikowiec


Mieszkam na Śląsku i mamy tutaj kilka zwyczajów, których próżno szukać w innych regionach Polski. Jednym z nich jest dziubanie słonecznika. Tak kilkuletnie bajtle, jak i leciwi obywatele- wszyscy namiętnie wyskubują zębami ziarenka słonecznika z łupinek obsypanych delikatnie solą. I nie jest to wyłącznie akt jedzenia, to przede wszystkim spoiwo wszelkich spotkań towarzyskich. Siemki najlepiej smakują podczas oglądania meczów na żywo, spotkań przy piwie w parku letnią porą, a nie najgorzej wypadają też podczas samotnych seansów przed telewizorem.

Przez większość swojego niedługiego życia sądziłam, że słonecznik jada się wyłącznie w ten sposób i to na całym świecie. Przecież we wszystkich sklepach, jakie znałam i odwiedzałam był zawsze dostępny (i to w dwóch wersjach: białej i czarnej) i tani. Te smakowite ziarenka sprzedawane bez łupinek wydawały mi się całkowicie absurdalnym pomysłem, na który pokusić mógł się jedynie ktoś bez zębów. Dopiero kiedy podrosłam odrobinkę i poznałam kilka miejsc oddalonych od Śląska, okazało się, że znalezienie siemków nie jest wcale takie łatwe, jak mi się wydawało. Za to łuskane ziarno słonecznika używa się w kuchni tak, jak pestek dyni czy orzechów. Dlatego pomysł na ciasto z jego dodatkiem natychmiast wywołał u mnie lawinę dobrych myśli i entuzjazmu.

Przeszukałam internet i znalazłam kilka wersji słonecznikowca, które nieznacznie różniły się od siebie. Większość z nich wspominała o karmelu (lub kajmaku) i czekoladzie. Postanowiłam więc pobawić się tym połączeniem i stworzyć własną wersję słonecznikowego przekładańca. Upiekłam jedno ze swoich ulubionych ciast czekoladowych, ugotowałam karmelowy budyń, uprażyłam też głównego bohatera tego deseru w karmelowej masie. Po złożeniu całość wyglądała zachęcająco, a smakowała... pysznie! Wszystkie aromaty bardzo ładnie komponowały się ze sobą, a chrupiący słonecznik nadawał ciastu ciekawego charakteru. Chciało się go jeść więcej i więcej! Ciacho cieszyło się sporym powodzeniem, nawet wśród tych, którzy nie przepadają za kremowymi deserami. A co najciekawsze- było wegańskie :)


Słonecznikowiec


ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego*,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody*,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

* Jeśli nie masz lub nie chcesz stosować siemienia lnianego, zastąp go 2 jajkami. Nie dodawaj też podanej w przepisie gorącej wody.

karmelizowany słonecznik:
  • 150g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej),
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) mleka (użyłam sojowego),
  • 400g łuskanego słonecznika.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Płaską, dużą blachę wyłóż papierem do pieczenia.

W garnku umieść margarynę, cukier i mleko. Całość rozpuść i zagotuj. Następnie wsyp do tej mieszanki słonecznik i wymieszaj tak, by wszystkie ziarenka dokładnie pokryły się słodkim syropem. Masę przełóż na blachę i piecz tak długo, aż słonecznik zarumieni się. Pamiętaj, by co kilka minut mieszać ziarenka, by mogły upiec się równomiernie i nie przypaliły. Wyjmij z pieca i ostudź. 

krem karmelowy:
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 2 łyżeczki (10ml) soku z cytryny lub octu jabłkowego,
  • 500ml mleka (użyłam sojowego),
  • 4 łyżki (60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 200g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej).
Do średniej wielkości garnka o grubym dnie wsyp cukier, dodaj sok z cytryny lub ocet i tyle wody, by cukier był jedynie lekko zwilżony. Podgrzewaj na średnim ogniu, aż cukier rozpuści się, zagotuje, a następnie zacznie zmieniać kolor. Kiedy osiągnie bursztynową barwę, zdejmij garnek z palnika i wlej ok. 400ml mleka (zrób to ostrożnie! Cukier jest bardzo gorący i po wlaniu mleka zacznie mocno parować i bulgotać. Odsuń lepiej głowę znad garnka, by się nie poparzyć i mieszaj trzepaczką z bezpiecznej odległości.). Garnek wstaw ponownie na palnik, mieszaj aż karmel całkowicie się rozpuści, a następnie zagotuj masę. Pozostałe 100ml mleka wymieszaj ze skrobią i wlej do garnka, cały czas mieszając trzepaczką. Ponownie zagotuj budyń i po 2-3 minutach zdejmij z palnika. Wylej do miseczki lub pojemniczka, przykryj folią i ostudź kompletnie.

Margarynę utrzyj mikserem na puszysty krem. Następnie stopniowo, łyżka po łyżce, dodawaj wystudzony budyń. Z przygotowanego wcześniej karmelizowanego słonecznika odłóż 2-3 garście, a resztę wsyp do kremu i dokładnie wymieszaj.

Z upieczonego ciasta odetnij z każdej strony 1cm brzeg. Ciasto przetnij poziomo na pół. Jedną część posmaruj 2/3 przygotowanego kremu, przykryj drugim plackiem, a ten pozostałym kremem. Wierzch posyp odłożonym wcześniej karmelizowanym słonecznikiem. Wstaw do lodówki, by krem nieco stężał i zestalił się z ciastem, a smaki w tym czasie przegryzą się.

Ciasto smakuje świetnie zarówno zimne, prosto z lodówki, jak i w temperaturze pokojowej. Bo ono generalnie jest wspaniałe :)

Enjoy!





wtorek, 10 grudnia 2013

Tort czekoladowo-chałwowy (wegański)


Tort dokładnie taki, jaki lubię- intensywnie czekoladowy, nie za lekki, z nutką orzechowego posmaku. W tej roli występuje akurat pasta sezamowa tahini, która w połączeniu z cukrem pudrem ma przypominać chałwę. Krem jest jednak nie tak słodki, jak wspomniany "batonik". Bo sam torcik też nie powala słodkością, choć jest na tyle sycący, że wystarczy zjeść mały kawałek, by zaspokoić swoje pragnienie na słodycze. Przygotowanie ciasta i kremów nie sprawia większych problemów, co też jest dużym plusem. A jak dodam do tego, że tort jest wegański, nie powinniście mieć już wątpliwości, czy warto go upiec. Warto!


Tort czekoladowo-chałwowy

ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (Anna Olson pisała, że jeśli są grudki, to nie ma tragedii i jest to całkiem dopuszczalne, choć moja mieszanina była idealnie gładka). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie przekrój każdy blat na dwa placki (jeśli wcześniej schłodzić ciasto lub nawet lekko przymrozisz, to zadanie będzie o wiele łatwiejsze).

krem chałwowy:

  • 100g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (jeśli nie jesteś weganinem/weganką możesz zastąpić masłem),
  • 1/2 szklanki (125ml) pasty sezamowej tahini,
  • 3/4 szklanki (180ml) przesianego cukru pudru (użyłam trzcinowego).
Margarynę utrzyj z tahini przy pomocy miksera. Gdy masa będzie nieco bardziej puszysta, dodaj cukier puder i dokładnie zmiksuj. Odstaw do lodówki, a w tym czasie przygotuj krem czekoladowy.

krem czekoladowy:
  • 150g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (jeśli nie jesteś weganinem/weganką możesz zastąpić masłem),
  • 300g ciemnej czekolady,
  • 2 łyżki (30ml) mleka roślinnego,
  • 6 łyżek (90ml) przesianego cukru pudru (użyłam trzcinowego).
Czekoladę pokrusz do miseczki ustawionej nad garnkiem z niewielką ilością gotującej się wody. Od czasu do czasu mieszaj czekoladę. Kiedy rozpuści się całkowicie, zdejmij miseczkę znad garnuszka i odstaw, żeby nieco przestygła. Margarynę utrzyj na puszystą masę, dodaj roztopioną czekoladę oraz mleko i ponownie utrzyj. Wsyp cukier puder i zmiksuj na gładki i puszysty krem. Jeśli po zmiskowaniu krem jest jeszcze zbyt luźny, wstaw go na kilka minut do lodówki, by czekolada nieco zastygła. Uważaj tylko, by masa nie stężała za bardzo, bo ciężko będzie ją rozsmarować na cieście. 

Na talerzu lub paterze ułóż jeden blat ciasta. Ok. 1/3 kremu czekoladowego przełóż do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką (jeśli nie masz takiego rękawa, weź woreczek foliowy- taki troszkę grubszy, jak do mrożonek- nałóż krem i odetnij czubek jednego z rogów. W ten sposób otrzymasz swój własny worek cukierniczy). Na placku nałóż rękawem rant z kremu czekoladowego (dzięki temu krem chałwowy nie wycieknie bokiem, a boki zdecodowanie łatwiej będzię posmarować kremem). Na środku rozsmaruj krem chałwowy. Postępuj tak z pozostałymi warstwami. Na wierzchu i po bokach rozsmaruj resztę (2/3) kremu czekoladowego. Do dekoracji możesz użyć posiekanej czekolady, ziaren sezamu albo innych rożności, które tylko zawitają w Twojej głowie.

Enjoy!





poniedziałek, 4 listopada 2013

Napoleonki



Babcia Kazia miała w swoim repertuarze kilka deserów nie do pobicia, za którymi wprost przepadaliśmy. To właśnie z Nią kojarzą mi się faworki, pączki angielskie czy napoleonki. I chociaż zrobiłam w swoim życiu setki ciast i ciasteczek, nawet tych bardziej skomplikowanych i pracochłonnych, tak z przygotowywania tych trzech migam się jak mogę. To nie jest tak, że mi nie smakują- wręcz przeciwnie! Ale prawda jest taka, że z legendą ciężko jest się zmierzyć.

Co roku, w dniu Wszystkich Świętych, na babcinym stole czekały na nas napoleonki. Chciałam kontynuować tradycję, więc dwa lata temu odważyłam się przygotować je sama. Jednak nie wyszły mi takie, jak te spod ręki Babci i od razu zniechęciłam się do dalszych prób. Nie chciałam ponownie przeżywać takiej porażki, a z poradą też nie mogłam się już zwrócić do mojego guru. Dopiero teraz udało mi się przełamać lęk, zaparłam się i na szczęście ta wersja okazała się według mnie trafiona.

Trochę ten babciny przepis musiałam po swojemu pozmieniać. Zamiast margaryny użyłam masła, co na początku wydawało mi się błędem, gdy skosztowałam samego ciasta. Było bardzo, bardzo maślane i bałam się, że przytłumi aromat kremu. Ale tak się na szczęście nie stało, a wszystkie smaki doskonale się uzupełniały. Jeśli chodzi o krem- tutaj zaszalałam z dodatkiem wanilii, zaś skrobię ziemniaczaną zastąpiłam kukurydzianą, by uzyskać gładki bodyń, o zwartej i przyjemnie rozpływającej się w ustach konsystencji. Nie do końca jestem może usatysfakcjonowana fakturą ciasta, bo spodziewałam się wielu listków, które częściowo przyklejają się do budyniu i nie chcą się od niego odczepić. Ale przyznam, że nie pamiętam, jak wyglądało to, które robiła Babcia, a listkowanie jakie znam z cukierni wynika zapewne z użycia ciasta francuskiego (co nie byłoby już takie wspaniałe, o ile nie użyje się ciasta własnej roboty). Mimo wszystko, jestem z siebie i tych napoleonek bardzo zadowolona. Domyślam się, że Babcia Kazia pilnowała mnie z góry i dopingowała. Teraz nie straszne mi nawet faworki i pączki angielskie! :)


Napoleonki
przepis na ok. 12 solidnych porcji

ciasto:

  • 1 1/2 szklanki (375ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 250g zimnego masła,
  • 3 łyżki (45ml) kwaśnej śmietany 12% lub 18%,
  • 1 żółtko.
Mąkę przesiej z solą do miski. Dodaj masło pokrojone na mniejsze kawałeczki i opuszkami palców, delikatnie, lecz stanowczo wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy zacznie przypominać kruszonkę, dodaj śmietanę z żółtkiem i szybko zagnieć ciasto. Podziel na dwie części, każdą zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na co najmniej godzinę. 

Dwie duże blachy (ja użyłam takich z niskimi brzegami do pieczenia np. ciasteczek, które mieszą się na całą szerokość piekarnika) wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nastaw na 200 st.C.

Każdy placek ciasta  rozwałkuj na grubość ok. 5-7mm. Nakłuj całą powierzchnię widelcem, przełóż na blachy i wstaw do piekarnika na ok. 15-20 minut, aż placki zarumienią się solidnie. Wyjmij i ostudź.

Teraz popatrz na swoje blaty ciasta i postaraj się znaleźć  pojemnik lub foremkę o podobnych wymiarach. Jeśli znajdziesz naczynie nieco mniejsze, możesz spróbować delikatnie przyciąć ciasto, ale pamiętaj, że może się pokruszyć (jest bardzo delikatne). Ja użyłam dużego pojemnika do przechowywania żywności, ale musiałam nieco przyciąć boki. To, co odcięłam, zjadłam- należało mi się za ciężką pracę. Wracjąc do meritum- jeden blat ciasta ułóż na dnie naczynia i przygotuj krem.

krem:
  • 1 litr mleka,
  • 4 żółtka o temp. pokojowej,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 laska wanilii,
  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 1/3 szklanki (80ml) mąki pszennej,
  • 1/3 szklanki (80ml) skrobi kukurydzianej,
  • 3 łyżki (ok.50g) zimnego masła.
Do szerokiego garnka o grubym dnie wlej mleko i podgrzewaj na średnim ogniu.
W misce rozmieszaj żótka z jajkami. Wanilię przetnij na pół, wyskrob z niej dokładnie ziarenka i przełóż do jajek. Strączek z wanilii włóż go garnka z mlekiem, by oddał swój aromat podczas ogrzewania. Do miski z jajkami wsyp cukier, mąkę i skrobię, wymieszaj dobrze przy pomocy trzepaczki. Kiedy mleko zagotuje się, zacznij powoli wlewać je do kogla-mogla, stale mieszając. Gdy całe mleko połączy się z resztą składników, przelej całość ponownie do garnka. Podgrzewaj na średnim ogniu, cału czas mieszając (!) trzepaczką, aż masa zgęstnieje i pojawią się pierwsze pęcherzyki powietrza (innymi słowy- zacznie się gotować). Zdejmij garnek z ognia i nie przestając mieszać, dodaj od razu zimne masło. Połącz składniki i szybko przelej budyń na przygotowany placek. Przykryj drugim blatem, lekko dociśnij i zostaw do ostudzenia. Przykryj pokrywką lub folią spożywczą i wstaw do lodówki na noc- dzięki temu ciasto zmięknie i pozowoli się pokroić. Następnie (jeszcze w pojemniku) pokrój ciasto ostrym ząbkowanym nożem na porcje. Wyjmij z pojemniczka, posyp cukrem pudrem i zajadaj, pękając z dumy, że udało Ci się wykonać coś tak wspaniałego.

Enjoy!





sobota, 17 sierpnia 2013

Tort czekoladowy z Nutellą



O tym, że Nutella moim najlepszym przyjacielem jest wie chyba każdy, kto mnie zna nieco dłużej niż 5 minut. I o moich zdolnościach w pochłanianiu jej absurdalnych ilości też krążą już legendy. Jednak to, co mnie niedawno uderzyło to fakt, że tak na prawdę niewiele tworzę słodkości z tym kremem (spojrzałam nawet na etykietę "Nutella" na blogu i okazało się, że Maple Pie doczekało się ledwie trzech przepisów pod tym tytułem!). Bo prawda jest taka, że ta ulepkowato słodka masa najlepiej smakuje mi jedzona łyżeczką, bez żadnych dodatków. A poza tym, nierzadko zdarza się, że w domu stoi sobie tak po prostu słoik Nutelli, z którym niewiadomo co począć.

Tym razem zamarzyło mi się ciasto z czekoladowym kremem maślanym, ale nie takim gorzkim, a słodkim, przypominającym mleczną czekoladę (a to dziwne, bo nie jestem jej fanką). Pierwsza na myśl przyszła Nutella, a dalej sprawy potoczyły się już gładko. Szybciutko upiekłam dwa czekoladowe ciacha (takie, jak w tym genialnym torcie ) i w czasie, gdy spokojnie się studziły, ja ubiłam krem. Bardzo prosty, dwuskładnikowy, pyszny i mega słodki. Idealnie równoważył głęboki, mocno czekoladowy smak blatów z ciasta. Całość wypadła bardzo dobrze, a efekt trochę przypominał słodszą wersję Diableskiego Tortu Czekoladowego. Nie dla każdego taki deser, bo na prawdę trzeba lubić takie smaki i być przygotowanym, że mały kawałek spokojnie zaspokoi nawet największy głód na słodycze. Krótko mówiąc- to ciasto to spełnienie marzeń każdego słodyczo- i czekoladoholika :)



Tort czekoladowy z Nutellą

ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (Anna Olson pisała, że jeśli są grudki, to nie ma tragedii i jest to całkiem dopuszczalne, choć moja mieszanina była idealnie gładka). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 30 minut* (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

* Ja tym razem piekłam ciasto dokładnie 25 minut, bo zależało mi na tym, by było mocno wilgotne, nieco zbite  i ciężkie. Udało mi się idealnie utrafić w "punkt", bo wyszło dokładnie takie, jakie chciałam- a przy okazji obyło się bez zakalca, za to z bardzo puszystą strukturą.


krem:

  • 1 kostka (200g) masła o temp pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) Nutelli.
Masło ubij mikserem z Nutellą na jednolity, w miarę puszysty krem (trwa to ok. 1-2 minuty).

Z ostudzonych blatów odetnij wystające czubki (i zjedz je- to Twoja nagroda za ciężką pracę w kuchni! ;-) ). Jeden blat ułóż na paterze lub talerzu, rozsmaruj na nim 1/3 kremu, przykryj drugim plackiem. Na wierzchu i po bokach rozsmaruj resztę kremu. Ciasto wstaw do lodówki na jakiś czas, by nieco stężało i przegryzło się (pół godzinki powinno wystarczyć, jeśli Ci się spieszy). Krem nie stężeje na kamień, pozostanie raczej miękki i aksamitny. Ciasto krój na nieduże kawałki, by nie onieśmielać innych- to na prawdę mocna rzecz :-) A co jest w nim najfajniejszego? Że z każdym dniem leżakowania w lodówce (pod osłoną folii lub innej przykrywki) jest coraz lepsze i wilgotniejsze.

Enjoy!











poniedziałek, 21 stycznia 2013

Tort z masłem orzechowym i czekoladą

Każdy radzi sobie ze stresem i chandrą na swój własny sposób. Jedni biegają, inni rzucają talerzami, a ja... piekę. Wyjmuję swoje ulubione miarki i szpatułki, sięgam po jedną (a czasem kilka) z moich książek kulinarnych i uciekam w zupełnie inną rzeczywistość. To trochę dziwne, bo pieczenie pomaga mi choć na chwilę oddalić czarne myśli, a jednocześnie skłania do refleksji i nierzadko pozwala poukładać najbardziej skomplikowane puzzle w idealną całość. I nie chodzi tutaj wcale o to, by zjeść to wszystko, co udało mi się przez ostatnie pięć godzin stworzyć (choć prawdą jest, że zjedzenie wielkiego kawałka jeszcze ciepłego ciasta jest w stanie na chwilę ukoić nerwy). Szczerze mówiąc, w takich momentach mogłabym po prostu stać przy kuchennym blacie, nieustannie coś mieszając czy ubijając, a następnie wydawać gotowe produkty nieznajomym przechodniom. Najważniejszy jest dla mnie sam proces tworzenia. I poczucie satysfakcji, jeśli uda mi się wykonać coś, co smakuje innym.

Zazwyczaj jest tak, że świadomie idę do kuchni, by troszkę się rozluźnić. Ale bywają też takie momenty, że robię to bez zastanowienia, tworząc różne dania pod wpływem impulsu. Tak było z tym tortem. Do dzisiaj nie wiem do końca dlaczego, ale dzień nie był wówczas dla mnie łaskawy. Dopadł mnie straszny pesymizm, czułam się paskudnie i niemal automatycznie pognałam do kuchni, by zastanowić się nad tym wszystkim, co mnie otacza. I zamiast jednego deseru postanowiłam zrobić dwa (o tym drugim napiszę wkrótce). A nim się obejrzałam, zamiast zwykłego orzechowego ciasta stał przede mną wysoki, kilkuwarstwowy tort o jasnobrązowej barwie.

Zaczęło się od tego, że już dłuższy czas "chodziło za mną" ciasto z "Joy the Baker Cookbook" z masłem orzechowym w roli głównej. Dzięki uprzejmości moich kochanych Rodziców mam niezły zapas tego cudownego kremu, który jeszcze nigdy nie dotrwał w tak dużej ilości, bym mogła upiec wspomniany torcik. Jednak staram się ostatnio ćwiczyć swoją silną wolę i z wielkim trudem powstrzymuję się przed wyjadaniem masełka łyżeczką wprost ze słoiczka. Tak więc tego feralnego dnia uznałam, że czas jest właściwy i ciasto fistaszkowe powstanie, czy się to komuś podoba czy nie. Upieczenie blatów nie było trudne, a w otaczającej mnie depresyjnej aurze- wręcz zbyt banalne, by na nim poprzestać. Gdy tylko wpakowałam foremki do piekarnika, zaczęłam zastanawiać się nad tym, czym mogłabym przełożyć placki. Uznałam, że tradycyjny krem maślano-orzechowy nie może być złym pomysłem. W kilka chwil ubiłam masło zwykłe z fistaszkowym oraz cukrem pudrem i odrobinką śmietanki, by otrzymać "lukier" idealny dla każdego miłośnika takich kremowych specjałów. Żeby nie było zbyt monotonnie, postanowiłam też przygotować warstwę czekoladowego ganache dla przełamania smaków. A dla dodatkowego "utrudnienia" każdy blat ciasta przekroiłam jeszcze na pół.

W ten sposób otrzymałam cztery warstwy ciasta orzechowego, z czego (prawie) każda przełożona była kremem orzechowym- nie za słodkim, niezbyt mdłym, o bardzo charakterystycznym aromacie. A czekolada ukazała się nie tylko w postaci truflowego nadzienia w samym środku, ale też jako wiórki zdobiące wierzch tortu. Dla moich kubków smakowych to był strzał w dziesiątkę. I myślę, że każdemu wielbicielowi masła fistaszkowego przypadnie on gustu tak bardzo, jak bardzo posmakował mi.

W sumie dobrze, że czasem dopada mnie zły nastrój- przynajmniej przez kilka następnych dni mogę cieszyć swoje oko i podniebienie takimi specjałami... :)




Tort z masłem orzechowym i czekoladą

ciasto:
(przepis Joy Wilson z książki "Joy the Baker Cookbook")
  • 2 1/4 szklanki (560ml) mąki pszennej,
  • 2 łyżeczki (10ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody oczyszczonej,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) gładkiego masła orzechowego,
  • 6 łyżek (90ml=ok.90g) masła o temp. pokojowej,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 3 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka + 2 łyżki (280ml) maślanki o temp. pokojowej.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 175-180 st.C. Posmaruj masłem i wysyp mąką dwie okrągłe foremki o średnicy ok. 21-23cm (użyłam tej pierwszej).

Do miski przesiej mąkę, proszek, sodę i sól. W osobnej misce utrzyj mikserem masło, masło orzechowe i cukry na gładką, puszystą masę (trwa to ok. 3 minuty). Dodawaj po jednym jajku, za każdym razem dokładnie łącząc ze sobą wszystkie składniki. Następnie wsyp połowę mąki, zamieszaj, dodaj całą maślankę, zamieszaj, a na koniec wsyp resztę mąki i krótko zmiksuj. Tu i ówdzie mogą pozostać nierozmieszane cząsteczki, które po wyłączeniu miksera połącz z resztą masy za pomocą łyżki lub szpatułki. 
Podziel ciasto między dwie foremki (możesz to zrobić na oko, ale ja chcąc utrudnić sobie pracę oraz pragnąc stworzyć idealny torcik, każdą  foremkę zważyłam, by mieć pewność, że w każdej jest równa ilość ciasta. Wreszcie poczułam się, jak Martha Stewart!). Wstaw je do piekarnika na 30-40 minut, sprawdzając po pół godzinie patyczkiem, czy jest już upieczone (moje było gotowe po 30 minutach). Wyjmij z pieca i ostudź.

krem z masła orzechowego:
  • 125g masła o temp. pokojowej,
  • 300g masła orzechowego z kawałkami orzeszków,
  • kilka łyżek śmietanki 30% o temp. pokojowej (ilość zależy od konsystencji masła arachidowego),
  • kilka łyżek cukru pudru (do smaku).
Masło utrzyj z masłem orzechowym na jednolitą, puszystą masę. Dodaj najpierw 2-3 łyżki śmietanki i trochę cukru pudru. Zmiksuj, a następnie spróbuj masy- jeśli jest za mało słodkie, dodaj jeszcze cukru. Gdy osiągniesz zadowalający Twoje kubki smakowe poziom słodyczy, przyjrzyj  się konsystencji kremu. Powinien być gładki i nie za sztywny, by łatwo się rozsmarowywał. Uważaj jednak, by nie przesadzić ze śmietanką, bo krem zacznie spływać. 

ganache:
  • 100g śmietanki 30%,
  • 50g gorzkiej czekolady, połamanej na mniejsze kawałki,
  • 50g mlecznej czekolady, połamanej na mniejsze kawałki.
Śmietankę przelej do garnka i podgrzej. Czekolady umieść w miseczce i zalej wrzącą kremówką. Poczekaj 1-2 minuty, a następnie dokładnie wymieszaj masę i odstaw do ostudzenia.

dekoracja:
  • 50g gorzkiej czekolady startej na tarce o grubych oczkach,
  • orzeszki arachidowe.

Z każdego placka orzechowego odetnij wystające czubki, by wyrównać powierzchnię (pozostałe ciasto możesz zjeść tak po prostu lub zrobić z nich cake pops . Ja wymieszałam okruszki z masłem orzechowym i odrobinką śmietanki- wyszły mi najlepsze ciasteczkowe kulki, jakie do tej pory jadłam!) . Następnie oba blaty przetnij jeszcze na pół tak, by finalnie otrzymać 4 równe spody. Na jednym placku rozmsaruj 1/4 kremu orzechowego, przykryj blatem z ciasta, na nim rozsmaruj ganache, przykryj ciastem, posmaruj 1/4 kremu, połóż ostatni placek. Na nim umieść 1/4 kremu, a pozostałą 1/4 kremu rozsmaruj po bokach tortu. Utartą czekoladę przyklej dłońmi do bocznych ścian ciasta i posyp niewielki margines na wierzchu, następnie ułóż na górze orzeszki.

Ciasto przechowuj w lodówce. Świetnie kroi się zarówno, gdy jest zimny, ale w temperaturze pokojowej równie dobrze zachowuje swój kształt.


                        
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...