Pokazywanie postów oznaczonych etykietą budyń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą budyń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2014

Przekładaniec czekoladowo-orzechowy


Przy pieczeniu ciast bardzo ważna jest dobra organizacja pracy. Dobrze jest przemyśleć cały proces przygotowana deseru, żeby wiedzieć, od którego komponentu zacząć, a który wymaga naszej uwagi w ostatniej chwili. Bez tego można spędzić cały dzień w kuchni, popadając przy tym w depresję i skutecznie obrzydzając sobie jakiekolwiek cukiernicze eksperymenty. Dlatego też lubię pewne elementy deseru przygotować sobie wcześniej, by później móc w spokoju złożyć je w jedną całość, bez większego stresu i zniecierpliwienia. Czasem jest to budyń do tarty ugotowany dzień wcześniej, czasem owoce zamienione w apetyczne nadzienie do pucharków lodowych, innym razem będzie to kruche ciasto przygotowane na zapas i spokojnie czekające na odpowiednią okazję w zamrażarce. Bywa i tak, że kiedy dopada mnie wena piekę blaty ciasta- waniliowego czy czekoladowego- i zamiast wykorzystywać od razu, szczelnie owijam je folią spożywczą i chowam w czeluściach tej mroźnej szafy. Dzięki temu mogę w bardzo krótkim czasie stworzyć rozmaite torty i im podobne frykasy.

Tak było właśnie z tym przekładańcem. Miałam ochotę na mocno czekoladowy deser z dużą ilością kremu. Przypomniało mi się, że w zamrażarce spokojnie wyleguje się spory kawał mojego ulubionego ciasta, pozostało więc zająć się nadzieniem. Ugotowałam prosty budyń czekoladowy, po wystudzeniu utarłam go z margaryną i efekt nie był zbyt zachwycający. Po chwili zastanowienia dodałam do masy sporą ilość masła orzechowego i... petarda! (jakby to uczestnicy Top Chefa powiedzieli). Smak- jak dla mnie- fenomenalny. Czekoladowy z aromatem i kawałeczkami orzeszków tu i ówdzie. Gęsty i nieco ciężki od budyniu, ale nie zapychający, jak zwykły krem maślany. Zaspokoiłam swoje pragnienie kremowego deseru i już żałuję, że został mi w lodówce tylko jeden kawałek... :)


Przekładaniec czekoladowo-orzechowy
przepis na dużą blachę

  ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie odetnij z każdego brzegu 1cm margines (możesz go zjeść albo wymieszać z odrobiną kremu, by przygotować cake popsy. Jeśli zaś zastąpisz krem dżemem i dorzucisz bakalie oraz pokruszone herbatniki, otrzymasz bajaderkę). Poziomo przetnij ciasto na pół i odłóż, by przygotować krem.

krem:
  • 500ml mleka (użyłam sojowego naturalnego),
  • 1/4 szklanki (4 łyżki = 60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 3 łyżki (45ml) cukru,
  • 100g gorzkiej czekolady,
  • 200g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (możesz zastąpić masłem, jeśli jesz nabiał),
  • 1 szklanka (250ml) masła orzechowego z kawałkami orzechów,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru.
Około 3/4 podanej ilości mleka wlej do garnuszka i podgrzewaj na średnim ogniu. Pozostały płyn wymieszaj dokładnie ze skrobią i cukrem. Kiedy mleko w garnku zagotuje, ciągle mieszając trzepaczką, wlej roztwór ze skrobią. Gdy masa ponownie zawrze, gotuj ją przez kolejne 1-2 minuty, następnie zdejmij z palnika i wsyp połamaną na kawałeczki czekoladę. Dokładnie wymieszaj i odstaw do całkowitego ostudzenia, od czasu do czasu mieszając (nie wstawiaj budyniu do lodówki! Ma pozostać w temperaturze pokojowej, inaczej margaryna zetnie się w grudkowatą masę). 
W misce utrzyj mikserem margarynę z masłem orzechowym na puszystą masę. Następnie dodawaj do masy po łyżce budyniu, cały czas miksując. Na koniec dodaj cukier puder, miksuj jeszcze chwilę, aż składniki dobrze się połączą.

Na jednym blacie ciasta rozsmaruj 1/3 kremu, przykryj drugim plackiem. Na nim ułóż kolejną porcję (1/3) masy. Resztę kremu rozsmaruj po bokach. Jeśli zostanie Ci trochę tej pysznej czekoladowo-orzechowej masy, możesz wykonać dekoracje przy pomocy rękawa cukierniczego lub po prostu odłożyć do pojemniczka i używać, jak Nutelli. Przygotowane ciasto wstaw na ok. 1 godzinę do lodówki, by stężało, a smaki połączyły się. Potem pokrój ciacho na porcje i rozkoszuj się jego smakiem.

Enjoy!




poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Słonecznikowiec


Mieszkam na Śląsku i mamy tutaj kilka zwyczajów, których próżno szukać w innych regionach Polski. Jednym z nich jest dziubanie słonecznika. Tak kilkuletnie bajtle, jak i leciwi obywatele- wszyscy namiętnie wyskubują zębami ziarenka słonecznika z łupinek obsypanych delikatnie solą. I nie jest to wyłącznie akt jedzenia, to przede wszystkim spoiwo wszelkich spotkań towarzyskich. Siemki najlepiej smakują podczas oglądania meczów na żywo, spotkań przy piwie w parku letnią porą, a nie najgorzej wypadają też podczas samotnych seansów przed telewizorem.

Przez większość swojego niedługiego życia sądziłam, że słonecznik jada się wyłącznie w ten sposób i to na całym świecie. Przecież we wszystkich sklepach, jakie znałam i odwiedzałam był zawsze dostępny (i to w dwóch wersjach: białej i czarnej) i tani. Te smakowite ziarenka sprzedawane bez łupinek wydawały mi się całkowicie absurdalnym pomysłem, na który pokusić mógł się jedynie ktoś bez zębów. Dopiero kiedy podrosłam odrobinkę i poznałam kilka miejsc oddalonych od Śląska, okazało się, że znalezienie siemków nie jest wcale takie łatwe, jak mi się wydawało. Za to łuskane ziarno słonecznika używa się w kuchni tak, jak pestek dyni czy orzechów. Dlatego pomysł na ciasto z jego dodatkiem natychmiast wywołał u mnie lawinę dobrych myśli i entuzjazmu.

Przeszukałam internet i znalazłam kilka wersji słonecznikowca, które nieznacznie różniły się od siebie. Większość z nich wspominała o karmelu (lub kajmaku) i czekoladzie. Postanowiłam więc pobawić się tym połączeniem i stworzyć własną wersję słonecznikowego przekładańca. Upiekłam jedno ze swoich ulubionych ciast czekoladowych, ugotowałam karmelowy budyń, uprażyłam też głównego bohatera tego deseru w karmelowej masie. Po złożeniu całość wyglądała zachęcająco, a smakowała... pysznie! Wszystkie aromaty bardzo ładnie komponowały się ze sobą, a chrupiący słonecznik nadawał ciastu ciekawego charakteru. Chciało się go jeść więcej i więcej! Ciacho cieszyło się sporym powodzeniem, nawet wśród tych, którzy nie przepadają za kremowymi deserami. A co najciekawsze- było wegańskie :)


Słonecznikowiec


ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego*,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody*,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

* Jeśli nie masz lub nie chcesz stosować siemienia lnianego, zastąp go 2 jajkami. Nie dodawaj też podanej w przepisie gorącej wody.

karmelizowany słonecznik:
  • 150g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej),
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) mleka (użyłam sojowego),
  • 400g łuskanego słonecznika.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Płaską, dużą blachę wyłóż papierem do pieczenia.

W garnku umieść margarynę, cukier i mleko. Całość rozpuść i zagotuj. Następnie wsyp do tej mieszanki słonecznik i wymieszaj tak, by wszystkie ziarenka dokładnie pokryły się słodkim syropem. Masę przełóż na blachę i piecz tak długo, aż słonecznik zarumieni się. Pamiętaj, by co kilka minut mieszać ziarenka, by mogły upiec się równomiernie i nie przypaliły. Wyjmij z pieca i ostudź. 

krem karmelowy:
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 2 łyżeczki (10ml) soku z cytryny lub octu jabłkowego,
  • 500ml mleka (użyłam sojowego),
  • 4 łyżki (60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 200g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej).
Do średniej wielkości garnka o grubym dnie wsyp cukier, dodaj sok z cytryny lub ocet i tyle wody, by cukier był jedynie lekko zwilżony. Podgrzewaj na średnim ogniu, aż cukier rozpuści się, zagotuje, a następnie zacznie zmieniać kolor. Kiedy osiągnie bursztynową barwę, zdejmij garnek z palnika i wlej ok. 400ml mleka (zrób to ostrożnie! Cukier jest bardzo gorący i po wlaniu mleka zacznie mocno parować i bulgotać. Odsuń lepiej głowę znad garnka, by się nie poparzyć i mieszaj trzepaczką z bezpiecznej odległości.). Garnek wstaw ponownie na palnik, mieszaj aż karmel całkowicie się rozpuści, a następnie zagotuj masę. Pozostałe 100ml mleka wymieszaj ze skrobią i wlej do garnka, cały czas mieszając trzepaczką. Ponownie zagotuj budyń i po 2-3 minutach zdejmij z palnika. Wylej do miseczki lub pojemniczka, przykryj folią i ostudź kompletnie.

Margarynę utrzyj mikserem na puszysty krem. Następnie stopniowo, łyżka po łyżce, dodawaj wystudzony budyń. Z przygotowanego wcześniej karmelizowanego słonecznika odłóż 2-3 garście, a resztę wsyp do kremu i dokładnie wymieszaj.

Z upieczonego ciasta odetnij z każdej strony 1cm brzeg. Ciasto przetnij poziomo na pół. Jedną część posmaruj 2/3 przygotowanego kremu, przykryj drugim plackiem, a ten pozostałym kremem. Wierzch posyp odłożonym wcześniej karmelizowanym słonecznikiem. Wstaw do lodówki, by krem nieco stężał i zestalił się z ciastem, a smaki w tym czasie przegryzą się.

Ciasto smakuje świetnie zarówno zimne, prosto z lodówki, jak i w temperaturze pokojowej. Bo ono generalnie jest wspaniałe :)

Enjoy!





poniedziałek, 10 marca 2014

Deser bananowo-brzoskwiniowy


Wiosna już czai się za rogiem, słońce grzeje coraz mocniej i częściej, wywołując uśmiechy na twarzach. Chciałoby się w końcu spróbować rodzimych soczystych, słodkich owoców, dających orzeźwienie w ciepły dzień. Ale póki co musimy jeszcze troszkę poczekać, by móc rozkoszować się tymi przyjemnościami. Dlatego też postanowiłam przygotować deser z tego, co jest na razie dostępne. Egzotyczne i aromatyczne banany połączone z brzoskwiniami utworzyły zadziwiająco dobry duet smaków. Wzmocniłam go dodatkowo aksamitnym budyniem waniliowym, chrupiącą kruszonką i kleksem puszystej bitej śmietany. Całość wypadła na prawdę apetycznie i lekko. W sam raz na ten czas :)


 Deser bananowo-brzoskwiniowy
z budyniem, kruszonką i bitą śmietanką


budyń:
  • 2 szklanki (500ml) mleka,
  • 3 żółtka,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 3 łyżki (45ml) skrobii kukurydzianej,
  • 1 łyżka (ok. 15g) zimnego masła.
Mleko wlej do garnka o grubym dnie i zagotuj. W misce wymieszaj dokładnie trzepaczką żółtka z cukrem i skrobią. Kiedy mleko zacznie wrzeć, zdejmij je z palnika i powolutku wlewaj je do miski z żółtkami, cały czas mieszając. Gdy wszystkie składniki połączą się, przelej masę ponownie do garnka i na średniej mocy palnika podgrzewaj całość (nie zapominaj o mieszaniu!). W momencie, gdy budyń zgęstnieje i zaczną pojawiać się pierwsze bąbelki, wyłącz palnik i natychmiast dodaj zimne masło. Wymieszaj całość i od razu przelej masę do miseczki lub pojemniczka. Przykryj folią spożywczą tak, by dotykała bezpośrednio powierzchni budyniu. Odstaw do całkowitego wystudzenia.

kruszonka:
  • 2/3 szklanki (180ml) mąki pszennej,
  • 1/3 szklanki (90ml) płatków migdałowych,
  • 3 łyżki (45ml) cukru
  • 60g zimnego masła.
Rozgrzej piekarnik do temp. 180 st.C. Blachę wyłóż papierem do pieczenia.

Połącz wszystkie suche składniki z miseczce. Dodaj masło i opuszkami palców wgnieć je w tłuszcz, tworząc mniejsze i większe grudki. Wysyp równą warstwą na przygotowaną blachę i piecz ok. 10-15 minut, aż kruszonka będzie rumiana i dobrze upieczona (w połowie pieczenia przemieszaj kruoszonkę, żeby upiekła się równomiernie). Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie.

dodatkowo:
  • ok. 3-4 połówki brzoskwiń z kompotu lub syropu,
  • 1 duży lub 2 mniejsze dojrzałe banany,
  • ok. 200ml śmietanki 30%, schłodzonej,
  • 1 łyżka (15ml) cukru pudru.
Brzoskwinie i banany pokrój w podobnej wielkości kostkę.
Śmietankę ubij z cukrem pudrem na sztywno.
W szklaneczkach lub pucharkach układaj warstwami: kruszonkę, następnie budyń, owoce i tak dalej. Wierz przykryj czapą bitej śmietany i posyp kruszonką.

Najlepiej podawać od razu, ale jeśli deser ma troszkę poczekać, to wstaw go do lodówki. Pamiętaj jednak, że kruszonka może wtedy nieco rozmoczyć się. Jeśli więc chcesz zrobić deser wcześniej, to przygotuj wszystkie jego elementy (poza śmietanką, oczywiście- ją musisz ubić w ostatniej chwili), zapakuj w szczelne pojemniczki i wstaw do lodówki. A dopiero przed podaniem go, ułóż wszystkie warstwy deseru w całość.

Enjoy! 









Lekkie desery bez piekarnika

poniedziałek, 4 listopada 2013

Napoleonki



Babcia Kazia miała w swoim repertuarze kilka deserów nie do pobicia, za którymi wprost przepadaliśmy. To właśnie z Nią kojarzą mi się faworki, pączki angielskie czy napoleonki. I chociaż zrobiłam w swoim życiu setki ciast i ciasteczek, nawet tych bardziej skomplikowanych i pracochłonnych, tak z przygotowywania tych trzech migam się jak mogę. To nie jest tak, że mi nie smakują- wręcz przeciwnie! Ale prawda jest taka, że z legendą ciężko jest się zmierzyć.

Co roku, w dniu Wszystkich Świętych, na babcinym stole czekały na nas napoleonki. Chciałam kontynuować tradycję, więc dwa lata temu odważyłam się przygotować je sama. Jednak nie wyszły mi takie, jak te spod ręki Babci i od razu zniechęciłam się do dalszych prób. Nie chciałam ponownie przeżywać takiej porażki, a z poradą też nie mogłam się już zwrócić do mojego guru. Dopiero teraz udało mi się przełamać lęk, zaparłam się i na szczęście ta wersja okazała się według mnie trafiona.

Trochę ten babciny przepis musiałam po swojemu pozmieniać. Zamiast margaryny użyłam masła, co na początku wydawało mi się błędem, gdy skosztowałam samego ciasta. Było bardzo, bardzo maślane i bałam się, że przytłumi aromat kremu. Ale tak się na szczęście nie stało, a wszystkie smaki doskonale się uzupełniały. Jeśli chodzi o krem- tutaj zaszalałam z dodatkiem wanilii, zaś skrobię ziemniaczaną zastąpiłam kukurydzianą, by uzyskać gładki bodyń, o zwartej i przyjemnie rozpływającej się w ustach konsystencji. Nie do końca jestem może usatysfakcjonowana fakturą ciasta, bo spodziewałam się wielu listków, które częściowo przyklejają się do budyniu i nie chcą się od niego odczepić. Ale przyznam, że nie pamiętam, jak wyglądało to, które robiła Babcia, a listkowanie jakie znam z cukierni wynika zapewne z użycia ciasta francuskiego (co nie byłoby już takie wspaniałe, o ile nie użyje się ciasta własnej roboty). Mimo wszystko, jestem z siebie i tych napoleonek bardzo zadowolona. Domyślam się, że Babcia Kazia pilnowała mnie z góry i dopingowała. Teraz nie straszne mi nawet faworki i pączki angielskie! :)


Napoleonki
przepis na ok. 12 solidnych porcji

ciasto:

  • 1 1/2 szklanki (375ml) mąki pszennej,
  • szczypta soli,
  • 250g zimnego masła,
  • 3 łyżki (45ml) kwaśnej śmietany 12% lub 18%,
  • 1 żółtko.
Mąkę przesiej z solą do miski. Dodaj masło pokrojone na mniejsze kawałeczki i opuszkami palców, delikatnie, lecz stanowczo wgnieć tłuszcz w mąkę. Kiedy zacznie przypominać kruszonkę, dodaj śmietanę z żółtkiem i szybko zagnieć ciasto. Podziel na dwie części, każdą zawiń w folię spożywczą i wstaw do lodówki na co najmniej godzinę. 

Dwie duże blachy (ja użyłam takich z niskimi brzegami do pieczenia np. ciasteczek, które mieszą się na całą szerokość piekarnika) wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nastaw na 200 st.C.

Każdy placek ciasta  rozwałkuj na grubość ok. 5-7mm. Nakłuj całą powierzchnię widelcem, przełóż na blachy i wstaw do piekarnika na ok. 15-20 minut, aż placki zarumienią się solidnie. Wyjmij i ostudź.

Teraz popatrz na swoje blaty ciasta i postaraj się znaleźć  pojemnik lub foremkę o podobnych wymiarach. Jeśli znajdziesz naczynie nieco mniejsze, możesz spróbować delikatnie przyciąć ciasto, ale pamiętaj, że może się pokruszyć (jest bardzo delikatne). Ja użyłam dużego pojemnika do przechowywania żywności, ale musiałam nieco przyciąć boki. To, co odcięłam, zjadłam- należało mi się za ciężką pracę. Wracjąc do meritum- jeden blat ciasta ułóż na dnie naczynia i przygotuj krem.

krem:
  • 1 litr mleka,
  • 4 żółtka o temp. pokojowej,
  • 2 jajka o temp. pokojowej,
  • 1 laska wanilii,
  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 1/3 szklanki (80ml) mąki pszennej,
  • 1/3 szklanki (80ml) skrobi kukurydzianej,
  • 3 łyżki (ok.50g) zimnego masła.
Do szerokiego garnka o grubym dnie wlej mleko i podgrzewaj na średnim ogniu.
W misce rozmieszaj żótka z jajkami. Wanilię przetnij na pół, wyskrob z niej dokładnie ziarenka i przełóż do jajek. Strączek z wanilii włóż go garnka z mlekiem, by oddał swój aromat podczas ogrzewania. Do miski z jajkami wsyp cukier, mąkę i skrobię, wymieszaj dobrze przy pomocy trzepaczki. Kiedy mleko zagotuje się, zacznij powoli wlewać je do kogla-mogla, stale mieszając. Gdy całe mleko połączy się z resztą składników, przelej całość ponownie do garnka. Podgrzewaj na średnim ogniu, cału czas mieszając (!) trzepaczką, aż masa zgęstnieje i pojawią się pierwsze pęcherzyki powietrza (innymi słowy- zacznie się gotować). Zdejmij garnek z ognia i nie przestając mieszać, dodaj od razu zimne masło. Połącz składniki i szybko przelej budyń na przygotowany placek. Przykryj drugim blatem, lekko dociśnij i zostaw do ostudzenia. Przykryj pokrywką lub folią spożywczą i wstaw do lodówki na noc- dzięki temu ciasto zmięknie i pozowoli się pokroić. Następnie (jeszcze w pojemniku) pokrój ciasto ostrym ząbkowanym nożem na porcje. Wyjmij z pojemniczka, posyp cukrem pudrem i zajadaj, pękając z dumy, że udało Ci się wykonać coś tak wspaniałego.

Enjoy!





czwartek, 9 maja 2013

Tarta budyniowa z brzoskwiniami



Dzieło przypadku, chociaż ja jestem zwolenniczką teorii, że jednak niezły wynik mojej inwencji twórczej ;)

Tak na prawdę nie miałam konkretnego planu, co upiec na niedzielę. Wiedziałam na pewno, że będziemy próbować urodzinowych babeczek , które zapowiadały się słodko, więc szukałam czegoś lżejszego. Myślałam o jakiejś szarlotce albo innym cieście z owocami, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. W południe Tata rzucił hasło "brzoskwinie", a wieczorem tarta chłodziła się już w lodówce. Następnego dnia zwieńczyłam dzieło bitą śmiatną i prażonymi płatkami migdałowymi. Bez szperania w książkach i internecie, poleciałam na żywioł i wyszło całkiem nieźle.

Tarta była bardzo lekka w smaku i dość wiosenna/letnia. Mało słodka, kremowa od budyniu, puszysta od śmietany, orzeźwiająca od owoców i delikatnie chrupiąca od migdałów. Ładnie się kroi (co też widać na zdjęciu), nie rozpada, nie kruszy i pozostaje w takiej właśnie formie nawet przez kilka dobrych godzin poza chłodem lodówki. Smakowała! :)


Tarta budyniowa z brzoskwiniami

ciasto:

  • 75g miękkiego masła,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru pudru,
  • 1 jajko o temp. pokojowej,
  • 2 łyżki (30ml) mleka o temp. pokojowej,
  • 1 szklanka (250ml) mąki pszennej tortowej,
  • szczypta soli.
Masło utrzyj z cukrem pudrem na jasną i puszystą masę. Dodaj jajko i mleko, dokładnie zmiksuj. Wsyp mąkę z solą i zamieszaj krótko mikserem, by składniki połączyły się ze sobą. Ciasto zawiń w folię spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 2 godziny.

Przygotuj okrągłą formę do tarty o średnicy mniej więcej 23-24cm. Oprósz ją delikatnie mąką.

Wyjmij ciasto z lodówki i rozwałkuj na lekko posypanym mąką (nie tortową, może być zwykła typ 500 lub 550) blacie na grubość ok. 5mm. Ciasto przełóż do foremki, dociśnij do brzegów i dna, a nadmiar odetnij nożem. Spód ciasta nakłuj widelcem. Foremkę wstaw do lodówki na 20 minut. W tym czasie rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C.

Foremkę wyjmij z lodówki i włóż do piekarnika na ok. 20-25 minut, aż ciasto upiecze się i zarumieni. Wyjmij z pieca i ostudź kompletnie.

budyń:

  • 2 szklanki (500ml) mleka,
  • 3 żółtka o temp. pokojowej,
  • 1/4 szklanki (60ml) skrobi kukurydzianej,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1 łyżka (30ml) zimnego masła,
  • 3 średniej wielkości brzoskwinie z kompotu, pokrojone w kostkę.
Do garnka wlej mleko i zagotuj. W misce wymieszaj trzepaczką żółtka, skrobię i cukier. Kiedy mleko zawrze powoli i stopniowo zacznij je wlewać do kogla mogla, stale mieszając. Następnie przelej mieszaninę ponownie do garnka i gotuj na średnim ogniu, nie przerywając mieszania, aż zgęstniej i pojawią się pierwsze bąbelki. Zdejmij garnek z palnika i od razu dodaj zimne  masło, dobrze zamieszaj i przelej gorący budyń do miski lub pojemniczka. Przykryj folią spożywczą tak, by dotykała bezpośrednio powierzchni kremu. Ostudź kompletnie, a następnie wmieszaj pokrojone brzoskwinie. Budyń wyłóż na ostudzony spód z kruchego ciasta, przykryj i wstaw do lodówki (najlepiej jest zrobić to dzień wcześniej, aby ciasto nieco zmiękło od kremu, a smaki przeniknęły się).

na wierzch:

  • 1 szklanka (250ml) śmietanki 36%, schłodzonej,
  • 2 łyżki (30ml) cukru pudru,
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki do kawy w proszku*,
  • uprażone na suchej patelni płatki migdałów.
Zimną śmietankę ubij z cukrem pudrem za pomocą miksera na "prawie sztywno" (czyli tak, jakby odrobinkę mniej niż Twoja idealnie ubita śmietana, którą masz ochotę wyjadać wprost z miski). Dodaj śmietankę w proszku i ubij na sztywno. Rozsmaruj śmietankę na budyniu, posyp płatkami migdałów i... podaj!


* Śmietanka w proszku lub drobno mielone mleko w proszku działa, jak dostępne w sklepach "fixy". Dzięki nim bita śmietana zachowuje swój kształt i nie podchodzi wodą zbyt szybko. Tak przygotowana śmietanka powinna zachować swoją formę przez co najmniej 24h, ale w praktyce często okazuje się, że dłużej. Ta akurat tarta stała na stole, w temperaturze pokojowej kilka godzin i mimo tego miała świetną konsystencję. Po włożeniu do lodówki, na drugi dzień wyglądała tak samo.






poniedziałek, 17 grudnia 2012

Goey chocolate stack- bardzo czekoladowy tort bezowy

Zacznijmy od tego, że w tym miejscu miał widnieć zupełnie inny przepis. Zgodnie z życzeniem Igora i Żakliny miało być dużo bitej śmietany i banany. Ale oczywiście jak na złość w tym dniu lodówka zrobiła sobie wolne- coś tam postukało, postrzelało i chłodzić przestało. I jak w takich warunkach ubić kremówkę? Tak więc cały plan upieczenia cudnej tarty czekoladowej z bananami i śmietaną padł zanim jeszcze zdążyłam wyciągnąć miski i miarki z szafki. Podczas niemałej debaty został wybrany przepis awaryjny- taki, który wcześniejszego chłodzenia nie wymagał.

Żaklina wybrała bezowy torcik z przepisu Nigelli. Słodki i bardzo czekoladowy. Smaczny :) Kruche, delikatne blaty bezowe same w sobie powalające słodyczą zostały dla równowagi przełożone budyniem z gorzkiej czekolady. Ale nie byle jakim. Nie takim z torebki, co przypomina (za przeproszeniem) glut. To taki budyń, co nazywa się go kremem cukierniczym i przygotowuje z mleka, śmietanki, żółtek i czekolady. W smaku cudny, aksamitny i... "bogaty". Można się o niego śmiało pobić. Albo nawet nie zaprzątać sobie głowy bezą i podać go w pięknych salaterkach, udekorowanego kleksem ubitej śmietanki (pod warunkiem, że lodówka chłodzi) i posiekanymi orzechami lub płatkami czekolady. Ach...



Goey chocolate stack
przepis Nigelli Lawson z książki "how to be a domestic goddess"


blaty bezowe:
  • 6 białek o temp. pokojowej,
  • szczypta soli,
  • 300g cukru,
  • 3 łyżki (45ml) kakao,
  • 1 łyżeczka (5ml) łagodnego octu (winnego lub jabłkowego).
Rozgrzej piekarnik do temperatury 140 st.C. Trzy blachy wyłóż papierem do pieczenia i na każdej z nich narysuj okrąg o średnicy 20cm (powiem z własnego doświadczenia- nie warto starać się "upchać" dwóch blatów na jednej blaszce. Rozpływają się i przez to mogą się kleić, co później bardzo ciężko "oddzielić").
Białka ubij mikserem na sztywno, a następnie- nadal ubijając- zacznij dodawać po jednej łyżce cukru i miksuj aż całkowicie się rozpuści. Wsyp kakao, wlej ocet i delikatnie wmieszaj do masy. Podziel bemiędzy trzy blachy, tworząc ładne krążki. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 1 godzinę. Wyłącz piecyk, uchyl drzwiczki i pozostaw w nim blaty do wystudzenia.

czekoladowy krem cukierniczy:
  • 6 żółtek o temp. pokojowej,
  • 100g cukru,
  • 2 łyżki (30ml) kakao,
  • 2 łyżki (30ml) mąki pszennej,
  • 300ml mleka,
  • 300ml śmietanki kremówki,
  • 100g "najlepszej gorzkiej czekolady" (dokładnie tak ujęła to Nigella), posiekanej.
Do garnka wlej mleko ze śmietanką i podgrzej do wrzenia. W misce utrzyj trzepaczką żółtka z cukrem, kakao i mąką. Do masy jajecznej stopniowo wlewaj mleko, stale mieszając, a następnie przelej mieszaninę ponownie do garnka. Podgrzewaj na małym ogniu, ciągle mieszając, aż masa zgęstnieje do konsystencji budyniu. Natychmiast zdejmij z palnika, wsyp czekoladę, wymieszaj i przelej do pojemniczka. Przykryj pokrywką lub folią (tak, by dotykała bezpośrednio powierzchni kremu) i odstaw do wystudzenia, ale nie wstawiaj do lodówki.

Ostudzone blaty bezowe przełóż kremem i udekoruj posiekanymi pistacjami- ja ich nie miałam, więc użyłam złotych kuleczek ;)



               

czwartek, 14 czerwca 2012

Budyń jaglany z karobem


Zdrowy i szybki w przygotowaniu deser (chociaż na śniadanie też by się nadał). Karob nadaje mu słodyczy i czekoladowego aromatu, dzięki czemu nie trzeba go dosładzać. Swój budyń ugotowałam na mleku sojowym, ale równie dobrze można to zrobić przy użyciu jakiegokolwiek mleka (roślinnego lub nie). Informacja dla nieprzekonanych do kaszy jaglanej- jest niewyczuwalna w tym budyniu. Pyszotka! ;)


Budyń jaglany z karobem
składniki na 1 porcję
  • 250-300ml ulubionego mleka,
  • 2 łyżki suchej kaszy jaglanej,
  • 2 łyżeczki karobu,
  • ew. cukier lub inny słodzik.
Kaszę wsyp do garnuszka i podgrzewaj na małym ogniu (potrząsając i kołysząc naczyniem od czasu do czasu), aż zacznie ładnie pachnieć i stanie się jaśniejsza. Przełóż ją na sitko, opłukaj pod bieżącą wodą i przełóż do blendera. Dolej do niej małą ilość (ok. 50ml) mleka i zmiksuj na gładką masę, o jak najmniejszych drobinkach kaszy. Stopniowo dolej resztę płynu. Dodaj karob i dokładnie zmiksuj. Przelej masę do rondelka i podgrzewaj na małym lub średnim ogniu, stale mieszając, aż masa zgęstnieje i zacznie bulgotać. Przelej do kubeczka lub salaterki.

* Nigdy nie próbowałam tej metody, ale jeśli blender nie daje rady dokładnie zmielić ziarenek kaszy,  można by użyć mąki jaglanej (drobno zmielonej kaszy w młynku)- dodać ją do mleka, wymieszać z karobem i podgrzewać, aż zgęstnieje.

      


A jutro zapraszam na Trifle jabłkowy z bourbonem! :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...