Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez jajek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez jajek. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 maja 2014

Sernik z kaszy jaglanej i tofu na czekoladowym spodzie


Czy można zrobić sernik bez sera? A konkretnie, czy można zrobić sernik z kaszy jaglanej? Można!
A w dodatku smakuje tak, że wcale nie brakuje nam twarogu czy innych zbędnych dodatków. Co prawda nie da się nim oszukać wielbicieli tradycyjnego sernika, ale mimo to nie boję się nazwać go niezłym ciachem. Ma świetny czekoladowy spód, wilgotne i nieco maślane nadzienie o cytrusowym aromacie oraz cieniutką warstwę pysznej gorzkiej czekolady. Zjadłam go z wielkim apetytem, a nawet Tata (który tego typu wynalazki traktuje z dystansem) zjadł cały kawałek, twierdząc, że jest niezły.


Sernik z kaszy jaglanej i tofu na czekoladowym spodzie

masa "sernikowa":

  • 1/2 szklanki (125ml) kaszy jaglanej,
  • 1 1/2 szklanki (375ml) mleka roślinnego (polecam sojowe; po użyciu ryżowego waniliowego ciasto miało dość specyficzny aromat, który mi osobiście nie do końca odpowiadał),
  • 200ml soku z pomarańczy (2 duże sztuki),
  • 50ml soku z cytryny (1 sztuka),
  • 360g tofu,
  • 1/3 szklanki (80ml) cukru (lub więcej/mniej do smaku),
  • 1 łyżka (15ml) cukru z wanilią,
  • 2 łyżki (30ml) skrobii kukurydzianej,
  • 2 łyżki (30ml) mąki pszennej,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1/4 szklanki (60ml) oleju.
Kaszę podpraż w garnuszku, aż stanie się blada i zacznie ładnie pachnieć. Następnie przesyp ją na sitko i przepłucz pod bieżącą wodą. Ponownie umieść kaszę w garnuszku (najlepiej takim o grubym dnie, który zapobiegnie przywieraniu ziarenek podczas gotowania), zalej mlekiem i zagotuj. Przykryj garnek pokrywką, zmniejsz ogień i gotuj, aż kasza wchłonie cały płyn. Odstaw do przestudzenia.

Do blendera wrzuć ugotowaną kaszę, dolej sok z pomarańczy i cytryny, zmiksuj na gładki krem. Dodaj pokruszone tofu z cukrem i ponownie zmiksuj na gładko. Skosztuj masy i oceń, czy nie potrzeba dodać więcej słodkości, pamiętając, że masa po upieczeniu będzie mniej słodka niż ta na "surowo". Następnie do masy dodaj skrobię, mąkę, proszek i olej, zmiksuj tylko do połączenia składników.

Odstaw masę na chwilkę na bok i przygotuj czekoladowy spód.


spód:

  • 1 szklanka (250ml) mąki pszennej,
  • 3 łyżki (45ml) gorzkiego kakao,
  • szczypta soli,
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1/4 szklanki (60ml) cukru,
  • 1 łyżka (15ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 8 łyżek (120ml) mleka roślinnego,
  • 2 łyżki (30ml) oleju,
  • 65g gorzkiej czekolady, rozpuszczonej.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Okrągłą formę o średnicy ok 23 cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

Do miski przesiej mąkę z kakao, solą i proszkiem. Dodaj cukier i dobrze zamieszaj. W osobnej miseczce zalej siemię lniane gorącym (ja zazwyczaj używam wrzątku) mlekiem, wymieszaj i odstaw na kilka minut, by utworzył się kleik i by masa nieco przestygła. Do tej mieszanki dodaj olej i roztopioną czekoladę, dobrze wymieszaj. Wlej mokre składniki do suchych i zamieszaj do połączenia składników. 

Przygotowany spód wyłóż na dnie przygotowanej tortownicy i równomiernie rozłóż palcami po całej powierzchni (masa jest bardzo gęsta i nieco tłusta, przypomina trochę brownie- ale tak ma być). Na czekoladową masę wylej masę "sernikową". Wstaw do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie zmniejsz temperaturę do 160 st.C i piecz przez następne 40-45 minut, aż sernik zarumieni się i przy dotknięciu jego powierzchni nie będzie dygotał. Gdy nim potrzęsiesz- zadygota- ale taka jego uroda. Wyłącz piekarnik i pozostaw w nim formę z ciastem przy otwartych drzwiczkach, aż całkowicie ostygnie. Następnie wstaw go do lodówki na kilka godzin (nie wiem, czy to konieczne, ale ja tak zrobiłam i serniczek wyszedł gładki, wilgotny i zwarty zarazem). Następnie polej go polewą:

polewa:
  • 135g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 2 łyżki (30ml) oleju.
Czekoladę rozpuść z olejem w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Dobrze wymieszaj i wylej na przygotowany sernik. Pozostaw do zastygnięcia, a następnie udekoruj (ja użyłam mielonych orzechów arachidowych) lub od razu zabierz się do krojenia tego cudnego ciacha.

Enjoy!



czwartek, 1 maja 2014

Przekładaniec czekoladowo-orzechowy


Przy pieczeniu ciast bardzo ważna jest dobra organizacja pracy. Dobrze jest przemyśleć cały proces przygotowana deseru, żeby wiedzieć, od którego komponentu zacząć, a który wymaga naszej uwagi w ostatniej chwili. Bez tego można spędzić cały dzień w kuchni, popadając przy tym w depresję i skutecznie obrzydzając sobie jakiekolwiek cukiernicze eksperymenty. Dlatego też lubię pewne elementy deseru przygotować sobie wcześniej, by później móc w spokoju złożyć je w jedną całość, bez większego stresu i zniecierpliwienia. Czasem jest to budyń do tarty ugotowany dzień wcześniej, czasem owoce zamienione w apetyczne nadzienie do pucharków lodowych, innym razem będzie to kruche ciasto przygotowane na zapas i spokojnie czekające na odpowiednią okazję w zamrażarce. Bywa i tak, że kiedy dopada mnie wena piekę blaty ciasta- waniliowego czy czekoladowego- i zamiast wykorzystywać od razu, szczelnie owijam je folią spożywczą i chowam w czeluściach tej mroźnej szafy. Dzięki temu mogę w bardzo krótkim czasie stworzyć rozmaite torty i im podobne frykasy.

Tak było właśnie z tym przekładańcem. Miałam ochotę na mocno czekoladowy deser z dużą ilością kremu. Przypomniało mi się, że w zamrażarce spokojnie wyleguje się spory kawał mojego ulubionego ciasta, pozostało więc zająć się nadzieniem. Ugotowałam prosty budyń czekoladowy, po wystudzeniu utarłam go z margaryną i efekt nie był zbyt zachwycający. Po chwili zastanowienia dodałam do masy sporą ilość masła orzechowego i... petarda! (jakby to uczestnicy Top Chefa powiedzieli). Smak- jak dla mnie- fenomenalny. Czekoladowy z aromatem i kawałeczkami orzeszków tu i ówdzie. Gęsty i nieco ciężki od budyniu, ale nie zapychający, jak zwykły krem maślany. Zaspokoiłam swoje pragnienie kremowego deseru i już żałuję, że został mi w lodówce tylko jeden kawałek... :)


Przekładaniec czekoladowo-orzechowy
przepis na dużą blachę

  ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie odetnij z każdego brzegu 1cm margines (możesz go zjeść albo wymieszać z odrobiną kremu, by przygotować cake popsy. Jeśli zaś zastąpisz krem dżemem i dorzucisz bakalie oraz pokruszone herbatniki, otrzymasz bajaderkę). Poziomo przetnij ciasto na pół i odłóż, by przygotować krem.

krem:
  • 500ml mleka (użyłam sojowego naturalnego),
  • 1/4 szklanki (4 łyżki = 60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 3 łyżki (45ml) cukru,
  • 100g gorzkiej czekolady,
  • 200g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (możesz zastąpić masłem, jeśli jesz nabiał),
  • 1 szklanka (250ml) masła orzechowego z kawałkami orzechów,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru pudru.
Około 3/4 podanej ilości mleka wlej do garnuszka i podgrzewaj na średnim ogniu. Pozostały płyn wymieszaj dokładnie ze skrobią i cukrem. Kiedy mleko w garnku zagotuje, ciągle mieszając trzepaczką, wlej roztwór ze skrobią. Gdy masa ponownie zawrze, gotuj ją przez kolejne 1-2 minuty, następnie zdejmij z palnika i wsyp połamaną na kawałeczki czekoladę. Dokładnie wymieszaj i odstaw do całkowitego ostudzenia, od czasu do czasu mieszając (nie wstawiaj budyniu do lodówki! Ma pozostać w temperaturze pokojowej, inaczej margaryna zetnie się w grudkowatą masę). 
W misce utrzyj mikserem margarynę z masłem orzechowym na puszystą masę. Następnie dodawaj do masy po łyżce budyniu, cały czas miksując. Na koniec dodaj cukier puder, miksuj jeszcze chwilę, aż składniki dobrze się połączą.

Na jednym blacie ciasta rozsmaruj 1/3 kremu, przykryj drugim plackiem. Na nim ułóż kolejną porcję (1/3) masy. Resztę kremu rozsmaruj po bokach. Jeśli zostanie Ci trochę tej pysznej czekoladowo-orzechowej masy, możesz wykonać dekoracje przy pomocy rękawa cukierniczego lub po prostu odłożyć do pojemniczka i używać, jak Nutelli. Przygotowane ciasto wstaw na ok. 1 godzinę do lodówki, by stężało, a smaki połączyły się. Potem pokrój ciacho na porcje i rozkoszuj się jego smakiem.

Enjoy!




czwartek, 17 kwietnia 2014

Wegański kajmak


Kajmak, masa krówkowa, krem karmelowy... jakkolwiek by nazwać tą słodką masę, zawsze będzie oznaczała jedno- górę cukru ugotowaną z mlekiem. Tradycyjnie przygotowuje się ją z mleka skondensowanego, gotowanego przez długi czas, do uzyskania wspaniałej bursztynowej barwy i głębokiego aromatu palonego cukru. Kajmak można ugotować w domu także ze "zwykłego" mleka, co zajmuje jeszcze więcej czasu i niekoniecznie kończy się sukcesem. Pamiętam, że za każdym razem, gdy próbowałam swoich sił w tej dziedzinie efekt był ten sam- kolor piękny, smak właściwy, ale konsystencja pozostawiała wiele do życzenia. Na początku wydawała się idealna, ale po spędzeniu nocy czy to w lodówce, czy na kuchennym blacie; czy to szczelnie zamknięta czy też odkryta- zawsze się kruszyła. A nie o to mi chodzi.

Postanowiłam tym razem pobawić się wegańską wersją masy krówkowej, która tym razem miała pozostać kremowa i ciągnąca przez długi czas. I tak też się stało! Przygotowałam kajmak w bardzo nietradycyjny sposób, ale najważniejsze dla mnie jest to, że smakuje i wygląda odpowiednio. Jest bardzo słodki (jak na prawdziwy kajmak przystało), gęsty, kremowy i przyjemnie mleczny. Ciężko odróżnić go od tradycyjnego kremu karmelowego. Cel został więc osiągnięty :)


Wegański kajmak
proporcje na ok. 200-250ml kremu


  • 1 szklanka (250ml) cukru,
  • 2 łyżeczki (10ml) octu jabłkowego lub soku z cytryny,
  • 200ml mleka sojowego,
  • 1/3 szklanki (80ml) mleka sojowego w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) oleju.
Do niedużego garnka o grubym dnie wsyp cukier, dodaj ocet lub sok z cytryny i tyle wody, aby delikatnie zwilżyła cukier (ok. 2-3 łyżki). Podgrzewaj masę na średnim ogniu nie mieszając- jeśli jest taka potrzeba, możesz delikatnie pokołysać garnuszkiem, aby zmieszać masę. Podgrzewaj do czasu, aż cukier osiągnie bursztynową, lekko karmelową barwę. Zdejmij garnek z palnika i dodaj połowę mleka sojowego (uwaga! masa jest bardzo gorąca i w zetknięciu z płynem zacznie mocno parować i bulgotać. Odsuń więc twarz znad garnka, by się nie poparzyć.), szybko wymieszaj trzepaczką. Następnie wlej resztę mleka, dodaj mleko w proszku i olej. Całość wymieszaj dokładnie, a potem ponownie podgrzewaj na średnim ogniu przez ok. 15 minut (jeśli garnek ma niskie ścianki gotuj masę krócej, bo szybciej wyparuje, ok 10 minut). Po tym czasie kajmak powinien mieć gęstą konsystencję, jak syrop, powinien lepić się do łyżki, ale nie jest jeszcze tak gęsty, jak tradycyjna masa krówkowa. Ale spokojnie- w miarę stygnięcia masa będzie gęstnieć. Nie próbuj tylko polizać łyżki, bo sparzysz sobie język. Poczekaj chwilkę albo dmuchaj intensywnie ;) Przelej masę do miseczki albo pojemniczka i ostudź, mieszając od czasu do czasu. Następnie przykryj. 

Enjoy!






Wielkanocne Smaki - edycja IV Wielkanoc bez glutenu. Smaki dzieciństwa

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Słonecznikowiec


Mieszkam na Śląsku i mamy tutaj kilka zwyczajów, których próżno szukać w innych regionach Polski. Jednym z nich jest dziubanie słonecznika. Tak kilkuletnie bajtle, jak i leciwi obywatele- wszyscy namiętnie wyskubują zębami ziarenka słonecznika z łupinek obsypanych delikatnie solą. I nie jest to wyłącznie akt jedzenia, to przede wszystkim spoiwo wszelkich spotkań towarzyskich. Siemki najlepiej smakują podczas oglądania meczów na żywo, spotkań przy piwie w parku letnią porą, a nie najgorzej wypadają też podczas samotnych seansów przed telewizorem.

Przez większość swojego niedługiego życia sądziłam, że słonecznik jada się wyłącznie w ten sposób i to na całym świecie. Przecież we wszystkich sklepach, jakie znałam i odwiedzałam był zawsze dostępny (i to w dwóch wersjach: białej i czarnej) i tani. Te smakowite ziarenka sprzedawane bez łupinek wydawały mi się całkowicie absurdalnym pomysłem, na który pokusić mógł się jedynie ktoś bez zębów. Dopiero kiedy podrosłam odrobinkę i poznałam kilka miejsc oddalonych od Śląska, okazało się, że znalezienie siemków nie jest wcale takie łatwe, jak mi się wydawało. Za to łuskane ziarno słonecznika używa się w kuchni tak, jak pestek dyni czy orzechów. Dlatego pomysł na ciasto z jego dodatkiem natychmiast wywołał u mnie lawinę dobrych myśli i entuzjazmu.

Przeszukałam internet i znalazłam kilka wersji słonecznikowca, które nieznacznie różniły się od siebie. Większość z nich wspominała o karmelu (lub kajmaku) i czekoladzie. Postanowiłam więc pobawić się tym połączeniem i stworzyć własną wersję słonecznikowego przekładańca. Upiekłam jedno ze swoich ulubionych ciast czekoladowych, ugotowałam karmelowy budyń, uprażyłam też głównego bohatera tego deseru w karmelowej masie. Po złożeniu całość wyglądała zachęcająco, a smakowała... pysznie! Wszystkie aromaty bardzo ładnie komponowały się ze sobą, a chrupiący słonecznik nadawał ciastu ciekawego charakteru. Chciało się go jeść więcej i więcej! Ciacho cieszyło się sporym powodzeniem, nawet wśród tych, którzy nie przepadają za kremowymi deserami. A co najciekawsze- było wegańskie :)


Słonecznikowiec


ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego*,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody*,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Prostokątną formę o wymiarach mniej więcej 25cm x 30cm wyłóż na dnie i po bokach papierem do pieczenia.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę wylej do foremki i wstaw do piekarnika na ok. 20-25 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie.

* Jeśli nie masz lub nie chcesz stosować siemienia lnianego, zastąp go 2 jajkami. Nie dodawaj też podanej w przepisie gorącej wody.

karmelizowany słonecznik:
  • 150g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej),
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru,
  • 2 łyżki (30ml) mleka (użyłam sojowego),
  • 400g łuskanego słonecznika.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Płaską, dużą blachę wyłóż papierem do pieczenia.

W garnku umieść margarynę, cukier i mleko. Całość rozpuść i zagotuj. Następnie wsyp do tej mieszanki słonecznik i wymieszaj tak, by wszystkie ziarenka dokładnie pokryły się słodkim syropem. Masę przełóż na blachę i piecz tak długo, aż słonecznik zarumieni się. Pamiętaj, by co kilka minut mieszać ziarenka, by mogły upiec się równomiernie i nie przypaliły. Wyjmij z pieca i ostudź. 

krem karmelowy:
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru,
  • 2 łyżeczki (10ml) soku z cytryny lub octu jabłkowego,
  • 500ml mleka (użyłam sojowego),
  • 4 łyżki (60ml) skrobii kukurydzianej,
  • 200g margaryny wegańskiej (lub masła, jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej).
Do średniej wielkości garnka o grubym dnie wsyp cukier, dodaj sok z cytryny lub ocet i tyle wody, by cukier był jedynie lekko zwilżony. Podgrzewaj na średnim ogniu, aż cukier rozpuści się, zagotuje, a następnie zacznie zmieniać kolor. Kiedy osiągnie bursztynową barwę, zdejmij garnek z palnika i wlej ok. 400ml mleka (zrób to ostrożnie! Cukier jest bardzo gorący i po wlaniu mleka zacznie mocno parować i bulgotać. Odsuń lepiej głowę znad garnka, by się nie poparzyć i mieszaj trzepaczką z bezpiecznej odległości.). Garnek wstaw ponownie na palnik, mieszaj aż karmel całkowicie się rozpuści, a następnie zagotuj masę. Pozostałe 100ml mleka wymieszaj ze skrobią i wlej do garnka, cały czas mieszając trzepaczką. Ponownie zagotuj budyń i po 2-3 minutach zdejmij z palnika. Wylej do miseczki lub pojemniczka, przykryj folią i ostudź kompletnie.

Margarynę utrzyj mikserem na puszysty krem. Następnie stopniowo, łyżka po łyżce, dodawaj wystudzony budyń. Z przygotowanego wcześniej karmelizowanego słonecznika odłóż 2-3 garście, a resztę wsyp do kremu i dokładnie wymieszaj.

Z upieczonego ciasta odetnij z każdej strony 1cm brzeg. Ciasto przetnij poziomo na pół. Jedną część posmaruj 2/3 przygotowanego kremu, przykryj drugim plackiem, a ten pozostałym kremem. Wierzch posyp odłożonym wcześniej karmelizowanym słonecznikiem. Wstaw do lodówki, by krem nieco stężał i zestalił się z ciastem, a smaki w tym czasie przegryzą się.

Ciasto smakuje świetnie zarówno zimne, prosto z lodówki, jak i w temperaturze pokojowej. Bo ono generalnie jest wspaniałe :)

Enjoy!





poniedziałek, 17 lutego 2014

Czekoladowo-orzechowe serniczki w szklankach



Upiekłam ostatnio sernik i zostało mi troszkę mielonego twarogu, z którym nie bardzo wiedziałam co zrobić. Za mało go, żeby zrobić cokolwiek konkretnego lub choćby odpalać piekarnik na mini serniczki. Po przemyśleniu sprawy i małej improwizacji powstały te niewielkie cuda.

Serniczki w szklaneczkach są niekłopotliwe w przygotowaniu. Zrobienie ich zajmuje dosłownie kilka chwil, a co ważniejsze nie trzeba zaprzatać sobie głowy temperaturą i czasem pieczenia. Nie wspominając o odwiecznym problemie opadania tradycyjnego sernika, czy też jego puszystości. W tej wersji połączyłam jedne z moich ulubionych smaków- masła orzechowego i czekolady.Wyszło na prawdę pysznie :)


Czekoladowo-orzechowe serniczki w szklankach
proporcje na 4 nieduże porcje



  • 8 ciasteczek Oreo lub innych markiz czekoladowych,
  • 250g mielonego twarogu,
  • 5 łyżek (75ml) słodzonego mleka skondensowanego*,
  • 2 łyżki (30ml) cukru pudru (lub więcej do smaku),
  • 1/2 szklanki (125ml) gładkiego masła orzechowego,
  • 2 łyżeczki (10ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 50g ulubionej czekolady (użyłam deserowej),
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki 30% lub mleka skondensowanego.
Ciasteczka przełóż do robota kuchennego (malaksera) i rozkrusz je na drobny "piasek" (jeśli nie masz robota, włóż markizy do plastikowego woreczka i pokrusz je uderzając wałkiem w woreczek). Podziel masę równo między 4 szklaneczki.
Twaróg wymierszaj dokładnie z mlekiem skondensowanym, cukrem pudrem i masłem orzechowym. Możesz zrobić to mikserem lub przy użyciu łyżki/gumowej szpatułki. Spróbuj masę i oceń, czy chcesz dodać więcej cukru pudru. Jeśli tak- do dzieła! A jeśli uważasz, że wszystko smakuje tak, jak należy, podziel masę na dwie części. Do jednej z nich dodaj kakao i dokładnie wymieszaj, by nie pozostały żadne grudki. Teraz rozłóż obie masy (jasną i ciemną) do przygotowanych szklaneczek z pokruszonymi ciasteczkami. Możesz ułóżyć je warstwami lub tworząc takie plamy/ciapki, jak ja to zrobiłam. 
Czekoladę rozpuść ze śmietanką/mlekiem w miseczce ustawionej na garnuszku z niewielką ilością gotującej się wody. Dobrze wymieszaj, odstaw na chwilkę, żeby przestygła. Kiedy nie będzie już ciepła, podziel ją równo między przygotowane szklaneczki i rozsmaruj. Wstaw do lodówki na kilka-kilkadziesiąt minut, żeby nieco zastygła. I gotowe! 
Takie serniczki możesz jeść prosto z lodówki albo w temperaturze pokojowej. Ja wypróbowałam też wersję lekko zmrożoną- mmmm... pyszotka.

Enjoy!

* Ja użyłam mleka, bo akurat miałam w domu taką niewielką ilość, pozostałą z innego przepisu. Jeśli nie chcesz kupować całej puszki mleka dla kilku łyżek potrzebnych do tej receptury, dostępne są też mleczka słodzone w tubkach. Jeśli natomiast wogóle nie masz ochoty używać mleka skondensowanego, zastąp je śmietanką 30%. Pamiętaj jednak, aby zwiększyć ilość cukru pudru w przepisie. 







Love masło orzechowe edycja III

wtorek, 11 lutego 2014

Panforte



Od dawna planowałam upiec panforte, bo słyszałam o nim wiele dobrego i wielu smakoszy rozpływało się na samo brzmienie tego słowa. W końcu przygotowałam ten włoski przysmak, trochę po namowach Taty. Zrobienie go było bardzo proste i zajęło dosłownie kilka chwil. Nieco dłużej trzeba było czekać, aż panforte upiecze się i wystygnie, ale to już zupełnie inna historia...

Po pierwszym kęsie byłam lekko rozczarowana, bo zupełnie inaczej wyobrażałam sobie smak tego "ciasta". Ale z każdym kolejnym gryzem uświadamiałam sobie, jakie to dobre. I bardzo uzależniające. A do tego super słodkie i syte. Tak więc jeśli bardzo lubicie bakaliowe słodkości z owocową nutką i aromatycznymi przyprawami, to jest to wypiek dla Was.


Panforte di Siena
przepis z bloga White Plate


  • 1 szklanka (250ml) orzechów laskowych, 
  • 3/4 szklanki (180ml) migdałów ze skórką,
  • 2/3 szklanki (160ml) mąki pszennej,
  • 2 łyżki (30ml) kakao,
  • 2 1/4 łyżeczki nasion kopru włoskiego, lekko ugniecionych w moździerzu (pominęłam),
  • 1/2 łyżeczki cynamonu,
  • 1/8 łyżeczki mielonych goździków,
  • 1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu,
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru,
  • 1/4 łyżeczki nasion kolendry, drobno utłuczonych w moździerzu,
  • 1/4 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej,
  • skórka otarta z 1 pomarańczy (tylko pomarańczowa część, bez białej błonki!),
  • 230g suszonych fig, posiekanych na cienkie plasterki,
  • 2/3 szklanki (160ml) miodu,
  • 2/3 szklanki (160ml) cukru.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 150st.C. Dno i boki tortownicy o średnicy 20 cm wyłóż papierem do pieczenia, a następnie wysmaruj go olejem.

Do dużej miski wsyp wszystkie składniki, oprócz miodu i cukru. Dobrze je wymieszaj i odstaw. Cukier i miód umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia. Gotuj, aż masa osiągnie temp. 120 st.C (jak pisze autorka bloga, od momentu wrzenia minie jakieś 15 sekund). Wylej gorący syrop do miski z pozostałymi składnikami i szybko wymieszaj. Masa będzie gęsta, lepka i ciężka do wymieszania (ale nie poddawaj się!). Przełóż ją do przygotowanej tortownicy i piecz 45 minut. Wyjmij z piekarnika i ostudź.

Po ostudzeniu pokrój panforte, najlepiej na nieduże kawałki, bo jest bardzo syte i słodkie. Zawinięte w folię możesz je przechowywać nawet do kilku tygodni lub miesięcy.

Enjoy!



środa, 29 stycznia 2014

Tort czekoladowy z masłem orzechowym



Chodził za mną taki torcik, chodził, aż sobie wychodził. 
Wymyśliłam sobie połączenie czekolady z masłem orzechowym w formie piętrowego ciasta, długo opierałam się przed jego zrobieniem, ale w końcu nie wytrzymałam i oto jest. Smakował na prawdę bosko :) Trzy warstwy czekoladowego ciasta, ganache z gorzkiej czekolady, mus orzechowy, a na wierzchu krem typu "czekoladowa krówka".  Wyszło bardzo czekoladowo i orzechowo. Raj na Ziemii... przynajmniej dla mnie :)




Tort czekoladowy z masłem orzechowym
przepis na krem "czekoladowa krówka" i inspiracja dla ciasta- Anna Olson
pozostałe elementy i ogólny pomysł- własne



ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego*,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody*,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (mogą pozostać grudki). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie przekrój każdy blat na dwa placki (jeśli wcześniej schłodzisz ciasto lub nawet lekko przymrozisz, to zadanie będzie o wiele łatwiejsze). Przykryj folią, aby ciasta nie wyschły, a w tym czasie przygotuj pozostałe części tortu.

* Jeśli nie masz lub nie chcesz stosować siemienia lnianego, zastąp go 2 jajkami. Nie dodawaj też podanej w przepisie gorącej wody.

ganache:
  • 200g czekolady gorzkiej lub deserowej,
  • 200ml śmietanki 30%.
Czekoladę połam lub posiekaj na mniejsze kawałeczki. W garnuszku podgrzej śmietankę i kiedy zawrze wylej ją na przygotowaną czekoladę. Odczekaj 1-2 minuty, a następnie dokładnie wymieszaj masę, aż będzie gładka. Przykryj i odłóż na bok do przestudzenia.

mus orzechowy:
  • 3/4 szklanki (180ml) gładkiego masła orzechowego,
  • 6 łyżek (90ml) cukru pudru (ja użyłam trzcinowego),
  • 3 łyżki + 3/4 szklanki (45ml + 180ml) śmietanki 30%, schłodzonej.
Masło orzechowe utrzyj mikserem z cukrem pudrem do momentu, aż składniki połączą się (jeśli masło jest zbyt zwarte, możesz troszeczkę je podgrzać w mikrofalówce albo w misce ustawionej nad garnkiem z gotującą się wodą. Wtedy stanie się bardziej płynne i łatwiej połączy się z cukrem pudrem. Pamiętaj jednak, żeby kompletnie ostudzić masę przed dodaniem śmietanki). Następnie wlej 3 łyżki śmietanki i ponownie zmiksuj na gładko.
W osobnej misce ubij pozostałe 3/4 szklanki śmietanki na sztywno. 1/3 ubitej śmietany dodaj do masła orzechowego i wymieszaj energicznie, by nieco rozluźnić masę. Potem dodaj resztę bitej śmietany, tym razem mieszając już delikatniej, jednak stanowczo i w miarę szybko. Wstaw mus na chwilkę do lodówki, by w tym czasie przygotować krem "czekoladowa krówka".

krem "czekoladowa krówka":

  • 2 szklanki (500ml) cukru pudru,
  • 1/3 szklanki (80ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 115g masła,
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 2/3 szklanki (160ml) gęstej, kwaśnej śmietany 18%.
Do miski przesiej cukier puder i kakao.
Masło i czekoladę rozpuść w dużej misce umieszczonej nad garnkiem z parującą wodą. Póki masa jest jeszcze ciepła wmiksuj do niej cukier puder z kakao, a następnie śmietanę. 

Teraz czas na wielkie wykończenie- składanie tortu.
Na talerzu/paterze/czymkolwiek połóż jeden blat ciasta. Połowę kremu "czekoladowa krówka" przełóż do rękawa cukierniczego (jeśli go nie masz, weź gruby foliowy worek- taki na mrożonki- nałóż do niego kremu, a następnie odetnij końcówkę jednego rogu torebki) i na brzegach wyciśnij nim rant z ciasta (zapobiegnie to wyciekaniu ganache i musu na boki tortu, co nie wyglądałoby najlepiej). Na środku rozsmaruj warstwę ganache (jeśli troszkę za bardzo zastygło i ciężko je rozsmarować, podgrzej je odrobinkę w mikrofalówce lub w miseczce ustawionej nad garnkiem z niewielką ilością gotującej się wody), a na nim połowę musu orzechowego. Następnie powtórz całą procedurę. Na wierzchu ułóż trzeci blat ciasta (tak, wiem, zostanie jeszcze jeden blat, ale na prawdę tak bardzo Cię to martwi? To przecież wspaniała nagroda za Twoją ciężką pracę w kuchni i śmiało możesz skubnąć kawałeczek lub dwa. Albo nawet cały blat...). Na nim i po bokach rozsmaruj pozostały krem "czekoladowa krówka". Z resztek kremu pozostałych w rękawie cukierniczym możesz wykonać ozdoby. Tort wstaw do lodówki (na ok. 0.5-1h), żeby nieco stężał i przegryzł się.

Enjoy!



wtorek, 28 stycznia 2014

Budyń cappuccino



Czy istnieje prostszy i równie popularny deser, co budyń? Nie sądzę... A nwet jeśli rzeczywiście znajdzie się odpowiedni konkurent, to ja i tak wyniorę tego pierwszego. Oprócz tego, że jest przepyszny, delikatny i kremowy, to w dodatku składniki potrzebne do jego przygotowania znjadą się chyba w każdej kuchni. Uwielbiam budyń na zimno i na ciepło, waniliowy lub czekoladowy, tradycyjny lub taki trochę zdrowszy, zrobiony na przykład z kaszy jaglnej- każdy. Ale co najważniejsze, lubię przygotować go zupełnie sama.

Szczerze mówiąc, nie rozumiem skąd bierze się tak wielkie zamiłowanie do budyniu w proszku. Oprócz tego, że niektóre z nich mają w swoim składzie niezbyt smakowite dodatki, to przede wszystkim są... drogie. Tak, tak! Może się wydawać, że ta złotówka (lub nieco więcej) to niewielki wydatek, ale ja nie zamierzam płacić takiej sumki za kilka łyżeczek skrobii i sztuczne aromaty. Taniej i zdrowiej jest zaopatrzyć się w skrobię kukurydzianą (ziemniaczana też się sprawdzi, ale ta pierwsza sprawi, że nasz budyń będzie aksamitnie gładki i nie będzie przypominał ciągnących się glutów), która wystarczy na dziesiątki porcji tego wspaniałego deseru. Do tego ulubione mleko, troszkę cukru waniliowego, może czekolada, kakao lub karob, a może jeszcze coś innego, na co akurat mamy ochotę i wspaniały domowy budyń gotowy!

Tym razem zaszalałm i przemieniłam codzienny przysmak w nieco bardziej wyszukany deser. Na dnie filiżanki umieściłam odrobinkę czekoladowego ganache, do waniliowego budyniu dodałam kawę, a po zastygnięciu udekorowałam całość ubitą śmietanką. Żeby nadać jej charakteru cappuccino, posypałam wierzch gorzkim kakao. I wyszło pysznie!


Budyń cappuccino
przepis na 2 porcje

ganache:

  • 50g (pół tabliczki) czekolady gorzkiej lub deserowej,
  • 75ml śmietanki 30%.
Czekoladę połam lub posiekaj na mniejsze kawałeczki, umieść w miseczce. Śmietankę podgrzej i kiedy zawrze, wylej ją na czekoladę. Odczekaj 1-2 minuty, a następnie dokładnie wymieszaj całość do uzyskania gładkiego kremu. Odstaw na bok i przygotuj budyń.

budyń kawowy:
  • 250ml mleka,
  • 1,5 łyżeczki (7ml) kawy rozpuszczalnej,
  • 4 łyżeczki (20ml) skrobii kukurydzianej,
  • opcjonalnie cukier do smaku*.
Do niewielkiego garnuszka wlej mleko, wsyp kawę i skrobię, i wymieszaj całość trzepaczką. Ustaw garnuszek na palniku i podgrzewaj na średnim ogniu, cały czas mieszając trzepaczką, aż masa zagotuje się. Pogotuj 1 minutę, pamiętając o dokładnym mieszaniu. Zdejmij garnuszek z palnika, przelej budyń do pojemniczka lub miseczki i przykryj folią spożywczą tak, by bezpośrednio dotykała powierzchni deseru. Ostudź.

śmietanka:
  • 125ml śmietanki 30%, schłodzonej,
  • 1 łyżeczka (5ml) cukru pudru,
  • odrobinka gorzkiego kakao do posypania wierzchu.
Na dnie filiżanki rozsmaruj 2-3 łyżeczki ganache. Na nim ułóż ostudzony budyń. Śmietankę ubij z cukrem pudrem na sztywno i udekoruj nią wierzch budyniu. Całość posyp kakao. Zjadaj od razu, zanim ktoś dorwie się do Twojej porcji :)

Enjoy!

* Ilość cukru i kawy zależy od Twoich preferencji. Jedni piją mocniejszą, inni słabszą kawę. Podobnie jest z jej słodkością. Ja nienawidzę słodkiej kawy, więc nie dodawałam do budyniu wogóle cukru, ale jeśli Ty słodzisz swoją kawę- śmiało dosyp 1-2 łyżeczki, albo nawet troszkę więcej.





Ach! I jeszcze chciałam Wam pokazać torcik, jaki ostatnio przygotowałam na urodziny Kacperka, który pewnie za kilka lat zawojuje polską piłką nożną :)
Wszystko, prócz piłkarzyków, bramek i kartonowej podstawki było jadalne.





środa, 8 stycznia 2014

Razowe ciasteczka czekoladowe


Uwielbiam czekoladę (no, kto by pomyślał...), ale z czekoladowymi ciastami i ciasteczkami mam czasami problem. A to dlatego, że większość z nich obok czekolady nigdy nie stało i nią wogóle nie smakują. Są smaczne, pewnie! Ale nie nazywajmy ich czekoladowymi tylko dlatego, że mają w sobie parę łyżeczek kakao w proszku. Tak więc nieufnie i podejżliwie podchodzę do każdego przepisu "czekoladowego", by przypadkiem nie zawieść się, gdy posmakuję efektu mojej ciężkiej pracy w kuchni.

Z tymi ciasteczkami na szczęście udało się uniknąć rozczarowania i okazały się baaardzo czekoladowe. Skorzystałam z przepisu mistrzyni wegańskiej kuchni, Isy Chandry Moscowitz, więc efekt musiał być co najmniej zadowalający. Wprowadziłam jednak kilka zmian, które troszkę "uzdrowiły" te ciasteczka. Tak więc w miejscu zwykłej białej mąki pojawiła się jej razowa siostra, która nadała swojego charakterystycznego orzechowego posmaku. Zmniejszyłam też ilość cukru (można powiedzieć, że drastycznie), dzięki czemu ciastka nie przytłaczały swoją słodyczą. Dodam jeszcze, że przypominają troszkę brownie- są cudownie mięciutkie i wilgotne w środku, z zewnątrz zaś pokryte są cienką, chrupiącą warstewką. Pyszotka :)


Razowe ciasteczka czekoladowe
zmodyfikowany przepis Isy Chandry Moskowitz,
z receptury otrzymasz ok. 10 sporych ciasteczek


  • 1 łyżki (15ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 1/4 szklanki (60ml) mleka sojowego,
  • 6 łyżek (90ml) oleju,
  • 1/2 szklanki (125ml) cukru trzcinowego,
  • 1 szklanka (250ml) drobno mielonej mąki pszennej razowej,
  • 6 łyżek (90ml) kakao w proszku,
  • 1/2 łyżeczki (2ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 1 tabliczka (100g) gorzkiej czekolady, posiekanej lub połamanej na kawałeczki.

 Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Blachę o nikich brzegach wyłóż papierem do pieczenia.


Zmielone siemię lnianeg zalej gorącym mlekiem sojowym, dokładnie wymieszaj i odstaw na ok. 10 minut- aż utworzy się zwarty kleik.
W misce wymieszaj olej z cukrem. Dodaj kleik z siemienia i połącz składniki. Do tej mieszanki wsyp mąkę wymieszaną z kakao, sodą i solą, zamieszaj tylko do połączenia składników. Wsyp połamaną czekoladę, wymieszaj. Układaj na blasze kulki ciasta i spłaszcze delikatnie ręką. Wstaw do piekarnika na ok. 10 minut. (może się wydawać, że po tym czasie ciasteczka nie są jeszcze upieczone, jednak stwardnieją nieco po wystudzeniu. Podobnie jak brownie, warto zadbać o to, by nie przepiec ciastek, aby pozostały wilgotne i mięciutkie. Zalecam zdejmowanie ich z blaszki co najmniej po 2-3 minutach od wyjęcia z piekatnika, inaczej mogą się rozpaść). Wyjmij z pieca i otudź. Albo zjedz od razu- raz się żyje! ;-)

Enjoy!








czwartek, 2 stycznia 2014

Tarta krówkowo-czekoladowa



Zanim przejdziecie do realizacji noworocznych postanowień o odchudzaniu, rzucaniu cukru czy zdrowszym odżywianiu, przygotujcie sobie taką tartę. Nie będziecie żałować. No chyba, że nie lubicie masy krówkowej... albo bitej śmietany... i czekolady... Ja uwielbiam, więc dla mnie to ciacho, to niebo na Ziemii. Czy może być inaczej? Przecież na dnie spoczywa sobie wspaniały spód z ciasteczek Oreo, który możnaby jeść bez końca. A na nim ułożyło się nadzienie z kajmaku i serka mascarpone- duet tak doskonały, że ciężko to racjonalnie pojąć. Gdyby tej wspaniałości było za mało, całość przykrywa chmurka bitej śmiteany, pomazana kleksami roztopionej czekolady. Za mało zalet? To może fakt, że ta tarta nie wymaga pieczenia Was przekona. I wogóle zrobienie jej to pestka!

Ach... gdyby jeszcze to wszystko nie miało tylu kalorii... :)


Tarta krówkowo-czekoladowa
przepis własny

spód:

  • ok. 30-32 ciasteczek Oreo,
  • 100ml roztopionego masła.
Ciasteczka przełóż do robota kuchennego (malaksera / food processora) i zmiksuj na drobniutki piasek (mokry piasek, oczywiście). Jeśli nie masz takiej maszyny, która wykona całą pracę za Ciebie, po prostu przełóż ciasteczka do mocnego worka foliowego, zawiąż (ale tak, by nie było w środku powietrza, bo inaczej całość spektakularnie wybuchnie przy pierwszym mocniejszym uderzeniu) i uderzaj o niego wałkiem, aż uzyskasz pożądany efekt. Następnie do pokruszonych ciasteczek dodaj roztopione masło, dobrze wymieszaj całość. Tortownicę o średnicy ok. 23cm wyłóż na dnie papierem do pieczenia (ułatwki to wyciąganie pokrojonego ciasta z formy). Ciasteczka z masłem wsyp do foremki i ugnieć masę na dnie i bokach (powinny sięgać mniej więcej połowy wysokości tortownicy). Wstaw do lodówki, aby całość stężała.

nadzienie krówkowe:
  • 2/3 szklanki (160ml) kajmaku*,
  • 250g (1 małe opakowanie) serka mascarpone.
Składniki zmiskuj dokładnie, lecz nie za długo, przy pomocy miksera, aż masa będzie gładka. Wyłóż na przygotowany spód i wyrównaj powierzchnię. Wstaw do lodówki.

*Masę krówkową, czyli kajmak, można przygotować na kilka sposobów. Pierwszy- najwygidniejszy- to po prostu udanie się do sklepu i kupienie gotowej masy kajmakowej. Drugi- weź puszkę słodzonego mleka skondensowanego, włóż do garnka z dużą ilością wody (ma być jej tyle, by cały czas puszka była w niej zanurzona) i gotuj pod przykryciem przez 2-3 godziny (im dłużej gotujesz, tym ciemnieszja jest masa). Jeśli potrzeba, w trakcie gotowania dolej do garnka wodę, by puszka cały czas była przykryta. Nie otwieraj jej póki jest gorąca! Puszka eksploduje i poparzy Cię jej zawartość (nie mówiąc o bałaganie...). Zrób to dopiero, gdy całość wystygnie. Sposób trzeci- który tym razem zastosowałam po raz pierwszy i muszę przyznać, że taki kajmak smakuje mi najbardziej, bo jest niezwykle aromatyczny i... karmelowy :) Weź dość szeroki garnek o grubym dnie (to ważne!), przelej do niego puszkę słodzonego mleka skondensowanego i podgrzewaj na średnim ogniu cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką). Po ok 30 minutach masa zmieni się w cudowny krem krówkowy, który trzeba od razu przełożyć do pojemniczka, póki jest jeszcze ciepły (wtedy najlepiej odchodzi od ścianek i dna garnka). Może się tak zdarzyć, że zanim mleko skarmelizuje się odpowiednio, masa zbyt mocno odparuje i ciężko się miesza. Trzeba wtedy dolać troszkę wody i podgrzewać dalej.

bita śmietana:
  • 1 szklanka (250ml) śmietanki 30% lub 36%, mocno schłodzonej,
  • 2 łyżeczki (10ml) lub więcej do smaku, cukru pudru,
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki do kawy w proszku.
Schłodzoną śmietankę ubijaj mikserem lub ręcznie. Kiedy masa zacznie sztywnieć, dodaj cukier puder i śmietankę w proszku (ustabilizuje bitą śmietanę, dzięki czemu nie będzie "podchodzić wodą" i utrzyma swój kształt na długo), miksuj dalej, aż śmietana będzie sztywna. Rozmsaruj masę na przygotowanym wcześniej nadzieniu, polej polewą (patrz niżej) i wstaw do lodówki na godzinę. Po tym czasie ciacho można już kroić i cieszyć się jego wspaniałym smakiem. Tarta wytrzyma w lodówce ok. 3 dni (najlepiej przechowywać ją w zamnkiętym pojemniku, żeby nie "łapała" zapachów z lodówki), jeśli nie używasz bitej śmietany, to o wiele dłużej, pewnie ok. tygodnia.

polewa czekoladowa:
  • 30g deserowej lub gorzkiej czekolady,
  • 1 łyżka (15ml) śmietanki 30% lub 36%.
  • dodatkowo do dekoracji: posiekane orzechy, kawałki czekolady, pokrojony na kawałeczki batonik Snickers (tak było u mnie), połamane cukierki krówki lub cokolwiek innego, co Twoim zdaniem będzie tutaj pasowało.
Czekoladę połam lub posiekaj na kawałeczki, dodaj śmietankę. Całość podgrzewaj w misce ustawionej nad garnuszkiem z niewielką ilością gotującej się wody, aż składniki rozpuszczą się. Wymieszaj polewę, troszkę przestudź i polej nią ciasto.

Enjoy!








wtorek, 10 grudnia 2013

Tort czekoladowo-chałwowy (wegański)


Tort dokładnie taki, jaki lubię- intensywnie czekoladowy, nie za lekki, z nutką orzechowego posmaku. W tej roli występuje akurat pasta sezamowa tahini, która w połączeniu z cukrem pudrem ma przypominać chałwę. Krem jest jednak nie tak słodki, jak wspomniany "batonik". Bo sam torcik też nie powala słodkością, choć jest na tyle sycący, że wystarczy zjeść mały kawałek, by zaspokoić swoje pragnienie na słodycze. Przygotowanie ciasta i kremów nie sprawia większych problemów, co też jest dużym plusem. A jak dodam do tego, że tort jest wegański, nie powinniście mieć już wątpliwości, czy warto go upiec. Warto!


Tort czekoladowo-chałwowy

ciasto:
  • 2 łyżki (30ml) zmielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek (90ml) bardzo  gorącej wody,
  • 1 szklanka (250ml) mleka sojowego,
  • 1 łyżka (15ml) soku z cytryny,  
  • 120g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałeczki,
  • 3/4 szklanki (180ml) gorącej kawy,
  • 2 szklanki (500ml) mąki pszennej,
  • 1/4 szklanki (60ml) gorzkiego kakao w proszku,
  • 1 łyżeczka (5ml) proszku do pieczenia,
  • 1 łyżeczka (5ml) sody,
  • szczypta soli,
  • 3/4 szklanki (180ml) cukru trzcinowego muscovado,
  • 6 łyżek (90ml) cukru (użyłam domowego waniliowego),
  • 1/2 szklanki (125ml) oleju.     

Siemię lniane wsyp do miseczki i zalej bardzo gorącą wodą. Zamieszaj dokładnie i dostaw na ok. 10 minut, by utworzył się kleik. W dużej misce wymieszaj mleko z sokiem z cytryny i również odstaw na 10 minut, by zgęstniało (ścięło się) i z wyglądu przypominało maślankę.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st.C. Dwie foremki o średnicy ok. 20cm wysmaruj olejem, dno wyłóż papierem do pieczenia, a boki wysyp mąką.

W miseczce umieść połamaną na kawałeczki czekoladę, zalej gorącą kawą i odstaw na 1 minutę. Następnie dokładnie wymieszaj tak, by rozpuścić czekoladę (Anna Olson pisała, że jeśli są grudki, to nie ma tragedii i jest to całkiem dopuszczalne, choć moja mieszanina była idealnie gładka). Odłóż na bok. Do osobnej miski przesiej mąkę, kakao, proszek, sodę i sól. Do miski, w której utworzyła się "sojowa maślanka" dodaj cukier trzcinowy i biały, olej oraz kleik z siemienia, a następnie dokładnie wymieszaj trzepaczką. Do tej mieszanki wsyp zwartość miski z  suchymi składnikami, wymieszaj tak, by pozbyć się wszelkich grudek. Wlej czekoladę rozpuszczoną w kawie i ponownie zamieszaj. Masę rozłóż między dwie foremki i wstaw do piekarnika na ok. 35 minut (patyczek wbity w środek ciasta powinien wyjść suchy). Wyjmij i ostudź kompletnie. Następnie przekrój każdy blat na dwa placki (jeśli wcześniej schłodzić ciasto lub nawet lekko przymrozisz, to zadanie będzie o wiele łatwiejsze).

krem chałwowy:

  • 100g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (jeśli nie jesteś weganinem/weganką możesz zastąpić masłem),
  • 1/2 szklanki (125ml) pasty sezamowej tahini,
  • 3/4 szklanki (180ml) przesianego cukru pudru (użyłam trzcinowego).
Margarynę utrzyj z tahini przy pomocy miksera. Gdy masa będzie nieco bardziej puszysta, dodaj cukier puder i dokładnie zmiksuj. Odstaw do lodówki, a w tym czasie przygotuj krem czekoladowy.

krem czekoladowy:
  • 150g wegańskiej margaryny o temp. pokojowej (jeśli nie jesteś weganinem/weganką możesz zastąpić masłem),
  • 300g ciemnej czekolady,
  • 2 łyżki (30ml) mleka roślinnego,
  • 6 łyżek (90ml) przesianego cukru pudru (użyłam trzcinowego).
Czekoladę pokrusz do miseczki ustawionej nad garnkiem z niewielką ilością gotującej się wody. Od czasu do czasu mieszaj czekoladę. Kiedy rozpuści się całkowicie, zdejmij miseczkę znad garnuszka i odstaw, żeby nieco przestygła. Margarynę utrzyj na puszystą masę, dodaj roztopioną czekoladę oraz mleko i ponownie utrzyj. Wsyp cukier puder i zmiksuj na gładki i puszysty krem. Jeśli po zmiskowaniu krem jest jeszcze zbyt luźny, wstaw go na kilka minut do lodówki, by czekolada nieco zastygła. Uważaj tylko, by masa nie stężała za bardzo, bo ciężko będzie ją rozsmarować na cieście. 

Na talerzu lub paterze ułóż jeden blat ciasta. Ok. 1/3 kremu czekoladowego przełóż do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką (jeśli nie masz takiego rękawa, weź woreczek foliowy- taki troszkę grubszy, jak do mrożonek- nałóż krem i odetnij czubek jednego z rogów. W ten sposób otrzymasz swój własny worek cukierniczy). Na placku nałóż rękawem rant z kremu czekoladowego (dzięki temu krem chałwowy nie wycieknie bokiem, a boki zdecodowanie łatwiej będzię posmarować kremem). Na środku rozsmaruj krem chałwowy. Postępuj tak z pozostałymi warstwami. Na wierzchu i po bokach rozsmaruj resztę (2/3) kremu czekoladowego. Do dekoracji możesz użyć posiekanej czekolady, ziaren sezamu albo innych rożności, które tylko zawitają w Twojej głowie.

Enjoy!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...