Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2014

Czasem trzeba odpocząć...



Nie sądziłam, że ta chwila kiedykolwiek nastąpi. Przecież kocham to, co tutaj robię, kocham tworzyć słodkości i uwielbiam dzielić się nimi ze światem. Ale coś ostatnio pękło i okazuje się, że bardzo jej potrzebuję. Przerwy.

Pewnie wiele by się nie zmieniło i nie zaczęłabym rozmyślać tak bardzo o istocie tego bloga, gdyby nie ostatnia rocznica. Kilka dni temu Maple Pie obchodziło swoje drugie urodziny i już sam fakt, że nie stworzyłam na ten temat poematu, a już tym bardziej, że nie upiekłam jakiegoś epickiego tortu z tej okazji, dał mi dużo do myślenia. I kiedy tak analizowałam swój brak entuzjazmu, doszłam do wniosku, że coś się we mnie chyba wypaliło. Pamiętam przecież z jakim namaszczeniem spisywałam większość przepisów, z jakim zapałem starałam się rozwijać swoje umiejętności, by móc zaprezentować Wam swoje kulinarne eksperymenty. I jak wielką radość sprawiała mi możliwość dzielenia się swoją wiedzą lub hipotezami na temat wypieków. A tymczasem od jakiegoś czasu nie ma we mnie tej pasji pisania, jest za to rutyna. Czyli to, przed czym tak bardzo się broniłam i sądziłam, że nigdy mnie nie dopadnie.

Tak więc przerwa w blogowaniu jest mi bardzo potrzebna. Nie przestanę jednak piec! Aż tak źle ze mną nie jest :) Bo tworzenie deserów nadal sprawia mi masę frajdy i pozwala dać upust mojej wyobraźni. Mam nadzieję, że prędko tutaj wrócę, z głową pełną pomysłów i zeszytem po brzegi zabazgranym przepisami. Może jak poukładam sobie pewne życiowe sprawy, to i wena wróci. Oby!

Do zobaczenia!

P.S. Prawie roczna Zuzia też chce Wam powiedzieć "na razie, ludziska!" :)




środa, 9 października 2013

Tarta z mascarpone i mango



Było tak: Tata kupił książkę, mango i serek mascarpone.
Przesłanie proste: upiec tartę korzystając ze wszystkich wymienionych wyżej komponentów.
I tak też uczyniłam. Ciacho wyszło całkiem niezłe, nie można narzekać, ale szału też nie stwierdzono. No cóż, czasem tak bywa... Tylko co zrobić, jeśli z całego tego zamieszania zostało całkiem sporo mascarpone i jeszcze jeden dojrzały, soczysty, zupełnie nietknięty owoc mango? Odpowiedź jest banalnie prosta- TARTĘ! Już sama nie wiem, którą z kolei w tym miesiącu... Ale tarty są super i każdy, kto kiedykolwiek spróbował dobrego egzemplarza tego kulinarnego cudu zgodzi się ze mną całkowicie.

Przygotowałam więc spód z pokruszonych ciasteczek i masła, co samo w sobie zwiastuje coś niezłego. Potem pokombinowałam z wypełnieniem bazując na jednym sprawdzonym przepisie, dostosowując go do tego, co było w lodówce i co szeptała mi do ucha intuicja. Na wierzchu znalazł się król wszystkich owoców egzotycznych, jakie do tej pory udało mi skosztować- wspaniały mus z mango, podkręcony delikatnie cytryną i szczyptą cukru. Pozostało jedynie wspakować wszystko do pieca i prosić siły wyższe, by efekt końcowy okazał się zjadliwy. I udało się! Tarta wyszła na prawdę dobra, bardzo delikatna i aksamitna. Rodzice nie mogli się nachwalić podczas, gdy ja szybowałam w chmurach z nadmiaru tych komplementów :)


Tarta z mascarpone i mango

spód:

  • 1 1/4 szklanki (310ml) drobniutko pokruszonych ciasteczek owsianych lub innych zbożowych,
  • 75g roztopionego masła.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C.

Ciasteczkowe okruszki wymieszaj dokładnie z roztopionym masłem. Masą wylep dno i boki okrągłej formy do tart (najlepiej z wyjmowanym dnem) o średnicy ok. 24cm.

Wstaw do piekarnika na 10-15 minut, aż wierzch zmatowieje i "zleje się", połączy wszystkie okruchy ze sobą, a boki delikatnie zarumienią. Wyjmij z pieca i przestudź w czasie, gdy będziesz przygotowywać nadzienie.

nadzienie serowe:
  • 250g (1 małe opakowanie) serka mascarpone,
  • 1/3 szklanki (80ml) mleka skondensowanego słodzonego,
  • 1/3 szklanki (80ml) cukru,
  • 2 1/2 łyżki (37,5ml) mąki pszennej,
  • 1 jajko o temp. pokojowej.
Wszystkie składniki wymieszaj dokładnie ze sobą przy pomocy trzepaczki. Odstaw mieszaninę na chwilkę, żeby przygotować mus owocowy.

mus z mango:
  • 1/2 szklanki (125ml) puree z mango (miękki i dojrzały owoc należy zmiksować na gładko blenderem, można też przetrzeć całość przez sitko, aby pozbyć się twardszych włókien),
  • 3 łyżki (45ml) cukru (jeśli owoc jest bardzo słodki można użyć mniej),
  • sok z 1/2 cytryny,
  • 1 żółtko o temp. pokojowej.
Wszystkie składniki wymieszaj ze sobą dokładnie.

Na podpieczony spód wylej nadzienie serowe. Łyżką nakładaj na nim kleksy musu owocowego. Wykałaczką lub końcem noża zrób kilka zkrętasów, aby z dwóch mas utworzył się marmurkowy wzorek. Foremkę wstaw do piekarnika na ok. 25-30 minut- nadzienie zarumieni się i przy dotknięciu serowego nadzienia wyczujesz, że jest już upieczone. Wyjmij z pieca i ostudź, a nastęnie wstaw na noc do lodówki.

Tarta smakuje wyśmienicie zarówno schłodzona, jak i w temperaturze pokojowej. Uwaga! Znika z talerzy z prędkością światła.

Enjoy!





P.S. Pamiętacie jeszcze Zuzię? (TUTAJ możecie zobaczyć, jak wyglądała kilka tygodni temu).

Nasz psinka rośnie z zastraszającym tempie. Ma już nieco ponad 4 miesiące, powoli wypadają jej zębole (dzięki czemu jej wyjątkowy charakterek jeszcze mocniej daje nam się we znaki) i obrasta w sierść jak szalona. Coraz mniej boi się świata, ludzie nie są dla Niej już takimi strasznymi potworami, a nawet inne pieski wydają się być całkiem dobrymi kompanami do zabawy. Ponad to wiemy na pewno, że trafiła nam się zdolna i bystra bestia, co jednocześnie jest wspaniałe i przerażające, bo Zuzia doskonale potrafi tym manipulować na swoją korzyść. Jest też upartą indywidualistką, którą trzeba trzymać krótko, żeby dobrze żyło się Nam i Jej. Na pewno jest jeszcze przed nami sporo pracy, wiele rzeczy musimy się wspólnie nauczyć. Ale mimo wszystko, nie da się tej Łajzy nie kochać. Uwierzcie mi, nawet najwięksi twardziele-hokeiści tracą dla Niej zdrowy rozsądek i miękną im serca pod wpływem tych pięknych oczu ;)






 

wtorek, 27 sierpnia 2013

O Zuzi słów kilka...



Dzisiaj mija 5 lat mojego wegetarianizmu :)
A skoro mój telefon padł i nie podniesie się jeszcze przez co najmniej tydzień, nie mogę robić nim fotek jedzenia. Tak więc zamiast przepisu chciałam Wam dzisiaj pokazać troszkę innych słodkości.



Przedstawiam Wam Zuzię- dzidzię, która nam wszystkim zawróciła w głowie. Ma niecałe 3 miesiące, lubi psocić (szczególnie przy misce z wodą), a gdy już coś zbroi to patrzy takim wzrokiem, że człowiek się rozpływa. Ma dziewczyna charakterek i lubi to pokazywać :) I chociaż za kilka miesięcy będzie na prawdę wielkim psem, tak dzisiaj przeraża ją wszystko, co nie jest jej domem.

A gdy już się zmęczy, to wygląda tak:



Rośnie zastraszająco szybko, z każdym dniem zdobywa nowe zdolności (nie tylko te, które nam się podobają) i wydaje się, jakby była z nami już co najmniej rok. Tak na prawdę, gdy przyszła do nas miesiąc temu była taką malutką włochatą kuleczką:


Słodka, prawda? :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...